Ukraiński rynek trzeba rozumieć

opublikowano: 13-11-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Rafał Juszczak przestrzega przed postrzeganiem Ukrainy przez pryzmat naszych doświadczeń. To zupełnie inny kraj i realia... „Puls Biznesu”: Jaka jest kondycja ukraińskiego sektora bankowego?

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jaka jest sytuacja sektora bankowego na Ukrainie
  • czy warto inwestować w ukraiński rynek bankowy
  • jakich błędów nie popełniać myśląc o Ukrainie

Rafał Juszczak, były prezes Alfa Banku Ukraina: Oprócz tego, że jest słaby, to do końca nikt nie wie, w jakim jest stanie. Od początku wojny upadły, zostały przejęte, dwa małe banki bez znaczenia dla systemu. Sytuacja pozostałych jest determinowana przez stan ukraińskiej gospodarki. Stopę bezrobocia szacuje się tam na 35 proc., zatem w banku z dużym portfelem kredytów detalicznych mniej więcej taki będzie odsetek kredytów zagrożonych. Jeśli więc przed wojną szkodowość wynosiła 7-8 proc., to obecnie sięga 30 proc. portfela. To przekreśla dochodowość ze sprzedaży kredytów i banku w ogóle, bo ukraińskie banki zarabiają głównie na kredytowaniu ludności.

Skoncentrowany rynek:
Skoncentrowany rynek:
Rafał Juszczak kierował Alfa Bankiem, jedną z kilku prywatnych instytucji finansowych w sektorze. W Ukrainie działa 70 banków, ale sześć największych kontroluje 90 proc. rynku. Za ważne systemowo regulator uznaje 14 banków.

Bezrobocie to jedno. Drugi problem to emigracja. Szacunki są różne, ale kraj opuściło 2-3 mln osób. Są wśród nich kredytobiorcy. Pytanie, gdzie są i z czego mają spłacać zadłużenie. Cały rynek, który bardzo agresywnie rósł w ostatnich latach, nagle raptownie wyhamował i stał się rynkiem restrukturyzacji kredytów.

Czy jest jakaś akcja kredytowa?

Posłużę się przykładem Alfa Banku. Przed wojną byliśmy numerem dwa pod względem sprzedaży kredytów. W szczycie udzielaliśmy ich po 3 mld hrywien miesięcznie, czyli około 300 mln zł. To było 15 proc. nowej produkcji na rynku. Nasze udziały w rynku kredytów detalicznych przekroczyły 12 proc. Przed nami był Privatbank, wbrew nazwie państwowy, odpowiednik naszego PKO BP, z 26-procentowym udziałem. Monobank miał tyle samo co Alfa. 10 proc. należało do PUMB, prywatnego banku Rinata Ahmetowa.

24 lutego rynek kredytowy zamarł, nikt nie kredytował. W czerwcu sprzedaż drgnęła. Wygląda to tak, że Alfa, która miesięcznie udzielała 3 mld hrywien kredytów, w planie na sześć miesięcy — czerwiec-grudzień — zapisała 1,5 mld, czyli 250 mln hrywien miesięcznie. To 12-krotny spadek sprzedaży. Fundamentalnie zmieniła się sytuacja klienta. Nie wiadomo, kogo kredytować i na podstawie jakiego scoringu. Ktoś dzisiaj ma pracę, a jutro może ją stracić. Wczoraj energetyka działała, dzisiaj 40 proc. jest wyłączone.

Jak ważny jest przychód odsetkowy dla ukraińskich banków?

Ma znaczenie fundamentalne. Żeby to zrozumieć, nie można na nie patrzeć przez pryzmat polskich doświadczeń. W Ukrainie stawki kredytowe wynosiły 50 proc. przy koszcie finansowania poniżej 10 proc. Oczywiście poziom ryzyka jest inny niż w Polsce, ale dobrze zarządzany bank mógł osiągnąć marżę 25 proc. po kosztach ryzyka, czyli na jednym kredycie zarabiał 25 proc. Nawet jeśli teraz zepsuje się 20 proc. kredytów, to bank jest w stanie wyjść na zero.

Jakich kredytów i komu banki udzielają?

Banki bardzo mocno obcięły limity. Wszyscy boją się o płynność, z którą jest problem zwłaszcza w przypadku małych banków. W banku centralnym dostępny jest kredyt refinansowy, ale oprocentowany na 27 proc. To drogo i tylko ktoś w wielkiej potrzebie z niego skorzysta, bo przy niewielkiej sprzedaży kredytów to się finansowo nie spina.

Banki zajmują się głównie restrukturyzacją kredytów we wszystkich możliwych wariantach: umorzenia, wydłużenia okresu spłaty itd. Z nowych kredytów udzielane jest finansowanie na konkretne zakupy, dominuje kredyt ratalny, celowany. Dostępne są też różne rządowe programy pomocowe, jak hipoteka za 3 proc. dla przedstawicieli konkretnych zawodów.

Jak jest z finansowaniem firm?

Jeśli firma działa i spłaca procenty, to jest już bardzo dużo. Do czasu ataków na infrastrukturę energetyczną i problemów z prądem odsetki regulowało 80 proc. firm. W detalu było to około 50 proc. klientów. Nowych korporacyjnych kredytów praktycznie nie ma. Zachodnie banki wstrzymały kredytowanie, prywatne rolują kredyty, państwowe udzielają finansowania, przy czym jest to element polityki państwa nakierowanej bardziej na wspieranie kluczowych sektorów przemysłu niż biznes.

Trzeba sobie uzmysłowić, w jakich warunkach działają banki wa Ukrainie. W Alfa Banku 30 proc. zabezpieczeń kredytów firmowych zostało zniszczonych przez działania wojenne.

Jaka jest sytuacja kapitałowa sektora?

Banki wykazują straty, ale żaden nie przekroczył wskaźników kapitałowych. Regulacyjne minimum wynosi 10 proc. Jeśli wojna będzie kontynuowana, to zejście poniżej tego poziomu wydaje się nieuchronne, bo sytuacja sektora jest negatywna z perspektywą negatywną. Większość banków będzie miała problem z kapitałem. Trudno mówić o transakcjach sprzedaży, bo nikt nie jest w stanie ocenić, co kupuje.

W latach 90. wszyscy na wyścigi kupowali banki na Ukrainie. Potem po cichu je sprzedawali. Czy po wojnie będzie to atrakcyjny rynek inwestycyjny?

Kiedy po raz pierwszy byłem w Kijowie, czytałem w gazecie, jak Commerzbank chwali się, że za 700 mln USD kupił Bank Forum. Potem sprzedał go za... dolara. Banki działają stadnie: jak kredytują — to wszyscy, jak kupują — to też grupowo, jak uciekają — to stadem. Nazywają to trendem. Takich, którzy działają wbrew trendom, jest mało, a tych, którzy robią to z głową, jeszcze mniej.

Teraz gorący temat to odbudowa Ukrainy, choć na razie nie ma żadnego konkretnego planu. Moim zdaniem w Ukrainie jest to rodzaj pozytywistycznego myślenia, które ma odwrócić uwagę od koszmaru wojny i skierować ją w przyszłość. Jeśli zmieni się w plan, który zacznie być realizowany, może fundamentalnie zmienić Ukrainę i faktycznie wprowadzić ją do Europy.

Jaki może być udział polskich banków w rozwoju ukraińskiego systemu finansowego po wojnie? Mamy spore know-how, jeśli chodzi o kadrę menedżerską, która, co trzeba dodać, obecnie nie jest zbyt liczna wa Ukrainie...

Mamy człowieka w Privatbanku — to Mariusz Kaczmarek. W Raiffeisenie szef detalu jest Polakiem, podobnie w PUMB. Jestem bardzo ostrożny w szacowaniu naszych możliwości w bezpośrednich inwestycjach zagranicznych. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o potrzebne do tego kompetencje, niewiele zmieniło się od czasów, kiedy byłem w PKO BP. Wtedy ich nie mieliśmy i teraz też nie mamy, żeby stworzyć dużą strukturę za granicą. Potwierdza to historia: przez ostatnie 15 lat żaden polski bank nie zrobił istotnej inwestycji zagranicznej, poza Getin Holdingem, który kupił bank w Rumunii.

Mamy przyczółek na Ukrainie — Kredobank...

Muszę przyznać, że w ostatnich latach jakość zarządzania Kredobanku i jego znaczenie w sektorze radykalnie się zmieniły. To nie jest bank o dużej sumie bilansowej i pozycji na rynku, ale postrzegany jest znacznie lepiej niż za moich czasów. Jest pozytywnie kojarzony w Ukrainie. Nie zaryzykuję jednak tezy, że może być przyczółkiem do istotniejszej ekspansji. Wysoko cenię efekty pracy prezesa Jacka Szugajewa, który przekształcił Kredobank w instytucję budzącą zaufanie, bardzo dobrą w niektórych obszarach rynku, jak hipoteki, jednak to wciąż jest mały, niszowy bank.

Czyli w ogóle warto iść na Ukrainę?

Warto, ale trzeba ten rynek dobrze rozumieć. Ukraina to nie jest Polska sprzed 15 lat. Bankowość jest miszmaszem zaburzającym możliwość jasnej oceny przez kogoś postronnego. Wyjaśnię to tak: bankowość w Polsce stoi na bardzo wysokim poziomie, ale nie ma gwiazd, instytucji szarpiącej resztę stawki pomysłowością i innowacyjnością. Lata temu był nią mBank, potem próbował Alior. Na Ukrainie średnia, jeśli chodzi o produkty, rozwiązania, jest niższa niż u nas, ale są też prawdziwe gwiazdy. Jedną z nich jest Monobank, start-up, który odniósł bardzo duży sukces: 6 mln klientów w pięć lat i 100 mln USD dochodu. Z drugiej strony mamy ukraiński PKO BP, czyli Privatbank. Nam wydaje się, że jesteśmy bardzo zaawansowani technologicznie, tymczasem Privatbank ma 18 mln klientów, w tym 13,5 mln mobilnych. PKO BP niedawno chwalił się 7 mln ściągnięć aplikacji. Czy chcę powiedzieć, że jest gorszy od Privatbabku? Nie, zwracam uwagę, że wiele rozwiązań w ukraińskich bankach jest na bardzo wysokim poziomie technologicznym. Privatbank jest bardziej zaawansowany niż PKO BP. Jeśli jednak spojrzeć na cały sektor, to działa na nim dużo średniej wielkości banków, które odstają od polskich. Ogólny poziom sektora jest więc niższy niż u nas.

Ukraiński rynek wyraźnie odróżnia się pod względem produktów. Nie ma tam produktów inwestycyjnych, bo nie ma w co lokować pieniędzy, natomiast bardzo dobrze rozwinięta jest bankowość kartowa, transakcyjna, wymiany walut, kredytowanie w bankowości mobilnej.

Jak jest z kadrą?

W Polsce jakość menedżmentu jest znacząco wyższa. Gdy szukasz ludzi do pracy, to i w Polsce, i w Ukrainie zgłosi się 10, tylko że w Polsce sześciu będzie spełniało kryteria, a w Ukrainie dwóch, za to dwa razy przepłaconych, bo specjalistów jest mało i dlatego dobrze zarabiają. W Polsce pewne pojęcia są oczywiste, w Ukrainie jest z tym różnie.

Rynek ukraiński to wielka szansa na zrobienie czegoś dużego, innowacyjnego, bo wbrew opiniom — wynikającym z ignorancji — Ukraińcy są dość dobrze scyfryzowanym społeczeństwem. W Ukrainie nie wygrasz jednak tylko polską kompetencją, wygrasz wówczas, gdy dopasujesz ją do ukraińskich realiów. Bardzo dobrym przykładem, jak umiejętnie to robić, jest kredyt hipoteczny w Kredobanku oparty na polskim know-how i umiejętnościach sprzedażowych ukraińskiego zespołu. Wszystko razem sprawiło, że Kredobank był w tym segmencie w ścisłej czołówce rynku.

Gdzie jeszcze polskie kompetencje można twórczo zaadaptować w Ukrainie?

Z całą pewnością w zakresie wykorzystania funduszy unijnych. Ukraińskie banki nie mają takich kompetencji. Bank, który będzie w stanie zbudować strukturalny program finansowania dla ukraińskiej gospodarki — a potrzeby inwestycji infrastrukturalnych będą ogromne — może naprawdę zaistnieć na tym rynku. Tylko znowu trzeba pamiętać, że to nie jest Polska. Należy trzymać się dobrych praktyk, własnych zasad i ściśle ich przestrzegać. Jeśli zgodnie z własną procedurą potrzebna jest czyjaś zgoda, to trzeba ją uzyskać, nawet jeśli na Ukrainie nie jest to konieczne. Jeśli potrzebny jest wkład własny klienta, to musi być jego, a nie od innych podmiotów. Jeśli wymagana jest odpowiednia zdolność kredytowa, to jest to żelazna zasada itd. Po raz kolejny podkreślę, żeby nie patrzeć na ukraiński rynek przez pryzmat doświadczeń z naszego podwórka. On ma swoją specyfikę, do której należy się zaadaptować, ale nie ulec asymilacji.

Jeśli Unia Europejska potwierdzi europejskie ambicje Ukrainy i zaakceptuje plan odbudowy, to będą potrzebni ludzie, którzy potrafią zgodnie z procedurami unijne pieniądze zainwestować, a nie rozdać. To wymaga również odpowiedniego partnera na Ukrainie, ale też zaangażowania na najwyższym, rządowym poziomie.

Jestem daleki od porównywania Ukraińców i Polaków — jesteśmy Słowianami, ale sporo nas różni. Polakowi łatwiej jednak porozumieć się z Ukraińcem niż Francuzowi, którego wystraszyć może już sama cyrylica, a nawet pomyli ją z chińskim alfabetem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane