Wojna na torach

Eugeniusz Twarog
opublikowano: 03-08-2009, 13:49

Z kukułczego jaja podrzuconego samorządom wykluł się konkurent PKP. Jeszcze nie rozwinął skrzydeł, a już chcą mu je obciąć.

Godzina 18.09. Dworzec Warszawa Centralna. Z peronu podjeżdża pociąg InterRegio. W środku jest ciasno, duszno, o klimatyzacji można pomarzyć. Mimo to frekwencja w pociągu do Krakowa jest taka, że konduktor z trudem przeciska się między pasażerami. Dlaczego? Bo InterRegio kosztuje 40 zł, a bilet na wygodny, klimatyzowany pociąg PKP Intercity, który w tę trasę wyruszy za kilkadziesiąt minut, ponad 100 zł.

— Czy kolej w Polsce musi być taka droga? Nie — mówi Tomasz Moraczewski, prezes PKP Przewozy Regionalne (PKP PR), do których należy marka InterRegio.

W zarządzie spółki jest od marca, a szefuje jej od miesiąca. W tym czasie zdążył sporo pozmieniać w Przewozach Regionalnych. I napsuć niemało krwi PKP. Nie tego spodziewał się państwowy moloch, kiedy wypychał z grupy PKP PR, przekazując przewoźnika samorządom wojewódzkim. Spółka była zakałą PKP: miała zdezelowany tabor i 2 mld zł długu. Oddając zgniłe jajo w ręce samorządów, państwowa kolej pozbywała się problemu. Jak się okazało, problemy dla kolejarzy dopiero się zaczęły. Od kilku miesięcy trwa ostra wojna między kolejami państwowymi i samorządowymi, które nie dają sobie dmuchać w kaszę.

Wrogie działania

Zaczęło się od InterRegio. Dotarliśmy do pisma, jakie Jerzy Krieger, były prezes PKP PR, przedłożył radzie nadzorczej spółki w czerwcu tego roku, a z którego wynika, że Andrzej Wach, prezes PKP, zagroził podjęciem działań odwetowych "w związku z wrogimi działaniami w stosunku do PKP IC poprzez uruchomienie pociągów InterRegio, zagrażających interesom spółki w procesie prywatyzacji". Czy jednak naprawdę chodzi o raptem 41 pociągów, bo tyle ich jeździ pod marką InterRegio? Problemem stają się całe Przewozy Regionalne . I to, że coraz bardziej się stawiają.

Tarcia zaczęły się na początku tego roku. Kiedy w grudniu 2008 r. PKP PR przechodziły w ręce samorządów wojewódzkich, resort infrastruktury zapewniał marszałków, że spółka jest zbilansowana i nie ma długów. Już w styczniu okazało się, że za 2008 r. trzeba zapłacić faktury za 138 mln zł, na co nie ma pieniędzy w kasie. Przewoźnik, któremu groziła utrata płynności, sięgnął więc po pieniądze, jakie z tytułu sprzedaży biletów we własnych kasach należały się PKP IC. W efekcie w tarapaty finansowe wpadły też Intercity. PKP zareagowały więc ostro. W marcu wypowiedziały PKP PR umowy najmu kas biletowych w 67 głównych dworcach. I wtedy Przewozy Regionalne postawiły się po raz pierwszy. Zamiast się ugiąć, w ramach retorsji zapowiedziały, że od lipca przestają sprzedawać bilety dla PKP IC w kasach w ponad tysiącu małych dworców. Dlaczego tak ostro? Jak twierdzą samorządowcy, gdy przejęli realny zarząd nad spółką, zaczęli przeglądać papiery PKP PR. Znaleźli sporo dziwnych rzeczy. Ich zdaniem, na 90 proc. rozmaitych usług zlecanych spółkom z PKP nie ma umów, ale opłacane są one na podstawie o rozporządzenia, ustaleń i cenników sprzed kilku lat. Zdarzało się też nader często, że spółka płaci za coś, z czego nie korzysta. Przykład: miesiąc w miesiąc wydaje po 2,4 tys. za korzystanie z dworca w Tucholi, na którym pociągi PR w ogóle się nie zatrzymują. Płaci też rachunki za PKP IC. Intercity w grudniu 2008 r. przejęło od PKP PR pociągi międzywojewódzkie, ale opłaty dworcowe dalej uiszczała samorządowa spółka. W skali kraju uzbierało się tego na kilka milionów złotych. Tyle pieniędzy rok w rok wypływało ze spółki. Jak twierdzą samorządowcy, absurdów jest więcej. Chociażby prowizje od biletów: ktoś kiedyś ustalił, że PKP IC odpali od każdego biletu sprzedanego w kasie PKP PR 3 proc. Dlaczego tyle? Nie wiadomo. Nie ma umowy. Samorządowcy podnieśli opłatę do 8,5 proc. Tyle samo też płacą PKP IC za bilety sprzedawane np. na Dworcu Centralnym w Warszawie.

— Jakie są koszty Intercity, która sprzedaje setki tysięcy biletów, a jakie nasze, gdy musimy utrzymać kasy na małych dworcach, a przy okazji jeszcze zapewniamy informację głosową oraz stacjonarną dla podróżnych korzystających z pociągów PKP IC? — pyta prezes Moraczewski.

W sprawie marży udało się ostatecznie porozumieć, choć Krzysztof Celiński, prezes PKP IC, uważa, że usługi konkurenta są wysokie.

— Oddajemy PKP PR 8,5 proc. prowizji, chociaż na Dworcu Centralnym w Warszawie sami płacimy 3 proc. Stwierdziliśmy jednak, że w porządku — niech będzie 8 proc., bo sprzedają bilety w małych miejscowościach, gdzie mało ludzi kupuje bilety. Ale to nie może być też tak, że usługa jest tak droga, że pewnie we Francji moglibyśmy te bilety sprzedawać taniej — mówi Krzysztof Celiński.

Udało się też dogadać w sprawie dworców. Wojna nerwów trwała do czerwca i wydawało się, że pasażerowie nie będą mieli gdzie kupić biletów. Ostatecznie PKP i PKP PR zawarły porozumienie, z którego w sumie wszyscy są zadowoleni.

Wyremontowali, oddali

W innych sprawach rozmowy idą bardzo ciężko. Tak jest z lokomotywami. PKP PR chce je kupić od PKP Cargo. Przewozy Regionalne mają lokomotywy (126 sztuk), ale spalinowe, z których tylko 30 w ogóle jest w stanie jeździć. Trzeba dodać, że na liniach wykorzystuje się głównie autobusy szynowe, a nie ciężkie i kosztowne lokomotywy z wagonami. Spółka miała kiedyś lokomotywy elektryczne. Kupiła 60 maszyn od PKP Cargo za 100 mln zł. I wyremontowała. Ale w ramach usamorządowienia musiała je oddać do PKP IC.

1 kwietnia Przewozy Regionalne zaproponowały PKP Cargo wykupienie 29 czekających na naprawę główną lokomotyw. Kontrahent wstępnie przystał na propozycję, ale potem nagle się z niej wycofał i zamiast lokomotyw osobowych zaproponował ciężkie, energożerne towarowe.

— My też potrzebujemy oszczędnych lokomotyw. To jeden z elementów ograniczania kosztów — wyjaśnia Wojciech Balczun, szef PKP Cargo.

I zarabia na nich, wynajmując je PKP PR.

— Stawki za wynajem od Cargo są tak duże, że za równowartość dwuletnich opłat moglibyśmy kupić starą lokomotywę — mówi Robert Nowakowski z zarządu PKP PR.

Na ostro

Ostatnio konflikt się zaostrzył. To znowu efekt kwerendy w papierach spółki. Co roku na wakacje PKP IC wynajmują wagony od Przewozów Regionalnych. Według oficjalnego cennika tej spółki przewoźnik płacił od wagonu 310 zł za dobę. Dlaczego tyle? Umowy nie ma, ale takie były wzajemne ustalenia w ramach grupy.

— Policzyliśmy koszty serwisowania wagonów i wyszło nam, że uczciwa cena, pokrywająca wydatki na przeglądy rewizyjne, to 1800 zł za dobowagon. Jesteśmy skłonni przystać na 310 zł, jeśli Intercity wynajmie wagony na cały rok, a nie na kilkadziesiąt dni w sezonie — mówi Tomasz Moraczewski.

PKP PR wysłały pismo do Intercity, że jeśli nie dostaną obliczonej sumy, wypinają swoje wagony ze składów przewoźnika od 1 sierpnia. Co na to PKP IC? Paweł Ney, rzecznik spółki, uważa za obowiązujący oficjalny cennik. PKP PR wysłały pismo do Intercity, że obowiązują już inne ceny i od soboty liczą sobie za wagon 1800 zł. PKP IC wynajmują 130 wagonów samorządowej spółki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twarog

Polecane