Wojciechowski kończy karierę

Karol Jedliński
opublikowano: 2010-08-06 00:00

Koncepcja naprawy odrzucona, ale nie ma bankructwa. Nadzieja w nowym prezesie i właścicielu.

BRE Bank wypowiedział umowy kredytowe Internet Group i przejął nad nią kontrolę

Koncepcja naprawy odrzucona, ale nie ma bankructwa. Nadzieja w nowym prezesie i właścicielu.

Od kilku tygodni Jan Wojciechowski, prezes Internet Group (IG), liczył się z porażką. Według informacji "PB", BRE Bank wczoraj skończył liczenie. Podjął ostateczną decyzję i nie zaakceptował arytmetyki Jana Wojciechowskiego, nie skreślając przy tym samej spółki. Chce podjąć ryzyko. Tyle że już bez współtwórcy, prezesa i głównego akcjonariusza Internet Group, dla którego ma następcę. Wczoraj BRE wypowiedział spółce umowę kredytową i postawił jej dług w stan wymagalności.

Nowy desant

Tym samym bank uruchomił lawinę zmian: przejmie udziały w spółce, na które zabezpieczony był kredyt na około 100 mln zł. Od teraz to BRE bezpośrednio kontroluje Internet Group. Bankowcy ściągają desant menedżerów z rynku. Już na szefa dochodowej i w miarę zdrowej nogi Internet Group, czyli call center przygotowali Cezarego Hermanowskiego. To były dyrektor potężnego działu call center w Netii, a później dyrektor ds. operacyjnych w Energis Polska i Stolarce Wołomin. Obecnie 42-letni Cezary Hermanowski prowadzi własną firmę doradczą CVPolska. Jemu cel BRE zapewne wyznaczyło jasny: IG ma stać się cennym aktywem, które bank będzie mógł w kilkuletniej perspektywie upłynnić, wycofując tym samym przynajmniej część pieniędzy pożyczonych spółce. Sam bank nie chce komentować sprawy.

— Nie komentujemy spekulacji — ucina Roman Jamiołkowski, rzecznik BRE Banku.

Dość jasne wydają się jednak powody, dla których wierzyciel postanowił odrzucić plan Jana Wojciechowskiego. Jak pisaliśmy już 27 lipca w tekście "BRE decyduje o życiu", wbrew przekonaniu autora planu, konstrukcja finansowa przez niego zaproponowana niekoniecznie miała oparcie w realiach rynkowych i liczbach. Oznaczała przy tym, że bank musiałby się z miejsca pogodzić się z wielomilionowymi stratami.

Życie za "ale"

Wczoraj — mimo wielokrotnych prób — nie udało nam się skontaktować z Janem Wojciechowskim. Na początku lipca obszernie opowiadał w TVN CNBC o planach odnowy spółki. Telewizja klip z wywiadem z prezesem opatrzyła tytułem "Internet Group wychodzi na prostą?". W serwisie prasowym IG link do wideo nazwany był podobnie — tyle że bez znaku zapytania. Tymczasem był i jest on jak najbardziej na miejscu. A to choćby dlatego, że przedstawiony na wizji pomysł przerzucenia 60 mln zł długów na kilka spółek zależnych IG, miał jedną, podstawową wadę. Te spółki nie generują pokaźnych zysków, więc nie miałyby z czego spłacać długów. Problematyczna była też konwersja długu na akcje IG. Bank miałby objąć maksymalnie 33 procent udziałów spółki w zamian za 20 mln zł zobowiązań. Tyle że po cenach rynkowych ten pakiet jest obecnie wart około 11 mln zł. A tak naprawdę dla banku wart byłby maksymalnie 5,5 mln zł. Bo w zamyśle prezesa, IG — jako holdingowa czapa — pozbyłaby się co najmniej połowy udziałów w kluczowych biznesach. Do tego po konwersji długu, BRE, gwarantujący życie Internet Group, miałby jedynie 33 proc. udziałów w zyskach ze sprzedaży spółek zależnych. Bankowcy skupieni w komitecie kredytowym BRE powiedzieli więc "nie", dodając "ale" — w postaci zaangażowania w spółkę.

Wzorem Dudy

BRE w przeszłości nie wahał się wypowiadać umów kredytowych a w rezultacie przejmować, przynajmniej częściową, kontrolę nad m.in. Kolastyną, Pozmeatem, Techmeksem. Dobre doświadczenia bank ma z zakładami mięsnymi PKM Duda, które popadły w kłopoty po transakcjach na opcjach walutowych. BRE, w porozumieniu z 5 innymi bankami, zgodził się na plan ratunkowy. Nie zmieniono prezesa. Od kiedy PKM zaczął wychodzić na prostą, BRE krok po kroku zmniejsza swój udział w akcjonariacie. W zeszły piątek bank poinformował, że ma już tylko nieco ponad 4 proc. akcji Dudy.

W przypadku Internet Group prezes odchodzi choćby dlatego, bo przez ostatnie dwa lata stracił reputację i zaufanie wielu biznesowych przyjaciół. A to atuty w branży medialnej nie do przecenienia. Bank wolał, żeby jego prywatnym zmartwieniem było to, że co rusz w znanych warszawskich restauracjach natyka się na wierzycieli upadłych CR Mediów, niegdyś fundatora sukcesu IG.

Możesz zainteresować się również: