Vinny Catalano, CFA i szef firmy inwestycyjnej Blue Marble Research, wskazuje na trzy grupy czynników, które miałyby przemawiać za rychłym wzrostem indeksów giełdowych
1. Kalendarz
Choć oczy wszystkich inwestorów skierowane są na
odbywające się dziś wybory prezydenckie w USA, to – jak wskazuje analityk –
kluczową datą może być 15 listopada. Wtedy w Waszyngtonie na specjalnej
konferencji, poświęconej kryzysowi finansowemu, spotkają się liderzy 20
najbardziej znaczących gospodarek świata. Można oczekiwać pozytywnego
psychologicznego wpływu tego wydarzenia na rynki.
Również w tym miesiącu wszystkie programu rządowe za oceanem, które miały przeciwdziałać kryzysowi, wejdą w życie. Tylko jak szybko przyniosą skutek?
2. Czynniki rynkowe
Specjalista uważa, że na właściwy impuls do
wzrostu czeka poza rynkiem aż 3 biliony dolarów gotówki. To kwota, która
odpowiada ok. 40 proc. kapitalizacji spółek, wchodzących w skład indeksu
S&P500. Kiedy po internetowej bańce rynek zaliczał dno, relacje były nawet
jeszcze mniej „bycze”.
Dodatkowo, jeśli odmierzyć spadek, jaki dotknął giełdy w ostatnim roku, byłaby to największa procentowa przecena, jeśli wziąć pod uwagę dane dla dziesięciu ostatnich okresów bessy.
3. Niskie wyceny
Nawet przy założeniu, że w USA będzie recesja,
indeks S&P500 powinien dać pozytywny zwrot, a średni wskaźnik cena do zysku
dla prognoz wyników w takim scenariuszu wynosić będzie ok. 12. Tylko w sytuacji
wystąpienia deflacji istniałoby fundamentalne uzasadnienie dalszych spadków.
„Z wszystkich tych powodów, akcje wydają się gotowe do wzrostów ponad swoje średnie ruchome, co w przypadku indeksu S&P500 oznacza zwyżkę przynajmniej do poziomu 1100 pkt., tj. o ok. 15 proc.” – przewiduje analityk.