Komisja Europejska, pierwszy i ostatni raz, zgodzi się na przelanie pieniędzy z kolei na drogi.
Drogowcy liczą na 4,8 mld zł zaoszczędzone przez kolejarzy na kontraktach z unijnym dofinansowaniem. Ci jednak kasy oddać nie chcą. Decyzja zależy od Brukseli.
— Komisja Europejska zgodzi się, pierwszy i ostatni raz, ale jednocześnie zauważy zbyt wolne wydawanie w Polsce funduszy unijnych na drogi — uważa Bogusław Liberadzki, europoseł, wiceszef unijnej Komisji Kontroli Budżetowej.
Zaraz jednak dodaje, że oficjalnie żadne powiadomienie z Polski o przesunięciu funduszy z dróg na kolej nie wpłynęło.
— Może jedzie koleją — żartuje europoseł.
Pomysł zabrania oszczędności kolejarzom i w Polsce i w Brukseli budzi sporo emocji. Janusz Piechociński, wiceszef Sejmowej Komisji Infrastruktury i poseł PSL, przypomina na swoim blogu, że zgodnie z unijnymi wytycznymi wydatki na drogi i kolej powinny mieć relację 60 do 40. Obecnie to około 11,2 mld EUR do 4,8 mld EUR. Jednak po przesunięciu kasy proporcje będą zachwiane — podział sięgnie 80 do 20. Złamana będzie więc zasada zrównoważonego rozwoju.
Poseł uważa, że lepiej ewentualne oszczędności przesuwać między projektami jednej branży, a nie między sektorami.
Resort infrastruktury planuje takie działania. Debatowano na ten temat wczoraj w kancelarii premiera. Do czasu zamknięcia tego wydania "PB" nie było wiadomo, co ustalono. "PB" pisał jednak wcześniej, że resort planuje przesunięcie około 100 mln EUR w programach kolejowych związanych z zakupem taboru dla lokalnych przewozów.