Zachowanie się rynków finansowych w ostatnich dniach pokazuje, że inwestorzy coraz mniej chętniej stawiają na amerykańskiego dolara. Pretekstem są słabnące oczekiwania na rychłą podwyżką stóp procentowych przez Fed. Realnym terminem staje się dopiero grudzień. Tym samym najbliższe tygodnie powinny przynieść dalsze osłabienie się dolara kosztem innych walut. To może stworzyć ciekawą sytuację dla tzw. commdollsów, czyli dolara kanadyjskiego, nowozelandzkiego, czy australijskiego, które w ostatnich miesiącach mocno taniały. Do tej grupy można też zaliczyć koronę norweską.
Wszystkie należą do grupy tzw. walut surowcowych, gdyż zmiany ich kursów są ściśle związane z sytuacją na tym rynku. Ta wbrew pesymizmowi obecnemu w mediach nie jest aż tak zła, co widać po próbach odbicia widocznych w ostatnich dniach. Na surowcach zrobiło się zwyczajnie tanio, a obawy związane z perspektywami chińskiej gospodarki są wyolbrzymiane, bo wydaje się, że możliwości tamtejszego banku centralnego są jeszcze spore — i niekonieczne musi to być dalsza dewaluacja notowań juana.
Poza surowcami na commdollsy wpływ ma polityka prowadzona przez lokalne banki centralne. Dalsze cięcia stóp są spodziewane tylko w Nowej Zelandii — o 50 pkt. baz. do końca tego roku, a szanse na taki ruch o 25 pkt. baz. systematycznie maleją w przypadku Norwegii. Cykl obniżek został zakończony w Kanadzie i Australii, chociaż w tym drugim przypadku inwestorzy mogą nie być tego zbyt pewni przez wspomnianą już niepewną sytuację z Chinami. Dlatego też w ostatnich dniach dolar australijski zachowywał się gorzej od nowozelandzkiego.
Perspektywy na najbliższe miesiące wydają się być najlepsze dla korony norweskiej ze względu na jej duże powiązanie z ceną ropy naftowej, która jest blisko ustanowienia długoterminowego minimum. Analogicznie w centrum uwagi powinien znaleźć się dolar kanadyjski, gdyż Bank Kanady mógłby podnieść stopy procentowe jeszcze przed końcem 2016 r., a więc znacznie przed Norges Bankiem.
Warto zwrócić uwagę, że dolara kanadyjskiego i koronę norweską nie musimy zestawiać tylko z dolarem. Kluczowe jest to, aby druga waluta w parze była słaba. Tym samym świetnie może nadawać się to tego japoński jen. Tamtejsza gospodarka zdaje się nie doświadczać pozytywnego wpływu tzw. abenomiki, a zrealizowanie celu inflacyjnego w 2016 r. wydaje się być mało realne. Stąd też jest mało prawdopodobne, aby Bank Japonii miał w perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy sygnalizować odejście od ultraluźnej polityki monetarnej.