Trzy razy trzy

Martyna Mroczek
27-02-2009, 00:00

Co się będzie działo w gospodarce przez kolejne 10 miesięcy?

Jak to wpłynie na nasze portfele? Jaką obrać strategię przetrwania? Zapytaliśmy troje ekspertów o prognozy dotyczące gospodarki, rynku akcji i obligacji. Daleko im do optymizmu. Na kryzys są jednak sposoby.

Katarzyna Siwek, analityk Expander

Gospodarka

Bez kredytów nawet Bruksela nie pomoże

Rośnie ryzyko recesji polskiej gospodarki. Najbardziej prawdopodobny wydaje się wariant spowolnienia dużo głębszego, niż się przewiduje, ale trwającego dość krótko. Staniemy przed poważnymi wyzwaniami. Kredyty mogą być trudniej dostępne, co wpłynie nie tylko na aktywność przedsiębiorstw i konsumentów, ale również na realizację projektów współfinansowanych przez Unię Europejską — a w tych pieniądzach pokłada się największe nadzieje na ograniczenie skutków kryzysu w naszym kraju. Groźba obniżenia ratingów państwom z naszego regionu, niekoniecznie Polsce, podnosić będzie koszty obsługi długu publicznego. Pogarszające się wyniki spółek czy nawet bankructwa niektórych będą wywierać presję na redukcję zatrudnienia.

Trudno też oczekiwać przełomu w globalnej gospodarce. Najbardziej realny wydaje się scenariusz, w którym okres niskiego wzrostu gospodarczego potrwa przez dłuższy czas i w tym roku nie zobaczymy wyraźnego ożywienia. To będzie wywierać presję na nasz eksport. Jednocześnie pojawia się ryzyko, że prognozy inflacyjne są niedoszacowane i z tej strony można spodziewać się jakiegoś zaskoczenia — głównie ze względu na spadek wartości złotego, ale również na próby poprawienia kondycji finansowej przez przedsiębiorstwa przez podniesienie cen.

Rynek akcji

Brakuje sygnałów odwrócenia trendu

Poszukiwanie sygnałów odwrócenia trendu i wyznaczanie punktów, przy których może się skończyć bessa, to bardzo ryzykowne zadania. W ostatnich miesiącach można się było nieraz o tym przekonać, zakładając, że zadziała któreś z bardzo silnych wsparć. Tymczasem wciąż nie widać sygnałów zapowiadających odwrócenie trendu. Jednocześnie jesteśmy świadkami ignorowania przez inwestorów pojawiających się od czasu do czasu lepszych informacji (niektóre wskaźniki aktywności gospodarek w USA czy Europie). Tego w czasie obecnej bessy jeszcze nie było. Zły sentyment mieszał się z nadziejami wiązanymi chociażby z różnego typu działaniami ratunkowymi rządów czy banków centralnych. Na krótką metę taki pesymizm, przejawiający się w ignorowaniu dobrych informacji, nasila negatywny trend na giełdach, ale w dłuższym czasie pozwala liczyć na przereagowanie. Ostatnie wydarzenia, m.in. przełamanie długoterminowego wsparcia na amerykańskim SP 500, znajdującego się na wysokości 800 pkt, przełamanie 22,5 tys. pkt na WIG czy atak na ubiegłoroczny dołek przez DJ Stoxx 600, przemawiają za scenariuszem, w którym ten rok będzie kolejnym z rzędu, którego bilans zamknie się silnymi zniżkami. Obecnie nasz rynek realizuje scenariusz zejścia WIG poniżej 19 tys. pkt.

Rynek obligacji

Złe postrzeganie rynków wschodzących

Po udanej końcówce 2008 i dobrym początku 2009 roku sytuacja na rynku dłużnym wyraźnie się pogorszyła. To zły sygnał. Od końca 2008 r., średnio licząc, polskie obligacje przynoszą straty około 2 proc. Wpływa na to oddalająca się perspektywa kolejnych silnych cięć stóp procentowych, co się wiąże ze słabnącym złotym. Szkodzi nam też złe postrzeganie rynków wschodzących, rzutujące na żądaną przez inwestorów premię za ryzyko lokowania na tych rynkach. Widać to choćby po kosztach ubezpieczenia przed ryzykiem niewypłacalności naszego kraju, które ostatnio wzrosły do rekordowego poziomu. Polska gospodarka nie odczuła jeszcze pełni skutków spowolnienia, co może negatywnie oddziaływać na obraz naszego rynku w oczach inwestorów. Do tego dochodzi problem ryzyka związanego z ewentualnym anulowaniem kontraktów opcyjnych. Duże ryzyko niesie ze sobą także sytuacja na amerykańskim rynku obligacji, gdzie ogromna podaż papierów skarbowych związana z finansowaniem planów ratunkowych wywiera presję na ceny papierów. Amerykańskie obligacje straciły w tym roku już 2 proc.

Łukasz Bugaj, analityk Xelion

Gospodarka

Spowolnienie przyszło w idealnym momencie

W roku 2009 wzrostu polskiej gospodarki nie będą wspierać ani inwestycje, ani eksport czy wydatki państwa. Wyraźnie zwalniająca akcja kredytowa, recesja w Europie Zachodniej, która jest głównym odbiorcą naszych towarów, oraz determinacja rządu do utrzymania niskiego deficytu budżetowego nie będą wsparciem dla wzrostu. Gospodarka poleci na jednym silniku — konsumpcji. Dzięki wydatkom Polaków wzrost PKB ma szansę nieznacznie przekroczyć 1 proc., ale istnieje poważne ryzyko, iż w przypadku bardzo słabej drugiej połowy roku wzrost nie przekroczy nawet tego skromnego poziomu. Rynek pracy pozostanie słaby, co pogorszy nastroje w społeczeństwie, a wielu Polaków doświadczy kryzysu na własnej skórze: stopa bezrobocia ma szansę przekroczyć 12 proc. na koniec roku. Ale mimo że sytuacja będzie zła, na tle innych państw europejskich będziemy się mogli poszczycić dodatnią dynamiką wzrostu PKB.

Obecne spowolnienie gospodarcze przyszło jednak w bardzo dobrym dla Polski momencie. Otóż w 2008 roku rynek pracy był rozgrzany do czerwoności, a wciąż rosnące żądania płacowe nadwyrężały wyniki spółek. Wieloletni boom obniżył również jakość niektórych usług, więc kryzys oczyści gospodarkę. Zobaczymy wiele bankructw, na gruzach których wyrosną nowe przedsięwzięcia — z korzyścią dla długoterminowego wzrostu.

Rynek akcji

Nie rozpoczął się jeszcze proces formułowania dna

Indeksy pozostaną bardzo słabe w 2009 roku, a sprzedający wciąż będą dominować. Rynki wyczekują stabilizacji. O szybką poprawę nie będzie łatwo, skoro spowolnienie dotknęło polską gospodarkę stosunkowo niedawno. Powoduje to ciągłą presję sprzedających, a niepochlebne opinie o naszym regionie tylko zaogniają sytuację. Widać wyraźnie, że kryzys, który rozpoczął się słabością sektora finansowego, przeradza się w problemy całych państw. To już nie jest kłopot małej Islandii czy krajów nadbałtyckich, ale również Ukrainy, Rosji, Irlandii. Niewypłacalność rządów staje się realnym zagrożeniem. Trzeba również pamiętać, że na polskim rynku akcji nie rozpoczął się jeszcze proces formułowania dna. Wciąż mamy do czynienia z silnym trendem spadkowym, a spadającego noża przecież się nie chwyta. Poza tym złe informacje ze spółek zaczęły napływać dopiero niedawno i dlatego szybko się nie skończą. To spowoduje, że wszelkie ruchy indeksów w górę będą wykorzystywane do sprzedaży akcji. Ponadto nastroje na przełomie stycznia i grudnia były zbyt optymistyczne. Dominowała nadzieja, że dołki bessy powstały już w zeszłym roku. Teraz inwestorzy muszą zrewidować przewidywania. Trzeba pamiętać, że koniec bessy wiąże się ze skrajnym wyczerpaniem i desperacją inwestorów, a z nią jeszcze nie mieliśmy do czynienia. Ten negatywny scenariusz oznacza, że dopiero pod koniec roku rynek akcji może być na tyle wyczyszczony, iż będzie zdolny do trwalszych wzrostów. Nie będą one jednak dynamiczne i inwestorzy prawdopodobnie będą mieli wiele czasu na zajęcie swoich pozycji.

Rynek obligacji

Zarobią inwestorzy z refleksem

Obligacje miały być dobrą inwestycją na 2009 rok, ale każdy kolejny dzień dostarcza nowego dowódu na to, że niekoniecznie tak musi być. Mowa w szczególności o słabym złotym oraz negatywnym sentymencie inwestorów zagranicznych do naszego regionu. Koszt ubezpieczenia naszego długu wzrósł przez ostatnie pół roku ponadsześciokrotnie i wynosi mniej więcej tyle, ile koszt ubezpieczenia długu serbskiego. Jeżeli wiadomości te połączymy z ogromną podażą obligacji na rynku pierwotnym, to prognozy dotyczące obligacji nie rysują się w kolorowych barwach. Osobiście jednak nie przekreślałbym tego rynku, gdyż inwestorzy, którzy wykażą się dobrym wyczuciem chwili, będą mogli zarobić. Obligacje z fundamentalnego punktu widzenia mają jeszcze potencjał do wzrostów, przynajmniej w pierwszej połowie roku. Sprzyjać temu powinny dalsze obniżki stóp procentowych oraz spadek inflacji. Obecną sytuację można wiązać z wydarzeniami z października 2008 r., kiedy na fali ogromnej awersji do ryzyka taniały polskie obligacje. Dzisiaj skala zjawiska jest mniejsza, ale gdy sytuacja się uspokoi, obligacje powinny dać zarobić podobnie jak pod koniec ubiegłego roku. Skala wzrostów nie będzie jednak już tak duża.

Niestety, druga połowa 2009 roku nie zapowiada się pomyślnie dla polskich instrumentów dłużnych. Do tego czasu Rada Polityki Pieniężnej zakończy cykl obniżek stóp, a inflacja po niskich wskazaniach w miesiącach letnich może nieco wzrosnąć. Te warunki nie będą sprzyjały wzrostom cen.

Alfred Adamiec, główny ekonomista Noble Bank

Gospodarka

Nadzieja w inwestycjach infrastrukturalnych

Polska gospodarka będzie nadal odbierała negatywne impulsy z Europy i z USA. Najprostszym mechanizmem jest wymiana towarów i usług. Można się spodziewać spadku wartości eksportu, ze względu na znacznie niższy popyt u naszych zagranicznych kontrahentów. Z drugiej strony, osłabienie złotego zdecydowanie ograniczy również import. Także osłabienie dynamiki wzrostu popytu konsumpcyjnego w naszym kraju wpłynie na spadek zainteresowania importowanymi towarami. W rezultacie jeden z komponentów PKB — eksport netto, czyli różnica między eksportem a importem — może mieć lepszy wpływ na PKB w 2009 r., niż w 2008 r. Trudno jednak ocenić, jakie są szanse wystąpienia tak przyjemnej niespodzianki, jak w latach 2001-03, gdy eksport był motorem wychodzenia z kryzysu.

Można spodziewać się wzrostu konsumpcji wewnętrznej, ale słabszego niż w poprzednich latach. Tempo jej zwiększania jest bardzo uzależnione od sytuacji na rynku pracy. Mimo wszystko wzrost konsumpcji powinien być na tyle duży (około 3 proc. w 2009 r.), by zniwelować negatywny wpływ trzeciego czynnika — inwestycji. Przedsiębiorcy ograniczają inwestycje w okresach dekoniunktury gospodarczej. Mają wolne moce przerobowe, cierpią na brak zamówień, więc nie ma sensu kupować środków trwałych. Już lepiej kupić konkurenta z rynku, jeśli brakuje mu płynności, a kupcowi nie brakuje gotówki, niż rozpoczynać długi proces inwestycji w niepewnej sytuacji rynkowej. Miejsce inwestorów prywatnych, ograniczających inwestycje, powinien zająć sektor publiczny i zdecydowanie zwiększyć inwestycje infrastrukturalne. Niewiadomą jest jednak wydolność administracji publicznej we wdrażaniu tak wielu dużych projektów jednocześnie. Spodziewam się wzrostu gospodarczego około 2 proc. PKB w 2009 r.

Rynek akcji

Lepiej spokojnie odrabiać straty

Rynek akcji na świecie runął, zanim przyszły słabe dane gospodarcze. Dyskontowanie przyszłości ekonomicznej w bieżących cenach akcji ma zwykle bardzo dynamiczny charakter w punktach zwrotnych cyklu koniunktury giełdowej. Oczywiście w skrajnych punktach występuje zdecydowane przewar-tościowanie (w szczycie hossy) lub niedowartościowanie (w dołku bessy). Największy problem w ocenie atrakcyjności akcji to trudności w oszacowaniu, jak mocno mogą być niedowartościowane. To zależy głównie od nastrojów na rynku. Z punktu widzenia inwestora długoterminowego, np. na 10 lat, akcje już w 2008 r. były atrakcyjnie wyceniane. Ale teraz okazuje się, że mogą mieć jeszcze bardziej atrakcyjną cenę.

Bardzo prawdopodobne jest przekroczenie przez WIG20 poziomu 2 tys. punktów, a przez WIG 30 tys. punktów jeszcze w 2009 r. Trudno oszacować, czy indeksy utrzymają się do końca roku powyżej tych poziomów. Mimo to zakładam, że jest nieco więcej szans na realizację takiego scenariusza.

Dynamika zmian gospodarczych jest niespotykanie wysoka. Obecnie to zmiany na gorsze. Za kilka miesięcy wektor zmian powinien się odwrócić. Reakcja decydentów w różnych krajach świata, odpowiedzialnych za politykę fiskalną i monetarną, również ma bezprecedensowy charakter. Niskie stopy procentowe i olbrzymie programy stymulacyjne mogą w pewnym momencie stworzyć piorunującą mieszankę na rynkach aktywów obarczonych większym ryzykiem, w tym akcji. W krótkim terminie stopa zysku mogłaby osiągnąć niespotykane dotąd wartości. Ale w nieco dłuższym czasie najprawdopodobniej eksplozja cen zakończyłaby się następnym krachem.

Rynek obligacji

Popyt może być bardzo wysoki

Na światowym rynku obligacji skarbowych bąbel spekulacyjny pęcznieje od roku. Szczególnie dotyczy to obligacji krajów rozwiniętych. Tylko część popytu wynika jednak z pogoni za zyskiem na szybko rosnącym rynku. Duża część nabywców lokuje w takich instrumentach, uciekając od ryzyka i szukając najbezpieczniejszego miejsca dla kapitału. Paradoksalnie, w najbliższej przyszłości może to zaowocować wysokimi krótkoterminowymi stratami. Pęknięcie opisanego "balonu" oznaczać będzie poważną przecenę wcześniej wyemitowanych papierów. Taki rezultat przyniesie wpuszczenie na światowy rynek nowych, wyżej oprocentowanych obligacji skarbowych USA i innych krajów.

Prawdopodobnie inaczej będzie z obligacjamii korporacyjnymi. Po oczyszczeniu rynku z niewiarygodnych emitentów oraz ustabilizowaniu się gospodarki USA na niższym poziomie popyt na wysokorentowne obligacje korporacyjne powinien wzrosnąć. Dają one kilkakrotnie wyższe dochody niż obligacje rządowe.

Polskie obligacje nie wpisują się w schemat dotyczący obligacji skarbowych. Nadal mamy względnie wysokie stopy procentowe, perspektywy ich spadku oraz niski kurs naszej waluty. Te czynniki sprawiają, że potencjalny popyt na polskie obligacje może być bardzo wysoki. Naturalnymi nabywcami są krajowe fundusze emerytalne i inwestycyjne, które w tym segmencie mogą liczyć na napływ nowych kapitałów. Ale gdy tylko osłabi się spekulacyjna presja na naszą walutę, a świat finansów znów zacznie szukać bardziej zyskownych instrumentów, rynek polskich obligacji może cieszyć również dużym zainteresowaniem inwestorów zagranicznych. Skalę zysków z polskich obligacji w roku 2009 szacuję średnio na 8-10 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Martyna Mroczek

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Trzy razy trzy