Nie są naukowcami, specami od astronomii i fizyki. Bez profesjonalnego sprzętu analizują dane z emisji radiowej kosmosu, którą rejestruje najczulszy ziemski radioteleskop w meksykańskim Arecibo.
Brzmi prosto? I jest proste. Projekt SETI@Home to naukowe przedsięwzięcie, pożytkujące moc obliczeniową podłączonych do internetu pecetów. Cel? Ambitny — poszukiwanie sygnałów radiowych od pozaziemskich cywilizacji.
Wystarczy ściągnąć odpowiednie oprogramowanie — w postaci wygaszacza ekranu — i się zarejestrować. Program pobiera małe porcje danych z centrali projektu w Berkeley, przetwarza je, a potem przesyła wyniki z powrotem. Zamiast jednego superkomputera w laboratorium naukowym, pracuje mnóstwo mniejszych na całym świecie. Także w Polsce.
— Projekt przełamał mur naukowego getta. W SETI@Home są naukowcy, sekretarki, gospodynie domowe, biznesmeni, politycy, studenci, policjanci, uczniowie. Wszyscy! — dodaje Tomasz Kokowski, pracownik Politechniki Poznańskiej i projektant oficjalnej polskiej strony programu SETI@Home.
Powody
Marcina Klabana (29 lat, warszawiak, fotograf w „Gazecie Wyborczej”) do udziału w SETI@Home namówił przed kilku laty kolega ze Związku Harcerstwa Polskiego. Stworzyli zespół pod nazwą Harcerstwo. Teraz to już kilkanaście osób.
— Zajmuję się tym przede wszystkim w pracy. Jestem tu przez większą cześć dnia. Komputer cały dzień jest włączony. Skoro pojawił się program, wykorzystujący moc mego komputera, której ja w danej chwili nie potrzebuję, by przynieść nauce korzyść, no to czemu nie miałbym jej użyczyć? — mówi po prostu Marcin Klaban.
Maciej Cukrowski (student IV roku elektrotechniki Politechniki Warszawskiej) wraz z przyjacielem bez końca oglądał filmy w stylu „Obcy” i zaczytywał się w książkach o zjawiskach paranormalnych. Najpierw usłyszał kilka słów od kumpla, resztę doczytał w internecie... Nie żałuje czasu poświęcanego projektowi, bo:
— To nie jest przecież zwykłe hobby, takie jak zbieranie znaczków.
Motywacje są różne.
— Od pasjonatów wyciskania ostatnich soków z procesorów poprzez „majsterkowiczów”, stale grzebiących przy usprawnianiu swego udziału w SETI@Home, profesjonalnych informatyków — aż po ideowców, wierzących, że nie jesteśmy sami w kosmosie, no i pragmatyków, którzy wolą zrobić coś pro publico bono — opowiada Tomasz Kokowski.
Razem? W stadzie?
Jedni internauci po prostu ściągają oprogramowanie do komputera i anonimowo poświęcają się hobby. Jak Maciek Cukrowski:
— Wolałem liczyć jako wolny strzelec...
— Inni wchodzą do zespołu lub tworzą własny. Czasami się ścigamy... Kiedyś w pracy zaangażowałem trzy komputery. I tak — w krótkim czasie — udało mi się zająć pierwsze miejsce w grupie... Ale ostatnio kolega zajmował się SETI@home z taką konsekwencją, że mnie przegonił. Ale go ścigam... — przyznaje Marcin Klaban.
Kolorowe wykresy na ekranie komputera, zwłaszcza gdy stoi w pracy, przyciągają czasem wzrok postronnych.
— Reakcje są różne. Najczęściej pobłażanie i uśmiech ze zdaniem w rodzaju: „...Aaaaa, zielone ludki, tak? Powodzenia, wariacie”. Jeśli jednak wytłumaczyć, o co idzie: że to pomysł naukowo-socjologiczny — reakcja się zmienia — opowiada Tomasz Kokowski.
Marcin Klaban od pewnego czasu korzysta z tekstowej wersji oprogramowania — która nie przyciąga już niczyjego wzroku, gdyż nie wygląda efektownie.
— Gdy korzystałem jeszcze z wygaszacza, pytano mnie często, co się dzieje na monitorze mego komputera. Odpowiadałem „Szukam kosmitów!” — uśmiecha się.
Szum z sensem?
To, co badają komputery internautów uczestniczących w SETI@Home — czyli emisja radiowa kosmosu — to dla ucha człowieka zwykły szum. Sęk w tym, by wśród tego jazgotu usłyszeć coś, co nie mogło powstać naturalnie, ale jest sygnałem od obcej inteligencji.
Nie udało się. Jeszcze? Nadal wiele danych czeka w kolejce, by poddać je dokładnej analizie. Rozsiani po świecie ludzie, których „maszynki” nasłuchują, co tam słychać w innych galaktykach, są pewni, że ich zaangażowanie ma sens.
Maciek Cukrowski z wiekiem stał się sceptykiem: od innych cywilizacji dzielą nas odległości, których na razie nie jesteśmy w stanie pokonać. Ale nie żałuje tego, co robi:
— Ten program to działalność naukowa, ale chodzi też o zwykłą ciekawość. Jeśli danych nie zanalizujesz, po prostu się nigdy nie dowiesz... A zanalizujesz — to przynajmniej wiesz, że nikogo tam nie ma, sprawdziłeś.
Tomasz Kokowski zniecierpliwionym i poszukującym szybkich sukcesów poleca grę na giełdzie. A projekt... Ten, kto kiedykolwiek spojrzał w niebo i zastanowił się, co widzi (a jeszcze bardziej — czego nie), wie, że podobnych poszukiwań nie da się mierzyć miesiącami czy latami.
Przeszukiwanie
Spór, czy w ogóle wchodzi w grę kontakt ludzkości z innymi cywilizacjami, toczy się między naukowcami, filozofami, teologami i zwykłymi zjadaczami chleba.
Tak zwany paradoks Fermiego głosi, że jeśli istnieje życie poza Ziemią, to powinniśmy je łatwo odnaleźć — zważywszy na wiek kosmosu, winna powstać już choć jedna cywilizacja, która rozwinęłaby się tak, by kolonizować wszechświat... To jednak tylko jedna z teorii. Naukowcy podkreślają, że badania naukowe w ramach programów kosmicznych trwają bardzo krótko.
Dylematy towarzyszą także uczestnikom SETI@Home. Czego szukają?
Kamil Kowalewski, student Politechniki Łódzkiej i członek zespołu Rzeźnia@Home, tak sobie wyobraża ostateczny cel programu:
— Czy będzie to malutka bakteria na obcym ciele niebieskim, czy sygnał od obcej cywilizacji, będę czuł ogromną dumę. Ludzie mimo słabości techniki — przez wytrwałość, upór i inteligencję — odkryją, że Ziemia nie jest jedynym miejscem we wszechświecie, gdzie może istnieć życie.
— Od ilu lat mówimy o innych światach i innym życiu poza Ziemią? Jeśli zdobędziemy dowód, do wielu ludzi dotrze to, co chętnie powtarzamy, ale — tymczasem — wyłącznie na gruncie filozoficznym. Życie na Ziemi jest regułą, nie wyjątkiem. Wszystko, co nas dziś tak zajmuje, wszystko, o co dziś ze sobą walczymy, nasze ziemskie sprawy nabiorą posmaku małostkowych — spodziewa się Tomasz Kokowski.
Marcin Klaban podkreśla, że dzięki SETI@Home zdobył sporą wiedzę.
— Mimo że program SETI nie przyniósł efektów — wykrycia sygnału od obcej cywilizacji — dalej wierzę tak samo mocno, że życie istnieje, nie wiem tylko, czy jest ono inteligentne i tak zaawansowane technicznie, że wysyła sygnały mówiące o istnieniu w przestrzeń kosmiczną. Dlatego biorę udział w SETI@Home — tłumaczy Kamil Kowalewski.
SETI@Home grupuje ponad 2,5 miliona osób na całym globie. Polska — co do liczebności uczestników — plasuje się 10. miejscu.
Jakie efekty przynosi program? Dyskutanci podkreślają nie tylko wagę ogromnej puli przetworzonych danych, ale także sukces przetwarzania rozproszonego, czyli zachęcenie wielkich rzesz posiadaczy domowych komputerów do współpracy nad analizą danych.
Czy w kosmosie są inne cywilizacje i kiedy uda nam się je odkryć, trudno tymczasem orzekać. Ale pomysłodawcy i uczestnicy SETI@Home mogą pochwalić się pasją, niekłamanym poczuciem użyteczności, zaangażowaniem. Dlatego może warto się zastanowić, co robi nasz komputer, kiedy go nie potrzebujemy do codziennych, banalnych operacji...
Z ostatniej chwili: za przyczyną radioteleskopu z Arecibo na Ziemię trafił radiowy sygnał, którego specjaliści nie potrafią jednoznacznie zinterpretować. A zatem: może....
Tymczasem naukowcy studzą emocje.
