W niewoli polityki

Adam Sofuł
opublikowano: 2006-11-10 00:00

Minął rok odkąd rząd Kazimierza Marcinkiewicza uzyskał akceptację parlamentu. Wiele się od tego czasu zmieniło — inny jest premier, przez rząd przewinęło się czterech ministrów finansów, mamy drugiego ministra skarbu, powstały dwa nowe resorty — gospodarki morskiej i budownictwa (w tym drugim też się już doczekaliśmy zmiany kadrowej), o rozwiązywaniu i zrywaniu paktów stabilizacyjnych i koalicji nie warto już nawet wspominać.

Sprawy gospodarcze pozostawały w tym czasie poza głównym nurtem działań rządu. To prawda, że premierzy często mówili o gospodarce (zwłaszcza chwaląc się znakomitymi wskaźnikami, które jednak w znikomym stopniu były ich zasługą), ale trudno nie dostrzec, że np. do reformy finansów publicznych podchodzili z mniejszą determinacją niż do likwidacji wojskowych służb specjalnych. Opracowywaniu i realizacji strategii gospodarczych nie sprzyjało też zamieszanie na scenie politycznej. Wszystkie wymienione wyżej zmiany w resortach gospodarczych były wywołane czynnikami politycznymi. Ministerstwo gospodarki morskiej powstało wszak nie dlatego, że ta kwestia była dla rządu szczególnie istotna, tylko dlatego, że trzeba było stworzyć jakiś resort dla koalicjantów.

Częste zmiany ministrów i nowe resorty nie muszą być dla rządu okolicznością bardzo obciążającą, gorzej, że praktycznie wszystkie były one podyktowane bieżącymi grami politycznymi. Nie wnikajmy, na ile te sejmowe potyczki były uzasadnione, np. potrzebą zbudowania większości, niech wystarczy smutna konstatacja, że gdy trwa wojna (w tym przypadku polityczna) raczej nie myśli się o gospodarce. Dlatego reforma finansów publicznych i parę innych ważnych programów zyska właściwą rangę dopiero po zakończeniu wojny. Chętnych do zawieszenia broni jednak w Sejmie nie widać.