Nowa forma telewizji. Wiadomo, że będzie. Ale co i kiedy zaoferuje — to pytanie bez odpowiedzi.
16 maja 2006 r. — przełomowa data w historii polskich usług interaktywnych. Od tego dnia miłośnicy serialu „Magda M.”, nadawanego w telewizji TVN, mogą obejrzeć nowy odcinek, zanim pojawi się na antenie. Wystarczy, że korzystają z usług telefonii trzeciej generacji w sieci Orange. Ale nie oferta operatora jest przełomowa — to tylko szybsza transmisja danych. Istotna jest strategia stacji telewizyjnej, która jako pierwsza w Polsce pozwoliła, by o terminie premiery programu decydował widz, a nie autor ramówki.
W powszechnym mniemaniu telewizja będzie ewoluować w kierunku takiego modelu transmisji, w którym widz będzie decydować o tym, co i kiedy ogląda. Taka inter-aktywna telewizja będzie oparta na trzech usługach: wideo na żądanie (elektroniczna wypożyczalnia filmów i audycji), pay per view (odpłatny dostęp do konkretnego wydarzenia transmitowanego na żywo) i video digital recording (nagrywanie programów z możliwością pominięcia reklam).
Wszystko się może zdarzyć
Na szerszą skalę ofertę nawiązującą do koncepcji telewizji interaktywnej chce na jesieni 2006 r. zaprezentować grupa ITI. Jednak nawet jej szef nie wie jeszcze, czy zapowiadana pod nazwą personal video recording usługa przeglądania przyszłej oferty programowej dostępnych stacji telewizyjnych i programowania nagrania filmu, dokumentu czy serialu będzie pozwalała na ominięcie reklam.
Prognozowanie więc, jak za 10 czy 20 lat będzie wyglądać to, co nazywamy dziś telewizją, jest trudne. Mimo że telewizja interaktywna pozwoli na układanie indywidualnych ramówek, stacje nie zrezygnują z emisji programu jako zespołu audycji z ustalonymi godzinami nadawania — nie staną się elektronicznymi bibliotekami.
— Być może ze stacji telewizyjnych w dzisiejszym rozumieniu zostanie tylko marka gwarantująca otrzymanie w usłudze wideo na żądanie odpowiednich materiałów oraz określoną porę emisji programów na żywo. Wątpię, by telewizja linearna zniknęła z rynku. Widzowie dzielą się na dwie grupy — aktywnych i pasywnych. Aktywni poszukują interesujących ich programów, ale nawet oni czasem zamieniają się w pasywnych — włączą odbiornik i oglądają, co leci. Poza tym ci, którzy będą podejmować decyzje o składzie swojej ramówki, muszą się gdzieś dowiedzieć, co ich interesuje. A ludzie często kierują się zasadą z filmu „Rejs” — lubię te piosenki, które już słyszałem. Podobnie jest z programami i filmami — tłumaczy Maciej Sojka, prezes ITI Neovision, spółki która ma wprowadzić nową ofertę grupy ITI.
Reklama w nowej formie
Rozwój telewizji interaktywnej przyniesie też zmiany na rynku reklamowym. Ale nie musi powodować zaniku reklam.
— Rozwój telewizji interaktywnej będzie w pewnych obszarach ograniczał rynek reklamowy, ale też wytyczy nowe kierunki. Z jednej strony odbiorcy otrzymają urządzenia, pozwalające unikać niechcianych reklam, z drugiej, możliwe będzie dokładne poznanie preferencji widzów, co pozwoli na kierowanie reklam do poszczególnych grup — uważa Tomasz Żurański, prezes spółki Vectra, zajmującej się dystrybucją sygnału telwizyjnego i usług telekomunikacyjnych.
Można sobie wyobrazić, że gdy w trakcie filmu pojawi się na ekranie samochód, wciśnięcie przycisku pilota zastopuje film i otworzy przed widzem reklamowe menu pozwalające zamówić broszurę, czy umówić się na jazdę próbną. Pytanie, kiedy to nastąpi...