Mimo dekoniunktury węgierskie tanie linie chcą przewieźć milion pasażerów więcej niż LOT.
Trudna sytuacja przewoźników otwiera nowe możliwości tym, którzy z kryzysem radzą sobie najlepiej. Obecność na polskim rynku umacniają WizzAir i zapowiadająca nowe połączenia Lufthansa. Węgrzy błyskawicznie zareagowali na rezygnację Centralwings z przewozów niskokosztowych i przejęli kilka połączeń. Zapowiadają podobne działania w przyszłości.
— Coraz częściej zdarza się, że przewoźnicy nie wytrzymują trudnych warunków makroekonomicznych i mają straty. Najbardziej zaszkodziły im wysokie ceny ropy. Najpóźniej za trzy miesiące mogą się pojawić kolejne bankructwa, otwierając przed nami nowe możliwości. Jesteśmy gotowi działać równie szybko jak w przypadku Centralwings — zapowiada Jozsef Varadi, prezes WizzAir.
W tym roku jego spółka zamierza przewieźć 5,8 mln pasażerów (o 1,6 mln więcej niż w ubiegłym), z czego 3,7 mln na trasach do i z Polski (+32 proc.).
— Dzięki temu w 2008 r. przewieziemy ponad milion pasażerów więcej niż LOT i 0,3 mln więcej niż czeskie linie lotnicze. I staniemy się liderem w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej — podkreśla prezes.
Ambicje przewoźnika są jednak dużo większe. W ciągu dwóch lat zamierza połączyć Polskę z Ukrainą i nie wyklucza przejęcia połączeń po Sky Europe, który z powodu strat może wycofać się z wielu austriackich lotów. Węgierska linia nadal chce wzmacniać swoją pozycję na polskim rynku.
— Dziś już emigracja zarobkowa na Wyspach nie jest tak liczna, funt traci na wartości, a Polaków coraz częściej stać na wyjazdy do miejsc atrakcyjnych turystycznie. Dlatego rezygnujemy z części połączeń związanych z pracą, a otwieramy kierunki typowo turystyczne, np. do Rzymu — dodaje prezes.
Realizację ambitnych planów ma zapewnić rozbudowa floty. Dzięki podpisanemu kontraktowi z Airbusem w 2011 r. powiększy się ona z 19 do 42, a w 2014 r. do 82 maszyn. Przewoźnik chwali się drugim z kolei rokiem zamkniętym na plusie i 80 mln EUR funduszy własnych.