Wyboiste drogi polskich czempionów

MICH, MZAT, KAP
opublikowano: 28-11-2018, 22:00

Kandydatów do ekspansji międzynarodowej nie brakuje, ale nawet najwięksi mierzyli się w ostatnich latach z poważną restrukturyzacją.

O potrzebie wykreowania polskich czempionów na miarę Apple’a, Coca-Coli czy Samsunga słychać w Polsce od lat. Poszukiwane są technologiczne jednorożce i firmy przemysłowe, które mogłyby przeprowadzić prawdziwie globalną ekspansję. Nad przykładami sukcesów nie trzeba się długo zastanawiać — kosmetyczny szyld Inglota widać w najdroższych lokalizacjach na całym świecie, Can-Pack zaopatruje przemysł spożywczy w opakowania z 25 fabryk rozsianych na różnych kontynentach, a chemia budowlana Seleny trafia do 70 krajów.

Kraj to za mało...

Jednocześnie niektóre, całkiem duże spółki z grubym portfelem kontraktów, niemałymi ambicjami światowymi i stawiane za przykład jako międzynarodowi, intensywnie rozwijający się czempioni, walczą właśnie o wyjście na prostą.

To nie tylko Ursus, stawiany za przykład ekspansji w Afryce i zdobywający kolejne warte po kilkadziesiąt milionów dolarów kontrakty, ale i m.in. Pesa, uznawana przez lata za jednego z liderów polskiego przemysłu. Bydgoska firma zdobyła przed kilkoma laty wiele kontraktów na rynek niemiecki nie mając jeszcze wówczas uzyskanej homologacji, a więc dopuszczenia pojazdów na tory naszych sąsiadów. Jednocześnie w Polsce zdobyła pokaźną liczbę zamówień na tramwaje i pociągi z krótkimi terminami wykonania. W efekcie czempion stał się dostawcą awaryjnych pojazdów, z których wiele klientów było niezadowolonych, a banki odmówiły spółce dalszego finansowania. Pojawiła się wizja bankructwa, przed którymPesę mógł uratować inwestor. Wśród potencjalnych kandydatów byli gracze zagraniczni, ostatecznie zainwestował Polski Fundusz Rozwoju. Z niemieckimi odbiorcami udało się porozumieć.

Na giełdzie jedna z najgłośniejszych i najbardziej spektakularnych historii wielkiej ekspansji, a później wielkich problemów, dotyczyła spółki Integer.pl, stworzonej i kierowanej przez Rafała Brzoskę. Integer przez lata budował pozycję na polskim rynku pocztowym, odbierając klientów Poczcie Polskiej m.in. dzięki listom dociążanym blaszkami, dzięki czemu omijano państwowy monopol na najlżejsze przesyłki. Krajowe podwórko było jednak za małe dla ambicji Rafała Brzoski. Spółka zainwestowała w sieć maszyn do nadawania i odbierania przesyłek (tzw. paczkomaty), a potem postanowiła rozwinąć ją w skali międzynarodowej. W 2012 r. powstawała koncepcja easyPack — projektu budowy europejskiej sieci kilkunastu tysięcy paczkomatów. Zainwestował w nią m.in. fundusz PineBridge, a giełdowy kurs Integera dynamicznie piął się w górę. Nie szły za tym jednak wyniki, a rozstawiane poza granicami Polski paczkomaty nie osiągały rentowności.

Paczkomatowa sieć polskiej firmy przeżyła spore perturbacje na początku 2017 r. w związku z problemami Integera z obsługą zadłużenia i pozyskaniem kapitału na rozwój. Zakończyło się to zdjęciem spółki z giełdy przez fundusz Advent, działający w porozumieniu z Rafałem Brzoską. Zgodnie z publikowanymi na GPW sprawozdaniami finansowymi na koniec 2016 r. spółka miała 5,8 tys. paczkomatów w kilkunastu krajach, przede wszystkim w Polsce (2,1 tys.), Wielkiej Brytanii (1,2 tys.) oraz Francji i Włoszech. Wraz z eskalacją kłopotów paczkomaty były wycofywane z „najmniej perspektywicznych krajów", czyli Rosji, Ukrainy i Malezji, skąd trafiały przede wszystkim do Polski.

Teraz Integer, już poza giełdą, ciągle rozwija sieć. W połowie września w paczkomaty zainwestował amerykański fundusz KKR, który zagwarantował 125 mln EUR finansowania dla spółki w ciągu blisko sześciu lat.

...a świat jest skomplikowany

Planami ekspansji zagranicznej kusiły też inwestorów giełdowych obecne na GPW spółki telemedyczne, typowane na polskie jednorożce, takie jak Medicalgorithmics czy Braster. W ubiegłorocznym rankingu Giełdowa Spółka Roku, tworzonym przez „PB" w oparciu o ankiety wśród analityków, maklerów i doradców inwestycyjnych, Braster zwyciężył w kategorii „innowacyjność produktów i usług", a Medicalgorithmics było w niej trzecie.

Ostatnie miesiące były jednak dla branży trudne. Tak Medicalgorithmics, którego biznes opiera się na dystrybucji w USA urządzenia do badania pracy serca, jak i Braster, produkujący urządzenie do samodzielnego badania piersi, są właśnie w trakcie przeglądu opcji strategicznych. Braster, który zapowiadał globalną sprzedaż urządzenia, ale na razie sprzedaje pojedyncze sztuki tylko w Polsce, pracuje dodatkowo nad emisją akcji, bo zgodnie z wypowiedziami zarządu spółki pozyskane z poprzedniej emisji pieniądze na rozwój działalności wystarczą tylko do końca drugiego kwartału przyszłego roku.

Od początku roku giełdowe notowania Medicalgorithmics obsunęły się o 84 proc. Kurs Brastera w tym czasie spadł o 75 proc. Ze stawaniem się liderem w regionie jest więc zazwyczaj znacznie trudniej, niż się wydawało.

— Rozwój firmy to ból. Trzeba zatrudniać pracowników, wchodzić na nowe rynki. To operacyjnie bardzo skomplikowany proces i nawet dojrzałe organizacje nie zawsze sobie z tym radzą — mówi Nina Suffczyńska-Hałabuz z The Boston Consulting Group. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MICH, MZAT, KAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Wyboiste drogi polskich czempionów