Najwyższy czas na rozporządzenie

18-07-2018, 22:00

Odsetek gmin/miast z drugą turą wyborów w tym roku może osiągnąć nawet 50 proc.

Zgodnie z Kodeksem wyborczym, premier Mateusz Morawiecki od poniedziałku 16 lipca może już podpisać rozporządzenie, wyznaczające datę wyborów samorządowych oraz ustalające szczegółowy kalendarz. Na pewno jest od dawna gotowe, ale z niepojętych powodów wstrzymywane (przynajmniej nie ukazało się do momentu wysłania tego wydania „PB” do druku). Notabene absolutnie nic nie stało na przeszkodzie, by premier datę wyborów obwieścił niecierpliwie wyczekującej samorządowej Polsce — równie nieoficjalnie, co wiążąco — już wiele tygodni temu. Gminy/miasta, w których w pierwszej turze żaden kandydat na włodarza nie zdobędzie ponad 50 proc. ważnych głosów, czeka po dwóch tygodniach dogrywka. Istnieje ich 2478, cztery lata temu druga tura odbyła się w 890, czyli w 35,9 proc., spokój zaś miało 64,1 proc. W tym roku odsetek dogrywek na pewno wzrośnie, może osiągnąć nawet 50 proc. W każdym razie teoretycznie wybory mogą się odbyć w trzech niedzielnych wariantach: 21 października, z drugą turą 4 listopada 28 października, z drugą turą 11 listopada 4 listopada, z drugą turą 18 listopada.

Zobacz więcej

Od dwóch lat we wszystkich wyborach i referendach obowiązują w Polsce już przezroczyste urny. Fot. Adam Chełstowski-forum

W tym kodeksowym kalendarzu wtrąca się z boku dodatkowy, przeszkadzający element. Otóż prezydent Andrzej Duda konsekwentnie prze do starcia z PiS w sprawie przeforsowania konsultacyjnego referendum konstytucyjnego, koniecznie w niepodległościowy weekend 10-11 listopada. Wczoraj Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) zwróciła uwagę na wiele ważnych różnic między Kodeksem wyborczym a ustawą o referendum ogólnokrajowym, która od lat nie była nowelizowana. Proceduralnie nic się wzajemnie nie zgadza, nawet godziny głosowania są inne — w wyborach 7-21, a w referendum 6-20 lub 6-22. Z alarmu podniesionego przez PKW wynika, że spośród trzech wariantów samorządowych środkowy, z turą dogrywkową 11 listopada, czyli wspólnie z hipotetycznym referendum, jest zatem absolutnie wykluczony.

Realnie premier miał więc ułatwiony wybór terminowy 50/50. Data została już wybrana, ale ponieważ jest nadal skrywana — zdążę powtórzyć lobbing za niedzielą 21 października, znacznie lepszą od 4 listopada. Po pierwsze — ten termin zminimalizuje granie w kampanii jubileuszem niepodległości, przemówienia 11 listopada wygłoszą samorządowcy już nowo wybrani (choćby personalnie się nie zmienili). Po drugie — dwa tygodnie wcześniej dzień jest nieco dłuższy i bywa lepsza pogoda, co ma znaczenie dla frekwencji. Po trzecie — dwa tygodnie mają wielkie znaczenie dla konstruowania budżetów na 2019 r., ponieważ już ich projekty (wnoszone do rad/sejmików do 15 listopada) zostaną poprawione i firmowane przez nowe organy wykonawcze. Po czwarte — o dwa tygodnie skróci się kampania wyborcza, z pożytkiem dla społeczeństwa. Po piąte wreszcie (w odróżnieniu od czterech powodów obiektywnych, ten ma charakter stricte partyjny) — skoro PiS tak przebiera nogami do skoku na samorządowe miliardy, to chyba każde dwa tygodnie się dla władców kraju liczą…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Najwyższy czas na rozporządzenie