USA drugą Japonią?

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 16-12-2008, 00:00

Fed musi zrobić wszystko, by nie dopuścić do tendencji deflacyjnej w Ameryce i uniknąć kłopotów, z jakimi borykała się azjatycka potęga gospodarcza w latach 90. Dziś decyzja o stopach.

Lata 80. XX wieku należały bezapelacyjnie do Japonii. Ten model gospodarczy budził zazdrość. Dynamicznemu wzrostowi PKB towarzyszyła gwałtowna zwyżka cen akcji i nieruchomości. W 10 lat indeks Nikkei zyskał ponad 400 proc. Gorączka spekulacji wywindowała ceny gruntów i domów. Ich łączna wartość w kraju, niemal trzydziestokrotnie mniejszym od USA, była w 1989 r czterokrotnie wyższa niż amerykańskich. Zanim jednak Japończycy wykupili Stany Zjednoczone, czego nie na żarty obawiali się Amerykanie, spekulacyjny boom dobiegł końca. Rynki się załamały, a gospodarkę przytłoczyły długi firm zaciągane pod zastaw przewartościowanych nieruchomości. Rozpoczęła się wieloletnia era spowolnienia, której nie zakończyły ani wielkie inwestycje infrastrukturalne, ani skrajnie gołębia polityka monetarna.

Przy próbie analizy wydarzeń w Japonii podczas tzw. straconej dekady lat 90. ub. wieku połamało zęby wielu ekonomistów. Nie udało im się podać systemowego wyjaśnienia, dlaczego mimo wszelkich znanych środków służących stymulowaniu popytu i inwestycji nie zdołano trwale ożywić gospodarki. Ostatecznie winą obarczono nie metody, ale sposób i tempo ich stosowania. Zarzucono japońskim władzom opieszałość i zbytnią ostrożność. Resztą odpowiedzialności obciążono społeczeństwo, które niepotrzebnie zaczęło się starzeć i nadmiernie oszczędzać.

Zignorowanie japońskiego wyjątku pozwoliło uratować przekonanie, że dysponując pełnią władzy monetarnej i fiskalnej, można skutecznie eliminować negatywne skutki cykliczności, a nawet ją samą znacznie ograniczyć. Silny wzrost gospodarki USA pozwalał Amerykanom spoglądać z wyższością na borykającą się z kłopotami Japonię. Gdy pod koniec ubiegłej dekady sytuacja na amerykańskim rynku akcji zaczęła przypominać tę sprzed 10 lat w Japonii, nie zaalarmowało to Rezerwy Federalnej (Fed). Alan Greenspan i Ben Bernanke uważali, że zadaniem władz monetarnych nie jest zapobieganie spekulacyjnym bańkom, lecz neutralizacja skutków ich pęknięcia, co miało nie sprawić większych kłopotów.

Gospodarka stanęła na krawędzi recesji i trzeba było szukać ratunku w drastycznym obniżeniu stóp procentowych. Paradoksalnie, im bardziej Fed chciał uniknąć japońskiego scenariusza, tym bardziej zwiększał jego prawdopodobieństwo. Tani pieniądz zasilił bowiem nową bańkę, tym razem na rynku nieruchomości.

Sprzątanie po kolejnej zlekceważonej bańce spekulacyjnej okazało się czyszczeniem stajni Augiasza. Dotychczas wydane i zadeklarowane środki na walkę z kryzysem przekraczają już realnie wydatki związane z udziałem USA w II wojnie światowej. Pomimo błyskawicznej i głębokiej redukcji stóp procentowych kredyt nadal nie krąży swobodnie w gospodarce. Banki zaostrzyły kryteria pożyczkowe, a wolumen udzielanych kredytów spada. Firmy nie znajdują nabywców na bony komercyjne, a ich koszty finansowe rosną. Zamarła sekurytyzacja, więc banki nie mogą odciążyć bilansów. Samorządy lokalne mają kłopoty z rolowaniem długu, co paraliżuje ich wydatki. Rośnie bezrobocie, a konsumenci uważnie oglądają każdego dolara.

Ogólny spadek popytu grozi materializacją zmory japońskiej gospodarki — tendencji deflacyjnej. O jej niszczącej sile przekonała się Ameryka w czasie wielkiego kryzysu, gdy po spadku cen o 30 proc. przez kraj przetoczyła się fala bankructw. W obecnym reżimie monetarnym nawrót deflacji w takiej skali można wykluczyć, ale nawet stagnacja cen zaszkodzi gospodarce, zniechęcając do inwestowania, a co gorsza, zwiększając realne ciężary kredytobiorców.

To poważne zagrożenie, gdyż Ameryka wkroczyła w recesję z rekordowym balastem długu. Całkowite zadłużenie w stosunku do PKB wynosi 360 proc. i jest najwyższe od 1933 r., gdy relacja ta sięgnęła 300 proc. Wtedy jednak było to wynikiem gwałtownego spadku PKB. Przy obecnym poziomie lewarowania gospodarki kredytem deflacja oznaczałaby katastrofę. Z punktu widzenia Bena Bernanke walka z recesją sprowadza się w istocie do batalii o niedopuszczenie do pęknięcia bańki kredytowej. Dlatego zapowiedział kiedyś żartem, że w najgorszym razie zacznie rozrzucać banknoty z helikoptera.

Szacuje się, że nominalny PKB Stanów Zjednoczonych powinien rosnąć rocznie o minimum 5 proc., by kredytowa piramida zachowała stabilność. W ubiegłym kwartale amerykańska gospodarka niestety skurczyła się, pozostawiając inflację jako jedyny czynnik nominalnego wzrostu PKB. Na razie jest ona całkiem pokaźna, szczególnie na poziomie producentów. Jeśli jednak popyt będzie nadal maleć, ceny podążą w ślad za nim. Dlatego przed Rezerwą Federalną stoi arcytrudny egzamin z dziedziny manipulowania oczekiwaniami. Z jednej strony musi obniżać koszt pieniądza, próbując ożywić inwestycje i konsumpcję. Jednocześnie musi uważać, aby głębokie obniżki nie wzmocniły przewidywań recesyjnych i deflacyjnych, sugerując katastrofalną sytuację gospodarki.

Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
×
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

To jednak tylko część zadania. Inwestorzy i konsumenci muszą nabrać także przekonania, że działania Fed doprowadzą do trwałego wzrostu cen, a inflacja nie będzie tłumiona szybkimi podwyżkami stóp procentowych. Mając możliwość zaciągania pożyczek oprocentowanych poniżej stopy inflacji, inwestorzy nie oprą się pokusie ich wzięcia, a zniechęceni do oszczędzania konsumenci udadzą się czym prędzej na zakupy.

Takie właśnie lekarstwo zalecał 10 lat temu Japonii noblista Paul Krugman. Teraz uważa, że należy je zaaplikować Ameryce. Szansa na to jest spora, gdyż także Ben Bernanke uważa, że koniunktura gospodarcza jest w znacznej mierze pochodną polityki monetarnej. Dlatego konsekwentnie realizuje działania, które zapowiedział 6 lat temu w wykładzie poświęconym deflacji. Obniżył podstawową stopę procentową do poziomu 1 proc., doprowadził do gwałtownego wzrostu bazy monetarnej i powiększył dwukrotnie bilans Rezerwy Federalnej, chcąc przeciwdziałać m.in. skutkom zauważalnego spadku tempa obiegu pieniądza w gospodarce.

Obcięcie nominalnej stopy procentowej to jednak za mało, gdyż oddziałuje ona tylko na oprocentowanie krótkoterminowe. Trzeba jeszcze doprowadzić do redukcji długoterminowych rynkowych stóp procentowych i utrzymania ich poniżej stopy inflacji. Precedens już był — w latach 40. XX wieku udało się na długo zamrozić rentowność długoterminowych obligacji. Taka redukcja mogłaby zapobiec tzw. pułapce płynności, gdy mimo niemal darmowego krótkoterminowego kredytu popyt na niego nie rośnie. Już teraz obligacje 10-letnie dają dochód poniżej inflacji dzięki popytowi wywołanemu kryzysem zaufania. Na razie zatem Fed koncentruje środki na wykupie innych kategorii papierów dłużnych.

W świetle tej strategii wielkość spodziewanej obniżki stóp procentowych na dzisiejszym posiedzeniu Fed jest kwestią drugorzędną. Jej znaczenie będzie czysto psychologiczne. Dlatego nie ma większej różnicy, czy wyniesie ona 25 czy 50 pkt bazowych, jak przewiduje większość analityków. Kolejny ruch Rezerwy Federalnej dostarczy za to materiału do przemyśleń jej polityki kształtowania oczekiwań, dając wyraz opinii członków Fed o nastrojach na rynkach i w realnej gospodarce.

Wynik tej batalii nie jest przesądzony na korzyść Fed, gdyż przypadek Japonii pokazał, że nawet bardzo zręczna polityka monetarna może przegrać z obiektywnymi ograniczeniami. Trudno będzie uniknąć pułapek związanych z próbą reflacji gospodarki przy tendencji do jej delewarowania. Poddane nowym rygorom i walczące o świeży kapitał banki mogą niechętnie udzielać pożyczek na procent, ich zdaniem, niekompensujący ryzyka. Inwestorzy nie będą palić się do ich dokapitalizowania, wiedząc, że nie mogą liczyć na duże zyski z takiej inwestycji. Bankom pomógłby wzrost depozytów ludności, ale wzrost skłonności do oszczędzania wpłynąłby z kolei negatywnie na popyt konsumpcyjny. Przewidując to, inwestorzy mniej chętnie angażowaliby się w inwestycje. Tymczasem powiązanie systemu emerytalnego z rynkiem kapitałowym zwiększa prawdopodobieństwo takiego scenariusza. Właśnie strach przed głodową emeryturą blokował próby ożywienia popytu w Japonii.

Słabość planu Fed polega na tym, że jego powodzenie jest zależne od wiary konsumentów i inwestorów... właśnie w jego powodzenie. Jeśli natrafi on na zbyt duże przeszkody natury psychologicznej, a ciężar zadłużenia okaże się śmiertelnym zagrożeniem dla gospodarki, może pozostać tylko tzw. opcja nuklearna, czyli próba wywołania inflacji za wszelką cenę i sprowadzenie realnych stóp procentowych głęboko w strefę ujemną. Inflacja jest w stanie spłacić wszelkie długi, niestety nie kreując przy tym żadnego bogactwa. Do takiego kroku namawia Fed prezes banku centralnego Zimbabwe, gdzie wzrost cen sięga w skali roku poziomu 230 mln proc. Wypada mieć nadzieję, że Ben Bernanke pozostanie odporny na sugestię wprowadzenia w czyn helikopterowej polityki monetarnej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane