Termin wyborów potrzebny od ręki

29-04-2018, 22:00

Absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby premier publicznie ogłosił już teraz datę, którą wpisze do lipcowego rozporządzenia.

Majowa kanikuła absolutnie nie jest wolna dla klasy politycznej. Władcy kraju ostro rozkręcają kampanię propagandową, której głównym celem jest przejęcie przez PiS jesienią samorządu terytorialnego. Partyjna TVP już rozpoczęła silną promocję nominowanych przy ulicy Nowogrodzkiej kandydatów na prezydentów największych miast. Na razie hulaj dusza, albowiem zasady prawne kampanii zaczną obowiązywać dopiero po wydaniu przez prezesa Rady Ministrów rozporządzenia w sprawie zarządzenia wyborów do rad/sejmików oraz na wójtów/burmistrzów/prezydentów. Mateusz Morawiecki kodeksowo może to zrobić najwcześniej 16 lipca, czyli pozostaje jeszcze 2,5 miesiąca. Rozporządzenie wyznaczy datę wyborów oraz ustali szczegółowy kalendarz. Jednak absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby premier publicznie ogłosił już teraz datę, którą wpisze do lipcowego rozporządzenia. Jest ona bardzo oczekiwana przez całą samorządową Polskę.

Zobacz więcej

To se ne vrati – w wyborach w Polsce od trzech lat obowiązują już urny przezroczyste. Fot. Marian Zubrzycki

Kodeks wyborczy po poprawkach dopuszcza trzy warianty terminowe. W poprzedniej wersji sztywna data wyborów trafiała w 2018 r. w niedzielę… 11 listopada, czyli w 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Absurdalność i szkodliwość jakiegokolwiek głosowania w tak wyjątkowym dniu jest oczywistością. Obecnie premier może wskazać jedną z trzech niedziel poprzedzających jubileusz. Przy czym termin zawsze trzeba postrzegać w pakiecie, albowiem gminy/miasta, w których w pierwszej turze żaden kandydat na włodarza nie zdobędzie ponad 50 proc. ważnych głosów, czeka po dwóch tygodniach dogrywka. Gmin/miast istnieje 2478, cztery lata temu druga tura odbyła się w 890, czyli w 35,9 proc., spokój zaś miało 64,1 proc. W tym roku odsetek dogrywek wzrośnie, może nawet przekroczyć 50 proc. W każdym razie teoretycznie wybory mogą się odbyć w trzech niedzielnych wariantach:

  • 21 października, z II turą 4 listopada
  • 28 października, z II turą 11 listopada
  • 4 listopada, z II turą 18 listopad

Ze względu na Narodowe Święto Niepodległości wariant środkowy jest oczywiście wykluczony. Realnie zatem Mateusz Morawiecki ma ułatwiony wybór terminowy 50/50. Namawiając w tytule premiera do niezwłocznego ogłoszenia daty, jednocześnie lobbuję publicznie za wskazaniem 21 października, z przynajmniej pięciu powodów. Pierwszy — ten termin zminimalizuje rozgrywanie w kampanii jubileuszu niepodległości, przemówienia 11 listopada wygłoszą samorządowcy już nowo wybrani (choćby personalnie się nie zmienili). Drugi — dwa tygodnie wcześniej dzień jest nieco dłuższy i bywa lepsza pogoda, co naprawdę ma znaczenie dla frekwencji, która w wyborach samorządowych i tak jest nędzna. Trzeci — dwa tygodnie mają wielkie znaczenie dla konstruowania budżetów na 2019 r., ponieważ już ich projekty (wnoszone do rad/sejmików do 15 listopada) na wszystkich szczeblach samorządu zostałyby przejrzane, poprawione i firmowane przez nowe organy wykonawcze. Czwarty — o dwa tygodnie skróci się kampania wyborcza, z pożytkiem dla zdrowia psychicznego Polaków. Wreszcie piąty (w odróżnieniu od czterech obiektywnych, ten powód ma charakter stricte partyjny) — skoro PiS tak niecierpliwie przebiera nogami do skoku na samorządowe miliardy, to chyba każde dwa tygodnie się dla władców kraju liczą… © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Polityka / Termin wyborów potrzebny od ręki