To trzecia bessa w historii GPW

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2008-07-11 00:00

Wzięliśmy pod lupę hossę-bessę z lat 1992–1995 i 1998–2001 r. Nie mamy dobrych wiadomości

Doświadczeni inwestorzy wiedzą, że nisko wyceniane akcje mogą być jeszcze tańsze. Stąd wielu z nich stoi z boku i jedynie obserwuje rynek. Czeka na sygnały odwrócenia negatywnego trendu. Trwająca od roku bessa nie jest pierwszą na GPW. Warto więc przyjrzeć się, jak przebiegały wcześniejsze wzloty i upadki GPW. Można znaleźć wiele podobieństw i rozbieżności. Pod lupę wzięliśmy hossę-bessę z lat 1992–1995 i 1998–2001.

Zakończona w lipcu ubiegłego roku hossa, która cieszyła inwestorów od kwietnia 2003 r., była najdłuższą w 17-letniej historii GPW. Trwała 1068 sesji, czyli blisko pięć razy dłużej niż w latach 1992-1994 oraz ponad trzy razy dłużej niż w latach 1998-2000. Wydłużeniu uległy również fazy spadków. Jeśli proporcje miałyby zostać zachowane, bylibyśmy dopiero na początku okresu niedźwiedzia. Od szczytu indeksu WIG z 6 lipca zeszłego roku minęło dopiero 251 giełdowych dni, podczas gdy czas trwania bessy trzeba by szacować na przynajmniej tysiąc sesji więcej (cztery lata). Analiza siły wzrostów i spadków wskazuje przy tym, że WIG może zniżyć się jeszcze minimum o kilkanaście procent.

Za kontynuacją bessy przemawia też różnica między obecną wartością WIG a poziomem półrocznej i rocznej średniej kroczącej (pokazuje średnią wartość WIG w danym okresie). Dziesięć lat temu do gwałtownego odwrócenia trendu na wzrostowy doszło, kiedy WIG spadł o blisko 30 proc. poniżej tych wskaźników. Obecnie jest to 25 proc. dla 12-miesięcznej i 14 proc. dla 6-miesięcznej średniej kroczącej. Pod koniec 2001 roku podobne wartości tych wskaźników jedynie zahamowały spadki, a wzrosty pojawiły się tylko dzięki przyspieszającej gospodarce. Teraz nieznacznie, ale jednak zwalniające tempo wzrostu polskiego PKB oraz kolejne odsłony kryzysu finansowego w USA nie zachęcają do zakupów.

Trzeba zauważyć, że średnie kroczące, które były jednymi z pierwszych wskaźników analizy technicznej, poprawnie wytworzyły sygnały kupna i sprzedaży w minionych cyklach na GPW. Ostatnio 12-miesięczne i 6-miesięczne oscylatory tego typu zalecały pozbycie się akcji w sierpniu i listopadzie zeszłego roku. By ukazał się mocny sygnał kupna, WIG musiałby w kilka-kilkanaście dni wzrosnąć 25 proc. To wydaje się mało realne.

Od połowy zeszłego roku przeżyliśmy cztery mocne fale spadkowe, które ustalały nowe lokalne minima (sierpień, listopad, styczeń, czerwiec). W latach 2000-01 liczba gwałtownych fal spadkowych była taka sama, a odchylenie rocznej i półrocznej średniej kroczącej znajdowało się na podobnym poziomie. Niestety, nie są to podobne sytuacje, by móc prognozować obecnie uklepanie trwałego dna. Teraz w dużej mierze za fale wyprzedaży odpowiadają posiadacze jednostek funduszy, którzy wciąż tłumnie je umarzają. Miliardy złotych, za jakie TFI muszą sprzedawać miesięcznie akcje, w sytuacji niskiej płynności ciągną rynek w dół. Taki stan może jeszcze potrwać. Najwięksi pesymiści prognozują, że z funduszy akcyjnych odpłynie jeszcze 20-30 mld zł. To blisko 10 proc. obecnej kapitalizacji spółek krajowych i 20-30 proc. aktywów w zarządzaniu TFI. Przed siedmioma laty skala ta była niewspółmiernie mniejsza. Całkowite aktywa funduszy wynosiły około 10 mld zł (poniżej 10 proc. kapitalizacji krajowych spółek).

Dokładne określenie dna trwającej bessy graniczy z cudem. Już teraz silnie przecenione akcje wydają się jednak atrakcyjne dla przynajmniej średnioterminowych inwestorów. Systematyczne skupowanie papierów spółek o zdrowych fundamentach i dobrych perspektywach rozwoju wydaje się więc rozsądnym posunięciem.

1. To dopiero była bessa

Pierwsza hossa rozpoczęła się niewiele ponad rok od startu GPW. Sesje odbywały się wtedy raz-dwa razy w tygodniu. Skala wzrostów budzi respekt, nawet pomimo wysokiej inflacji. Polacy zachłysnęli się inwestycjami w akcje kilkunastu spółek. Od czerwca 1992 r. do marca 1994 r. WIG wzrósł ponad 20-krotnie. 17 marca 1994 r. rynek spodziewał się czwartej korekty w trendzie wzrostowym. Okazało się jednak, że zaczęła się paniczna ucieczka inwestorów.

2. Gorączka internetowa

Poziom 20 tys. pkt WIG przebił ponownie w styczniu 2000 r. Entuzjazm wywołany technologiami komputerowymi i internetem ogarnął świat, a Polska nie była wyjątkiem. Inwestorzy, którzy liczyli na dłuższe utrzymywanie się iluzorycznych oczekiwań wobec spółek nowych technologii, mocno się zawiedli. Od marca 2000 r. do października 2001 r. rynkiem wstrząsnęły cztery duże fale spadków. Po odreagowaniu ostatniej, najmocniejszej fazy wyprzedaży rynek czekał na mocne wzrosty półtora roku.

3. To była najdłuższa hossa w historii GPW

Napływ na GPW pieniędzy z zagranicy, rosnąca popularność funduszy inwestycyjnych oraz rośnięcie w siłę OFE rozpoczęło minioną hossę w kwietniu 2003 roku. W cztery miesiące WIG zyskał 46 proc. Początkowo inwestorzy nie wierzyli w trwałość wzrostów. W lipcu ubiegłego roku spadki na Zachodzie, które były skutkiem kłopotów sektora finansowego i nieruchomości w USA, gwałtownie zakończyły najdłuższą w historii GPW hossę.

3 pytania do...

Roberta Nejmana*

1. Zdobył pan licencję doradcy inwestycyjnego w 1994 r. Jak kończyły się minione bessy?

Były to długie okresy czołgania się po dnie. Na początku tej dekady aż półtora roku pukaliśmy w dno. Pomimo wielu negatywnych sygnałów z gospodarki indeksy nie chciały jednak dalej spadać.

2. Jak i kiedy skończy się obecna bessa? Nadzieje co do wzrostu gospodarczego są coraz mniejsze. Niektórzy mówią nawet o 4-procentowym wzroście PKB. To musi się odbić negatywnie na zyskach spółek. Aby zniżki ustały, musimy zobaczyć, po co spadaliśmy. Trzeba więc czekać na gorsze wyniki firm i smutne nastroje. Wtedy będzie można myśleć o tym, kiedy zyski zaczną wzrastać. Akcje kupuje się przecież pod poprawę sytuacji.

3.Jakie działania doradza pan inwestorom?

Dla drobnych inwestorów na najbliższe miesiące najlepszą inwestycją będą lokaty złotowe. Obecne odbicie indeksów nie wydaje się trwałe. Początek hossy będzie można poznać po tym, że słabsze wyniki którejś z dużych spółek nie spowodują spadku jej kursu. Hossa rozpocznie się zdecydowanie od blue chipów, bo akcje mniejszych spółek chętnie kupowane są dopiero po wykształceniu się trendu wzrostowego.

*zarządzający w Idea TFI