Miesiąc przed końcem roku deficyt był niższy o 12 mld zł od planowanego na cały rok, a dane z rynku pracy nie wskazują na szybki wzrost stóp.
Kiedy posłowie dopracowywali ostateczny kształt przyszłorocznego budżetu, Ministerstwo Finansów (MF) informowało o wykonaniu tegorocznego. Po jedenastu miesiącach dochody zrealizowane były w 92,3 proc., wydatki w 88,1 proc., a deficyt wynosił 18,5 mld zł, czyli 60,7 proc. rocznego planu.
— To bardzo dobra informacja dla rynku, bo oznacza mniejsze potrzeby pożyczkowe i większy bufor bezpieczeństwa dla finansów publicznych w przyszłym roku — twierdzi Urban Górski, ekonomista Banku Millennium.
Zdaniem Elżbiety Suchockiej-Roguskiej, wiceminister finansów, tegoroczny deficyt może być niższy niż 27 mld zł, wobec planu na poziomie 30,5 mld zł.
Jak tłumaczy Urban Górski, dobre wykonanie budżetu to rezultat wyższych dochodów spowodowanych zwiększoną aktywnością gospodarczą (a co za tym idzie — większymi wpływami, m.in. podatkowymi) oraz opóźnieniami po stronie wydatkowej.
Korzystne, przynajmniej dla rynku obligacji i Rady Polityki Pieniężnej (RPP), okazały się dane z rynku pracy. Według Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), zatrudnienie w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 9 osób wzrosło w listopadzie (w ujęciu rocznym) o 3,8 proc. (ekonomiści spodziewali się wzrostu o 3,6 proc.) przy 3,1-procentowym wzroście wynagrodzeń (prognozy mówiły średnio o 4 proc.).
— Z punktu widzenia prognoz inflacyjnych to bardzo dobre dane. Wprawdzie spowolnienie dynamiki płac wynika częściowo z przesunięcia wypłat barbórki (w tamtym roku wypłacano ją w listopadzie, w tym — w grudniu — red.), jednak w sektorze przedsiębiorstw wciąż nie widać presji płacowej. Mimo znakomitego poziomu produkcji przemysłowej pracownicy ciągle nie mają zbyt mocnej pozycji przetargowej — ocenia Bartosz Pawłowski, ekonomista ING.
To wiadomość uspokajająca dla RPP, która już jutro rozpocznie ostatnie posiedzenie pod przewodnictwem Leszka Balcerowicza.
— Trudno się spodziewać, by w najbliższej przyszłości rada zdecydowała się na podwyżkę stóp procentowych — uważa ekonomista Banku Millennium.