Środowe orędzie Ursuli von der Leyen było już ostatnim w kadencji 2019-24, do wyłonienia nowego składu PE na lata 2024-29 pozostało mniej niż 300 dni. Wybory odbędą się w długi weekend 6-9 czerwca 2024 r., w większości państw – w tym również w Polsce – w ostatnim z tych dni, czyli w niedzielę. Kontekst wyborczy naturalnie wisiał nad orędziem, ponieważ przewodnicząca KE roztaczała perspektywę kolejnej pięciolatki, a nie jedynie końcowych 300 dni. 65-latka na emeryturę się zatem nie wybiera, chociaż pytana wprost, czy planuje ubieganie się o drugą kadencję – ucieka od odpowiedzi. To w UE stara świecka tradycja, że ważne stanowiska często obsadzane są metodą zaskakującego wyjęcia królika czy króliczki z kapelusza. W 2014 r. w takim stylu Donald Tusk objął przewodnictwo RE, a w 2019 r. właśnie Ursula von der Leyen przewodnictwo KE.
W stosunku do poprzednich, orędzie tegoroczne zawierało zarówno rozwinięcie wątków znanych, jak też nowe. W 2019 r. unijny gabinet startował z programem gospodarki zielonej i cyfrowej. Powtarzając enty raz, że modernizacja przemysłu i dekarbonizacja mogą odbywać się jednocześnie, szefowa KE przypominała o istotnych częściach składowych programu. Nieuchronną konieczność transformacji energetycznej połączyła z tegorocznymi katastrofami naturalnymi w Europie, związanymi ze zmianą klimatu. Podkreśliła przy tym, że UE zawsze będzie dążyła do transformacji uczciwej i sprawiedliwej – cokolwiek to znaczy.
Najciekawszym wątkiem było potwierdzenie kursu na rozszerzenie UE. Według Ursuli von der Leyen w jej kadencji wspólnocie w składzie 27 państw całkiem sprawnie udało się np. przeciwdziałać skutkom zarazy covidowej czy też jednomyślnie nakładać sankcje na Rosję, zatem nie będzie problemem przekroczenie członkowskiej bariery 30. Rzecz w tym, że takie obietnice padają od wielu lat, na oficjalnej liście kandydackiej znajduje się obecnie ósemka państw, w tym Turcja od roku… 1999, bez jakichkolwiek szans na zmianę statusu. Niezależnie od przychylności unijnych instytucji, rozszerzenie wymaga jednomyślnej zgody wszystkich dotychczasowych członków – z czym będą duże problemy.
W stylu zupełnie amerykańskim przewodnicząca KE przejechała się po Chinach. Jako przykład ich skrajnej nieuczciwości gospodarczej wskazała rynek samochodów elektrycznych, na którym niskiej jakości chińszczyzna Europę zalewa. Cena importowanej tandety jest sztucznie utrzymywana na niskim poziomie dzięki ogromnym dotacjom państwowym, dlatego KE rozpoczyna… dochodzenie w sprawie elektryków pochodzących z Chin. Reakcję Xi Jinpinga można sobie wyobrazić – pusty śmiech. Z innych wątków biznesowych orędzia warto odnotować odkrycie, że małe i średnie przedsiębiorstwa mają problemy z radzeniem sobie z gąszczem przepisów. Dlatego przed końcem roku powołany zostanie umocowany bezpośrednio przy przewodniczącej KE łącznik z sektorem MŚP.
Fragmenty orędzia, które najbardziej rozsierdziły obecnych polskich władców, dotyczyły migracji. Według Ursuli von der Leyen finalizowany już pakiet unijnych aktów prawnych jest dokumentem bardzo uczciwym, gwarantującym równowagę pomiędzy ochroną granic i ludzi. U nas nazywany jest „przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską”. Dokładnie tak wpisany został z rozkazu Jarosława Kaczyńskiego do czwartego pytania referendalnego.

