UOKiK mówi: basta

opublikowano: 10-07-2013, 00:00

Urzędnicy zamierzają ograniczyć możliwość łatwego zarobku na błędach przedsiębiorców

Każdy, kto uzna, że ma do czynienia z zabronionym przez prawo zapisem, np. w umowie podsuniętej przez bank, firmę ubezpieczeniową, biuro podróży czy regulaminie sklepu internetowego, może wnieść pozew do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKiK).

Jeśli sąd potwierdzi niezgodność zapisu z prawem, wpisuje go do tzw. rejestru klauzul niedozwolonych, prowadzonego przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Pozew może skierować osoba prywatna, firma i organizacja. W praktyce celują w tym rozmaite stowarzyszenia, które — zdaniem prawników i urzędników — uczyniły sobie z tego źródło zarobku.

Sąd pod lawiną

Mechanizm jest prosty: idziesz na ugodę i płacisz określoną kwotę albo dostaniesz pozwy sądowe. Pisaliśmy o tym w 2009 r. w artykule „Polowanie na paragrafy”.

— W grudniu 2012 r. dostałam e-maila z informacją, że regulamin mojego sklepu internetowego zawiera pięć niedozwolonych klauzul. Zaproponowano mi ugodę, która ma polegać na tym, że mam w ciągu siedmiu dni wpłacić pieniądze na rzecz stowarzyszenia. Niby nieduże, bo około 2 tys. zł, ale dla mnie to sporo. Zagrożono, że jeśli nie zapłacę, pojawią się pozwy do sądu. Nie poddałam się szantażowi, bo mój regulamin pisał specjalista i nigdy nikt nie zgłaszał reklamacji, miałam same pozytywne opinie klientów. Wkrótce dostałam 50 pozwów — mówi właścicielka e-sklepu z wyposażeniem domów, która zastrzega anonimowość.

Nie jest to odosobniony przypadek. Z każdym rokiem liczba pozwów dynamicznie rośnie. W 2012 r. do SOKiK trafiło ich aż 14 tys., czyli ponaddwukrotnie więcej niż w 2011 r. (6 tys.) i ponadtrzykrotnie więcej niż w 2010 r.

Ekopostrach inwestorów

E-sklepom dokuczają organizacje spod sztandaru ochrony konsumentów, a firmom energetycznym — ekolodzy. Fundacja ClientEarth niemal pogrzebała flagową inwestycję PGE w Opolu, problemy z nią ma też Elektrownia Północ Jana Kulczyka. Ekolodzy to często sprawni prawnicy. Walczą o „zielone” idee, ale nierzadko po prostu o pieniądze. Andrzej Malinowski, szef Pracodawców RP, w otwartym liście oskarżył w zeszłym roku fundację Czysta Energia o szantażowanie KGHM, który prowadzi w Polsce wiercenia. Zarzucił fundacji szantaż: miała obiecać, że nie będzie blokować inwestycji, jeśli inwestor da jej zarobić na usługach doradczych.

(3,9 tys.). Sąd jest zatkany. W ubiegłym roku zdążył załatwić zaledwie około połowy wniesionych pozwów (7,2 tys.). UOKiK krytykuje takie działania stowarzyszeń jako nieetyczne.

— To prosty model działalności biznesowej polegający na zarabianiu na pozywaniu innych uczestników rynku. Efektem takich działań jest coraz więcej praktycznie identycznych postanowień w rejestrze klauzul niedozwolonych, za czym idzie jego mniejsza przejrzystość. Wpisywanie identycznych klauzul nie służy ani konsumentom, ani przedsiębiorcom. Wątpliwości natury etycznej budzi również praktyka pobierania opłat w przypadku ugody przedsądowej, a często również treść listów, zawiadomień wysyłanych do przedsiębiorców oraz prowadzenie działalności w imię ochrony konsumentów — mówi Małgorzata Cieloch, rzeczniczka UOKiK.

Obecnie rejestr zawiera ponad 5 tys. zakazanych klauzul.

— To, co z naszego punktu widzenia jest istotne, to m.in. problemy związane z nadmierną liczbą pozwów składanych przez niektóre stowarzyszenia oraz charakterem kwestionowanych postanowień. W jednym pozwie kwestionują zazwyczaj jedną klauzulę. Dla porównania prezes UOKiK w jednym pozwie zawiera wszystkie klauzule zawarte we wzorcu umowy danego przedsiębiorcy, które mogą być abuzywne. Kwestionują też zapisy bardzo podobne do tych, które już znajdują się w rejestrze — informuje rzeczniczka UOKiK.

Dość tego dobrego

Urząd zaproponował Ministerstwu Sprawiedliwości (MS) zmianę przepisów w celu powstrzymania lawiny pozwów. — Dostrzegając problem, zainicjowaliśmy konsultacje dotyczące zmian w rejestrze. Modernizacja rejestru wymaga zmian w procedurze cywilnej, które są w gestii Ministerstwa Sprawiedliwości — uważa Magdalena Cieloch. MS obniżyło już minimalne stawki zastępstwa procesowego w sprawach o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone.

— Powinno doprowadzić to do ograniczenia liczby pozwów składanych przez podmioty, których głównym celem może być otrzymanie zwrotu kosztów. Stawka została obniżona z 360 zł do 60 zł za prowadzenie sprawy przed Sądem Okręgowym w Warszawie — mówi Małgorzata Cieloch.

Najważniejszą zmianą ma być nałożenie na SOKiK obowiązku uzasadniania wyroku uznającego postanowienia wzorów umów za niedozwolone. Sąd będzie musiał wysilić się intelektualnie i prawnie, zanimcokolwiek wpisze do rejestru. Będzie też musiał zamieszczać pisemne tezy do wyroku uznającego praktyki przedsiębiorców za niedozwolone. Ma również powstać klasyfikacja klauzul (np. podział na branże), co ułatwiłoby posługiwanie się rejestrem. Sytuacja pozwanych jest nie do pozazdroszczenia.

— Tego typu działania stowarzyszeń nie są przez prawo zabronione — wpisują do statutów ochronę konsumentów i formalnie w ich imieniu występują na drogę sądową. Jednak tak naprawdę to łatwy sposób na zarobek. I to należy napiętnować, szczególnie żądanie zapłaty w ramach ugody przedsądowej. Taka ugoda nie jest możliwa w sądzie. Można ją zawrzeć przed wniesieniem pozwu, lecz nie wiąże ona sądu. Oznacza to, że nie ma żadnej gwarancji, że po zawarciu ugody nie dostaniemy pozwu od drugiej strony lub innej organizacji — tłumaczy Aleksander Barszczewski, radca prawny, ekspert m.in. w zakresie prawa konsumenckiego. Dosadnie praktyki stowarzyszeń określa Grzegorz Wlazło, rzecznik przedsiębiorców przy PKPP Lewiatan.

— To istna plaga. Państwo przyzwala na grabież w majestacie prawa. Moim zdaniem, takie stowarzyszenia zakładają zazwyczaj młodzi prawnicy szukający zarobku. Nie ma to nic wspólnego z ochroną praw konsumentów. Propozycja zapłaty w ramach ugody mającej uchronić przed pozwami sądowymi to nic innego jak mafijny sposób zapewniania opieki. To forma haraczu, wyłudzenia i wymuszenia pieniędzy. Niestety, walka wychodzi drożej niż poddanie się takiemu szantażowi. Moim zdaniem, takimi praktykami powinna zająć się prokuratura — mówi Grzegorz Wlazło.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu