Obserwujemy niebezpieczny zbieg zdarzeń. Doszło do zamknięcia cieśniny, przez którą przepływa ok. 20 mln baryłek ropy dziennie (co stanowi około 20 proc. podaży ropy naftowej) i 20 proc. światowej podaży gazu skroplonego. Jednocześnie zaatakowano infrastrukturę w całym regionie, co powoduje wstrzymanie produkcji LNG w Katarze i przerobu ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej. Skutkuje to wzrostem notowań surowców energetycznych - ropy i gazu - co zwiększa ryzyko wystąpienia stagflacji (czyli wysokiej inflacji połączonej z niskim wzrostem gospodarczym). Obawa o impuls inflacyjny spowodowała gwałtowną wyprzedaż obligacji skarbowych, w tym również polskich, oraz 1,5-procentowe umocnienie dolara względem koszyka walut.
O rozwoju sytuacji zdecydują trzy rzeczy: długość konfliktu (konflikt izraelsko-irański w czerwcu zeszłego roku trwał 12 dni), poziom zniszczeń infrastruktury i opóźnień w tranzycie surowców energetycznych oraz ostateczne rozwiązanie/zakończenie wojny.
W przypadku krótkiego konfliktu byłaby to okazja inwestycyjna, natomiast dłuższy konflikt i przerwy w łańcuchach dostaw doprowadzą do poważnej korekty na rynkach. Interwencja lądowa w Iranie nie wchodzi w grę, gdyż zapewne zakończyłaby się porażką, a z perspektywy rynku z pewnością doprowadziłaby do stagflacji. A to byłby najgorszy skutek.
