Wszyscy na giełdę nie wejdą

Adrian Boczkowski
09-05-2008, 07:12

W trudnych czasach inwestorzy najchętniej wybierają bezpieczne, duże i płynne spółki. Ale również takie oferty nie gwarantują sukcesu.

Pieniądze wyłożone na akcje Cyfrowego Polsatu, którego ofertę wartą 840 mln zł określono jako sukces, wystarczyłyby na objęcie papierów w 30 mniejszych ofertach. Te jednak ostatnio są odwoływane lub przesuwane. Panem rynku nadal są kupujący. Spółka może liczyć na inwestorów, gdy spełni ich liczne, wyśrubowane wymagania. Nastał czas ostrej selekcji.

Z emisji zrezygnowała nawet dość duża spółka Famed Żywiec, wytwarzająca meble szpitalne. Kupujących było jak na lekarstwo. Niewielu amatorów znalazło również TF SKOK, choć spółka na giełdę trafiła. Oczekiwania cenowe Krosglassu, producenta wyrobów z włókna szklanego, rozminęły się z ofertami rynkowymi, więc ofertę odłożono na czas nieokreślony. Z wejścia na GPW zrezygnował na razie producent żaluzji Vertex. Oficjalnie z powodów formalnych przesunęły się oferty kulinarnej Grupy Kościuszko Polskie Jadło i informatyczno-konsultingowego Trimtabu. Kto następny?

Ważny oferujący

Na rynku pierwotnym ostatnio jest jak na wtórnym. Na giełdzie, jeśli już, to kupowane są głównie duże, płynne spółki, by w razie potrzeby szybko i bezpiecznie z nich wyjść. Dlatego o powodzeniu ofert pierwotnych decyduje wiele czynników.

— Spółka musi pokazać dobre zyski już teraz, zamiast mamić ich jedynie świetlaną przyszłością. Wycena powinna być atrakcyjna, ze wskaźnikiem cena do zysku zdecydowanie poniżej 15. Firma musi działać w branży, która jest uznawana za atrakcyjną i rozwojową. Średnioterminowo to nowe technologie i informatyka, długoterminowo — żywność i leki. Zarząd takiej spółki powinien być dobrze postrzegany na rynku — wylicza Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona.

— Bardzo przydają się także znajomości oferującego z zarządzającymi funduszami, by ci zainteresowali się konkretną spółką — dodaje.

Nie wszystko zależy od emitenta. Sugerowanie racjonalnej wyceny i przekonanie do takiej leży w gestii oferującego, podobnie jak kontakty z inwestorami. Analitycy i zarządzający, anonimowo, dodawali coś jeszcze. Za jedną z nieudanych ostatnio ofert obwiniali brokera.

— Wyjście do rynku z abstrakcyjną wyceną, która windowała wskaźnik do około 30, a później obcięcie ceny emisyjnej o połowę, nie było roztropnym posunięciem. Taki akt desperacji w przeddzień zakończenia zapisów może zdyskredytować nawet dobrą i ciekawą spółkę — tłumaczy jeden z naszych rozmówców.

Rozmiar w cenie

— Dla nas waga spółki w indeksie ma drugorzędne znaczenie. Koncentrujemy się na atrakcyjności firm — zapewnia Błażej Bogdziewicz, doradca inwestycyjny BZ WBK AIB TFI (fundusze Arka).

O tym, że to jednak skala oferty ma znaczenie, przekonany jest Jacek Obrocki, szef wydziału bankowości inwestycyjnej Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

— Gdy na rynku pojawia się duża oferta, zarządzającym bardzo trudno zrezygnować z uczestnictwa. Tym bardziej że muszą patrzeć na benchmarki. A skoro duże spółki mogą wejść do WIG20, to trzeba je mieć w portfelu, tak jak akcje TP, KGHM czy Orlenu — mówi Jacek Obrocki.

Podaż na wtórnym

Wiadomo nieoficjalnie, że przed ofertą Cyfrowego Polsatu fundusze wyprzedawały na GPW część akcji innych firm.

— To była konieczność, bo umorzenia wciąż górują nad wpłatami — tłumaczą zarządzający.

Dodają, że większej po- daży ze strony TFI, o ile sytuacja się nie zmieni, można spodziewać się przed pla- nowanymi, miliardowymi ofertami prywatyzacyjnymi, np. Polskiej Grupy Energetycznej.

— Generalnie jednak struktura popytu na rynku pierwotnym się zmieniła. Teraz debiutanci mogą liczyć na pieniądze przede wszystkim od OFE, które inwestują długoterminowo — komentuje Jacek Obrocki.

Ostatnie ofiary rynku pierwotnego

Famed

126 mln zł - Taka była maksymalna wartość oferty.

Zapisy miały się odbyć w kwietniu. Na wstępie widełki cenowe obniżono z 20-24 zł za akcję do 18-22 zł. W trakcie oferty cenę obniżono do 12 zł za papier, choć oferujący, BM BGŻ, wyceniał akcję na ponad 20 zł. Spółka zrezygnowała.

Krosglass

50 mln zł - Taka była maksymalna wartość oferty.

Po book buildingu w poniedziałek i wtorek spółka zrezygnowała. To była już druga próba wejścia na GPW. Powód? Wyceny inwestorów rozmijają się z wartościami, jakie są do zaakceptowania przez firmę. Zapisy planowane na 7-9 maja odwołano.

Hefal Serwis

19,9 mln zł - Taka jest maksymalna wartość oferty.

Losy oferty się ważą. Zapisy w transzy otwartej miały trwać od wczoraj do 16 maja. Wynikiem budowania księgi popytu w miniony poniedziałek i wtorek jest zawieszenie oferty. Podobno toczą się rozmowy z inwestorami instytucjonalnymi.

Klucz to płynność, zyski i marka

Jacek Radziwilski, dyrektor zarządzający w Unicredit CA IB Polska

O powodzeniu dużej oferty Cyfrowego Polsatu decydowały trzy gówne czynniki. Po pierwsze — ze względu na skalę oferty zapewniono inwestorom płynność na giełdzie. Dziś na rozchwianych rynkach na całym świecie udają się te IPO, które dają pełną swobodę inwestycyjną. Po drugie — bardzo ważny jest model biznesowy. Inwestorzy muszą bardzo dobrze go ocenić. Model powinien być przewidywalny, przynajmniej w średnim okresie. Chodzi tu o przychody i zyski.

Racjonalna wycena na pewno pomaga , czego dowodem jest chociażby oferta Trakcji Polskiej. Akcje za 160 mln zł nie zainteresowały globalnych graczy, ale na krajowe warunki była to już gwarancja dostatecznej płynności, a wskaźnik C/Z był zbliżony do średniej giełdowej. Po trzecie — Cyfrowemu Polsatowi pomogła znana powszechnie marka, czego większość debiutantów nie ma. Mniejszym ofertom, które są przesuwane czy wręcz odwoływane, przeszkadza również duży spadek aktywności drobnych inwestorów, których spłoszyły spadki indeksów. To potrwa jeszcze przynajmniej kilka miesięcy.

Dobre spółki się sprzedadzą

Mirosław Saj, analityk DnB Nord

T o, że mniejsze oferty sprzedają się gorzej niż większe, wynika z mniejszej aktywności inwestorów indywidualnych. Dla funduszy inwestycyjnych oferty, których wartość wynosi 20 mln zł, nie są zbyt bezpieczne. Chodzi tu głównie o płynność akcji. Dlatego gwarantem sukcesu małych emisji na rynku pierwotnym są przede wszystkim drobni inwestorzy. Problem jednak w tym, że ci, z powodu kiepskiej koniunktury na giełdzie, zaczynają szukać bezpieczniejszych lokat.


Coraz częściej giełdowi inwestorzy przerzucają pieniądze na lokaty. To sugeruje, że w przyszłości też nie będzie łatwo o powodzenie małych emisji. Tendencję na rynku może odwrócić duża prywatyzacja, która zakończyłaby się sukcesem. Mogłaby ona ściągnąć sporą rzeszę drobnych inwestorów na rynek pierwotny, a później również na giełdę. Jednak nie wszystkie małe oferty skazane są na porażkę. Spółki z ciekawą perspektywą i godziwymi zyskami się sprzedadzą.

Liczymy głównie na instytucje

Jacek Obrocki, dyrektor wydziału bankowości inwestycyjnej Beskidzkiego Domu Maklerskiego

Jesteśmy tylko doradcami. To nie my podejmujemy decyzję, czy zrezygnować z IPO. W niektórych przypadkach rekomendujemy jednak przesunięcie oferty. Głównie wtedy, gdy pieniądze z emisji nie są kluczowe dla spółki, lub można zmienić strukturę finansowania, np. pomóc sobie długiem.

Dyskusje z emitentami na temat wyceny są zawsze. Domy maklerskie reprezentują przecież zarówno interesy debiutantów, jak i inwestorów. Muszą więc dążyć do „złotego środka”, godząc oczekiwania dwóch stron. Spółki, które niedługo będziemy oferować (Vimex i BPSC) są zdrowe, o dobrych perspektywach rozwoju, a oferty nie są zbyt duże wartościowo. Sądzę, że bez problemu znajdziemy nabywców. Liczymy jednak głównie na instytucje, bo gracze indywidualni są nieprzewidywalni. Widać ogólną tendencję, że dla drobnych inwestorów przeznacza się coraz mniejszą część ofert. Przed rokiem było to jeszcze około 30 proc., dziś nawet poniżej 10 proc.

Drobni muszą wrócić na rynek

Marek Świętoń, analityk Ipopema

Jest kilka powodów mniejszego zainteresowania małymi i średnimi spółkami z rynku pierwotnego. Jeden z nich to mniejsza aktywność inwestorów indywidualnych. Kolejny to systematyczny odpływ pieniędzy z funduszy, które operują w sektorze małych i średnich spó- łek. Nie bez powodu instytucje, które już mają inwestować na giełdzie, wybierają duże spółki, z wyższą płynnością.

Jest szansa, że w perspektywie 2-3 lat na rynek wróci kolejna fala zainteresowania małymi i średnimi spółkami. Pod jednym warunkiem — PKB musi przyśpieszać z kwartału na kwartał, a stopy procentowe będą relatywnie niskie.

Adrian Boczkowski, a.boczkowski@pb.pl 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Wszyscy na giełdę nie wejdą