Tragedia grecka wkracza w exodos

  • Konrad Ryczko
opublikowano: 17-05-2012, 00:00

OPINIE

To już przesądzone: powtórne wybory w Grecji odbędą się 17 czerwca. Do tego czasu na czele rządu stanąć ma prezes najwyższego sądu administracyjnego Panagiotis Pikrammenos. Poglądy uczestników rynku na powtórne udanie się Greków do wyborczej urny najlepiej wyrażają spadki w notowaniach euro do dolara.

W tydzień wspólna waluta straciła ponad 2 proc. Warto zatem zobrazować to, czego obawiają się inwestorzy. Przede wszystkim zgodnie z ostatnimi sondażami wzrasta poparcie antybailout’owej, lewicowej partii Syriza, które zgodnie z informacjami przekazanymi przez firmę sondażową VPRC wynosi 20,3 proc. i tym samym ustanawia ją potencjalnie największym ugrupowaniem w przyszłym parlamencie. Co gorsza, spada odsetek tych, którzy mają zamiar głosować na PASOK oraz ND, a więc partie, które wynegocjowały poprzednie „greckie bankructwa”.

Bazując na aktualnych ruchach kapitału na rynku greckiego długu (10–letnie obligacji mają oprocentowanie 29,64 proc.), a więc wyższe niż „stare obligacje” przed przymusową wymianą, inwestorzy zakładają, że do głosu dojdą ugrupowania, których działania mogą w konsekwencji prowadzić do opuszczenia strefy euro przez Grecję.

Teoretyczny, negatywny scenariusz zakładałby próbę negocjacji z Unią Europejską (UE), Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW), a następnie rozpisanie referendum w sprawie członkostwa w strefie walutowej. Warto jednak pamiętać, że w polityce to, co jest na pierwszych stronach gazet, może w rzeczywistości znacząco różnić się od realnych celów.

Nie można więc wykluczyć, że Grecy poprzez straszenie potencjalnymi scenariuszami w rzeczywistości starają się wymusić uległość europejskich włodarzy w zakresie możliwego kolejnego bankructwa Hellady. Przedstawiciele Komisji Europejskiej, UE oraz MFW w ostatnich dniach jednoznacznie utrzymują stanowiska, że to, czy Grecja zostanie w strefie euro, zależy tylko od kontynuowania uzgodnionych wcześniej reform.

Z rynkowego punktu widzenia potencjalny „Grexit” przede wszystkim wpłynąłby na europejski sektor bankowy z uwagi na znaczną ekspozycję instytucji niemieckich, francuskich, włoskich czy hiszpańskich na dług Grecji. Ponadto podstawowa obawa związana z wyjściem Hellady z Eurolandu związana jest z faktem, że podobna droga może czekać pozostałe kraje peryferyjne.

Najlepszym zobrazowaniem tych niepokojów są rentowności 10-letniego długu europejskich maruderów: Włochy 6,05 proc., Portugalia 11,8 proc., Hiszpania 6,27 proc. W praktyce, gdyby Grecja opuściła strefę euro, zobaczylibyśmy gwałtowne przeceny na giełdach, skokowy transfer kapitału w kierunku amerykańskich obligacji i dolara oraz zdecydowanie słabszego złotego. Krótkoterminowo jednak wydaje się, że rynki zdyskontowały już możliwość dojścia do władzy partii lewicowych, a na kolejny wiarygodny impuls przyjdzie nam poczekać dopiero do czerwca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KONRAD RYCZKO DM BOŚ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu