Do producenta szynobusów wkroczył komornik. Spółka miała świetlane plany, ale nie pomyślała o drogim euro i stali.
Kolejowe Zakłady Maszyn Kolzam z Raciborza były czołowym graczem na rynku szynobusów. Spółka wygrała przetargi na dostarczenie 10 takich pojazdów do samorządów. Koszt jednego wynosił około 4,6 mln zł.
— Produkcja okazała się znacznie droższa i trzeba było dopłacić do każdego pojazdu 70 tys. zł — mówi Anatol Kucharski, prezes Kolzamu.
Przyczyną strat była zwyżka kursu euro na początku 2004 r. oraz wzrost cen stali. W sumie zakład zamknął ubiegły rok stratą 1 mln zł przy obrotach 36 mln zł.
— Ubiegły rok rzeczywiście był trudny dla firm produkujących szynobusy. Na początku uderzył w nie wysoki kurs euro, a prawie 50 proc. komponentów w szynobusach sprowadza się z zagranicy. Wprawdzie euro zaczęło tanieć, ale w połowie roku poszybowały ceny stali. Przewidywali to jednak analitycy i spółki działające w branży kolejowej miały szansę uwzględnić to w planach biznesowych — mówi Robert Dumański, dyrektor ds. marketingu Poznańskich Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego.
Do Kolzamu wkroczył komornik, zajmując narzędzia, część surowców oraz... gotowy już szynobus dla województwa małopolskiego. Jest on już w Krakowie, ale nie sfinalizowano formalności związanych z jego przekazaniem.
— Złożyliśmy powództwo egzekucyjne, bo szynobus był już spłacony i jest własnością województwa — twierdzi Paweł Jastrzębski z urzędu marszałkowskiego województwa małopolskiego.
Anatol Kucharski uważa, że spółka przetrwa i nie będzie żadnych zwolnień.
Nie chce jednak ujawnić planu naprawy finansów firmy.
Kolzam jest spółką akcyjną, zatrudnia 150 osób.