Sąd uznał, że Donald Trump przekroczył swoje uprawnienia, powołując się na federalną ustawę o nadzwyczajnych uprawnieniach ekonomicznych przy wprowadzaniu tzw. „wzajemnych ceł” oraz ukierunkowanych podatków importowych, które – według administracji – miały służyć m.in. walce z napływem fentanylu. Wyrok może otworzyć drogę do nawet 170 mld USD zwrotów dla importerów, co stanowiłoby ponad połowę dochodów uzyskanych z tych ceł.
Trump: „Głęboko rozczarowujący” wyrok sądu
Prezydent USA określił decyzję sądu jako „głęboko rozczarowującą”. – Jestem zawstydzony postawą niektórych sędziów, absolutnie zawstydzony brakiem odwagi, by zrobić to, co właściwe dla naszego kraju – powiedział Donald Trump.
Jednocześnie zasugerował, że zagraniczne rządy cieszą się z orzeczenia. – Kraje, które przez lata nas wykorzystywały, są zachwycone. Tańczą na ulicach. Ale nie będą tańczyć długo, mogę to zapewnić – stwierdził. Bez przedstawienia dowodów ocenił również, że Sąd Najwyższy został „poddany wpływom zagranicznych interesów oraz niewielkiego ruchu politycznego”.
Donald Trump kwestionował też logikę orzeczenia. – Mogę zniszczyć handel, mogę zniszczyć kraj. Mogę nałożyć niszczące embargo na inne państwo. Mogę zrobić wszystko, ale nie mogę nałożyć 1 dolara cła, bo – jak twierdzą – ustawa na to nie pozwala. Jak to możliwe? – mówił.
Prezydent powołał się przy tym na zdanie odrębne sędziego Bretta Kavanaugha, który wskazywał, że wyrok może nie ograniczać w istotny sposób przyszłych uprawnień prezydenta w zakresie ceł. – On ma rację. W rzeczywistości mogę nałożyć znacznie wyższe cła niż wcześniej – stwierdził Donald Trump.
Biały Dom przygotował plan B
Donald Trump zapowiedział szybkie działania odwetowe. – Inne rozwiązania zostaną teraz wykorzystane, by zastąpić te, które sąd niesłusznie odrzucił. Mamy alternatywy. To może oznaczać jeszcze więcej pieniędzy. Będziemy inkasować więcej i staniemy się dzięki temu silniejsi – powiedział.
Jak informują amerykańskie media, administracja od początku liczyła się z możliwością takiego wyroku i przygotowała „plan B”. Biały Dom może teraz sięgnąć po inne przepisy prawa handlowego, które pozwalają nakładać cła m.in. ze względów bezpieczeństwa narodowego lub w odpowiedzi na nieuczciwe praktyki partnerów handlowych.
Prezydent USA zapowiedział podpisanie rozporządzenia wprowadzającego 10-procentowe cło na import z całego świata, które ma obowiązywać obok już istniejących ceł. Podkreślił też, że w mocy pozostają cła nakładane ze względów bezpieczeństwa narodowego, a administracja rozpoczyna kolejne postępowania handlowe.
Donald Trump doprecyzował, że 10-procentowe globalne cło ma obowiązywać przez około pięć miesięcy. W tym czasie administracja zamierza prowadzić dodatkowe postępowania i analizy, które mają doprowadzić do wprowadzenia – jak to określił – „sprawiedliwych ceł” wobec poszczególnych państw.
Zapytany, czy nowe stawki będą obowiązywać jedynie przez 150 dni, czy bezterminowo, prezydent odpowiedział, że USA mają prawo „robić w zasadzie to, co chcą”, ale cło zacznie obowiązywać w praktyce w ciągu kilku dni.
Trump ogłosił globalne cło wysokości 15 proc.
Prezydent USA poinformował jeszcze w piątek wieczorem, że nałożył 10-proc. globalne cło.
„To dla mnie wielki zaszczyt, że właśnie podpisałem w Gabinecie Owalnym (dokument, który wprowadza) globalną taryfę celną w wysokości 10 proc. na wszystkie kraje, która wejdzie w życie niemal natychmiast. Dziękuję za uwagę!” - ogłosił Trump w swoim serwisie społecznościowym Truth Social.
Biały Dom ogłosił, że prezydent USA podpisał „proklamację o nałożeniu tymczasowej opłaty importowej”, a cło ma wejść w życie tuż po północy czasu wschodnioamerykańskiego 24 lutego.
Jak przekazano w komunikacie, Trump nałożył cła w wysokości 10 proc. ad valorem na 150 dni. Nie będą nim objęte niektóre towary, w tym część minerałów krytycznych i metali, energia czy produkty energetyczne. Wyłączone z cła są też zasoby naturalne i nawozy, których nie można uprawiać, wydobywać ani w inny sposób produkować w Stanach Zjednoczonych lub których produkcja w USA jest niewystarczająca do zaspokojenia popytu krajowego. Taryfy nie obejmują też m.in. wołowiny, pomidorów i pomarańczy, leków, części sprzętu elektronicznego, niektórych pojazdów i książek.
W sobotę Trump ogłosił, że podwyższa do 15 proc. globalne cło na towary importowane, wprowadzone po tym, jak Sąd Najwyższy orzekł, że cła nałożone przez niego w ramach ustawy o stanie nadzwyczajnym w gospodarce są nieskuteczne.
- Ja, jako prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, ze skutkiem natychmiastowym podniosę ogólnoświatowe cła w wysokości 10 proc. dla krajów, z których wiele od dziesięcioleci "oszukiwało" Stany Zjednoczone bez żadnych kar (do czasu mojego pojawienia się!), do w pełni dozwolonego i legalnego poziomu 15 proc. – napisał w poście opublikowanym w serwisie Truth Social.
Najpoważniejszy cios w politykę handlową Trumpa
Sędziowie nie rozstrzygnęli, w jakim zakresie importerzy będą uprawnieni do zwrotu zapłaconych ceł – tę kwestię pozostawiono sądowi niższej instancji. Jeśli jednak zwroty zostałyby w pełni dopuszczone, ich łączna wartość mogłaby sięgnąć nawet 170 mld USD.
Zapytany o procedurę ewentualnych zwrotów, Donald Trump przyznał, że sprawa może ciągnąć się latami. – Być może będziemy toczyć spory sądowe przez kolejne dwa, a może nawet pięć lat – stwierdził. Wskazał przy tym, że z ceł do budżetu USA wpłynęły „setki miliardów dolarów” i że kwestia ich ewentualnego zwrotu nie została w wyroku jednoznacznie rozstrzygnięta.
Dla Donalda Trumpa to najpoważniejszy cios w politykę handlową od powrotu do Białego Domu. Jednocześnie zapowiedzi administracji sugerują, że spór o zakres prezydenckich uprawnień w polityce celnej wcale się nie kończy – lecz wchodzi w nową fazę, opartą na bardziej punktowych i potencjalnie bardziej skomplikowanych instrumentach prawnych.
