Po środowym spadku cen ropy prawie o 2,5 proc., czwartek przyniósł odbicie notowań. Sprzymierzeńcem wysokich cen są w głównej mierze czynniki polityczne.
W Iraku panuje chaos i jakakolwiek informacja z tego kraju od razu wywołuje nerwowość wśród brokerów. Do tego w dalszym ciągu rynek niepokoją wieści dochodzące z Nigerii, dotyczące strajku pracowników sektora naftowego. Jakby tego było mało, największy konsument paliw, jakim są Stany Zjednoczone, ma olbrzymie kłopoty z uzupełnieniem brakujących zapasów.
Z ostatnich danych wynika, że zapasy benzyny w Stanach Zjednoczonych są najniższe prawie od trzech lat. Informacje te pojawiły się na kilka dni przed długim weekendem w największej gospodarce świata, podczas którego natężenie ruchu ma być najwyższe od ośmiu lat.
Tymczasem wczoraj ropa w październikowych terminowych transakcjach elektronicznych na giełdzie w Nowym Jorku zdrożała o 20 centów, do 31,41 USD za baryłkę.
