Ważne dane

DI
23-04-2010, 00:00

Kłopoty z długiem publicznym pojawiają się po tym, gdy dane państwo przez dłuższy okres nie potrafi poradzić sobie z narastającym deficytem: dług to nic innego, jak skumulowane deficyty z poprzednich lat. Nie mamy się czym chwalić, mimo że inne państwa mają długi przekraczające 115 proc. PKB (Włochy i Grecja). Nie zapominajmy, że polska gospodarka działa na podobnych wolnorynkowych zasadach krócej, więc i dług narastał krócej. Kluczowym w tej sytuacji jest pytanie o deficyt — jeśli nie będzie rósł, także dług nie będzie się powiększał lub nawet się zmniejszy. Jeśli jednak w najbliższych latach utrzymamy wysoką relację deficytu do PKB, problem długu będzie narastał. Pod względem wielkości deficytu jako proc. PKB zajmujemy 10. miejsce w UE. Byliśmy jednak w 2009 r. na pierwszym miejscu pod względem wzrostu gospodarczego (1,8 proc.), który wspierał dochody i pomagał ograniczać wydatki budżetowe. Tymczasem deficyt wzrósł ponaddwukrotnie. Można było zrobić więcej.

Widać, że w tłustych dla gospodarki latach łatwo przychodzi ograniczanie deficytu do wymaganych 3 proc. Jednak wiele państw spoczywa wtedy na laurach i nie próbuje zredukować go bardziej. A to rodzi problemy, gdy koniunktura się pogarsza: pojawia się ryzyko wyskoczenia ponad próg. Kryzys powinien więc być nauczką, że w latach koniunktury powinno się bardziej ograniczać deficyt i tym samym dług, by uniknąć problemów z niewypłacalnością.

Marta Petka-Zagajewska,

ekonomistka Raiffeisen Bank

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu