Warszawskie wskaźniki koniunktury w minionych 12 miesiącach też były
słabsze od indeksów innych młodych giełd oraz wzorcowego dla tych rynków MSCI
Emerging Markets Index (MSCI EM). Inwestorzy zagraniczni lokowali większość
kapitału na giełdach Azji i Ameryki Łacińskiej. Czy polski inwestor mógłby
odnieść w przyszłości większe korzyści, posyłając swój kapitał do pracy za
granicą?
Długoterminowe stopy zwrotu z akcji są silnie skorelowane ze stopą
wzrostu produktu krajowego brutto (PKB). Dodatkową premię można uzyskać, gdy
następuje napływ znacznego kapitału na rynek o niskiej kapitalizacji w stosunku
do wartości PKB. Te zależności wciąż premiują młode gospodarki. W ostatnich 10
latach indeks MSCI EM pokonał wskaźniki rynków rozwiniętych (patrz wykres). Jego
średnioroczny przyrost przekroczył 12 proc. Tymczasem amerykański indeks
S&P500 zyskiwał co roku średnio 5 proc, a niemiecki DAX — 7,5 proc.
Statystyka pokazuje, że szkoda czasu na szukanie większych zysków na
rynkach rozwiniętych. Przy niższej stopie wzrostu gospodarczego i wysokiej
kapitalizacji giełd w stosunku do PKB trudno oczekiwać tam większych stóp zwrotu
niż jednocyfrowe. Co gorsza, te skromne zyski mogą się łatwo ulotnić w wyniku
wzrostu wartości złotego oraz po uwzględnieniu opłat pobieranych przez fundusz.
Pozostają więc rynki wschodzące. Tam nadal, mimo ryzyka głębokich korekt, można
liczyć na dwucyfrowe stopy rocznego zysku w ciągu kilkunastu lat. Kraje te
szybko zwiększają udział w wolumenie światowej produkcji, a ich zasoby
demograficzne gwarantują dynamiczny wzrost rynku wewnętrznego i zysków firm.
Ryzyko kursowe inwestowania w tamtejsze akcje jest mniejsze, gdyż waluty tych
krajów wahają się w stosunku do dolara podobnie jak złoty. Dalsze osłabienie
dolara nie wpłynie znacząco na wycenę tych aktywów w polskiej walucie.
Gorsze wyniki polskich indeksów, w porównaniu z emerging markets,
niekoniecznie są jedynie epizodem. Wartość krajowych akcji w stosunku do PKB
przekroczyła 50 proc., co może powodować, że krajowy popyt okaże się
niedostateczny w stosunku do wielkości rynku, by podnosić kursy w dotychczasowym
tempie. Jeśli, na co się zanosi, limity zagranicznych inwestycji OFE zostaną
zwiększone, rola popytu z tego źródła może także zmaleć. Tymczasem inwestorzy
zagraniczni zaczęli postrzegać nasz region jako szybko zmierzający do pełnej
konwergencji ze strefą euro. Obawiają się, że poakcesyjny boom gospodarczy
osiągnął właśnie fazę dojrzałą, a stopa wzrostu PKB ustabilizuje się na niższym
poziomie od obecnego, szczególnie że główni partnerzy handlowi Polski, Węgier i
Czech balansują na granicy gospodarczej stagnacji. Polskie akcje są z tego
powodu postrzegane jako zbyt drogie.
Rośnie prawdopodobieństwo, że średnia stopa zwrotu na GPW zacznie maleć
do wartości typowych dla rynków rozwiniętych. Najlepszym wyjściem wydaje się
więc stopniowa alokacja pieniędzy w fundusze operujące na rynkach wschodzących.
Jest to oczywiście rozwiązanie dla inwestorów akceptujących podwyższone ryzyko
jako cenę za ponadprzeciętne zyski. Trzeba pamiętać, że korekty na tych rynkach
sięgają 30 proc. Inwestowanie tam wymaga długofalowej strategii. Z drugiej
jednak strony, jeśli nastąpi wkrótce załamanie giełdowej koniunktury, także
polskie akcje, szczególnie małych i średnich spółek, ucierpią w podobnym
stopniu. Głęboką przecenę warto wykorzystać do zaangażowania w fundusze emerging
markets, gdzie siła odreagowania będzie zapewne większa niż na rynku polskim.
Dzięki notyfikacji w Polsce funduszy parasolowych czołowych światowych
firm inwestycyjnych krajowi inwestorzy zyskali dostęp do bogatej oferty
umożliwiającej inwestowanie w dowolnym zakątku świata. Fundusze te są dostępne w
sieciach sprzedaży pośredników finansowych i niektórych banków. Dla inwestycji
na rynkach wschodzących szczególnie atrakcyjne wydają się subfundusze zarządzane
przez Franklin Templeton i HSBC. Inwestorzy pragnący zainwestować w całe
spektrum młodych rynków znajdą tam fundusze odzwierciedlające benchmark w
postaci indeksu MSCI EM. Bardziej selektywni mogą wybrać fundusze regionalne
(np. Ameryki Łacińskiej, Azji Pd.-Wsch.) lub przeznaczone dla konkretnych
krajów. Znajdą też fundusze typu BRIC, czyli obejmujące Brazylię, Rosję, Indie i
Chiny.