Wybory służą szarej strefie

Eugeniusz TwarógEugeniusz Twaróg
opublikowano: 2019-02-13 22:00

Do zamrażalnika trafiają projekty ustaw, które mogą nie spodobać się wyborcom. Taki los stał się udziałem regulacji rynku płatności bezgotówkowych

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • dlaczego PiS nie chce pracować nad ustawą, która ma uszczelnić system podatkowy
  • jakie inne projekty ustaw są zagrożone

Tegoroczna zima zdaje się odpuszczać, natomiast coraz większym chłodem wieje z Rządowego Centrum Legislacji (RCL), gdzie lądują projekty ustaw, które, gdyby nie rok wyborczy miałyby szanse na uchwalenie. Lista niewygodnych z PRowskiego punktu widzenia przepisów jest długa i obejmuje, wydawać by się mogło, niewinne regulacje. W szufladzie produktów głęboko zamrożonych spoczęła nowela ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z rozwojem płatności elektronicznych, który nakłada na sprzedawców/ usługodawców obowiązek przyjmowania płatności elektronicznych. Projekt jest korzystny dla budżetu i wpisuje się w kampanię uszczelniania systemu podatkowego, gdyż daje szanse na ograniczenie szarej strefy, jednak od ponad roku nie może uzyskać akceptacji rządu. I nie zanosi się, żeby szybko dostał, bo na razie znalazł się wśród „półkowników”, które mogą narazić się w wyborach suwerenowi.

BRAMKARZ:
BRAMKARZ:
Jacek Sasin, minister, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ma klucz do włączania zielonego światła dla projektów ustaw lub ich stopowania. W selekcji pomaga mu Centrum Studiów Strategicznych.
Fot. Krystian Maj-FORUM

Uszczelnianie systemu podatkowego

Prace nad projektem zaczęły się dwa lata temu. Był on szeroko konsultowany z partnerami społecznymi i jesienią trafił do rządu, a w listopadzie 2017 r. został opublikowany na stronach RCL. I tam utknął. Trzy razy był wpisywany na agendę Komitetu Stałego Rady Ministrów i za każdym razem wypadał z grafiku. Ostatnia próba przepchnięcia projektu przez rząd zakończyła się fiaskiem na początku stycznia. Kiedy znowu znajdzie się w wykazie prac komitetu, nie wiadomo.

Co niebezpiecznego jest w ustawie wspierającej obrót bezgotówkowy? Pozornie nic. Projekt jest jednym z kluczowych elementów rządowego programu PiS z 2016 r. „Paperless, cashless Poland”, który ma przestawić kraj i gospodarkę z obrotu papierowego na elektroniczny. Pierwotne plany były ambitne na miarę Szwecji, gdzie konsekwentna polityka państwa doprowadziła niemal do zupełnego wyrugowania gotówki z obiegu. Polska z każdym rokiem dość dynamicznie podnosi poziom akceptacji kart. Przeciętnie, jak podaje NBP, w 2017 r. na jednego mieszkańca przypadało 101 transakcji kartą rocznie. W Danii 366, a w Szwecji 333. Z drugiej strony, statystyczny Niemiec płacił kartą ledwie 54 razy. Tyle, że nasi sąsiedzi generalnie lubią gotówkę, ale płacą nią oficjalnie, a nie pod stołem, jak to jest w wielu krajach UE, łącznie z Polską.

Resort rozwoju (obecnie Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii) uznał, że unowocześnienie gospodarki wymaga zmiany przyzwyczajeń płatniczych i przestawienia kraju na płatności elektroniczne. Cyfryzacja transakcji handlowych pomogłaby stworzyć szereg nowych usług (w oparciu o analizę big data z zakresu transakcji kartowych) oraz uderzyć w szarą strefę, która w Polsce wciąż stanowi niemały margines. Firma EY w raporcie „Szara strefa w Polsce. Rola płatności gotówkowych i elektronicznych” z 2016 r. wartość niezarejestrowanych transakcji gotówkowych w 2014 r. oszacowała na 12,4 proc. PKB. Z daniem autorów badania, wzrost płatności kartowych o 100 proc. doprowadziłby do spadku szarej strefy o 2,3 proc. PKB i przyniósłby budżetowi większe wpływy rzędu 0,4 proc. PKB.

Żeby przymusić rynek do ujawnienia obrotów, resort rozwoju pierwotnie proponował, żeby wszędzie tam, gdzie stoi kasa fiskalna, zainstalowany był terminal POS, a punkt handlowo-usługowy miał obowiązek honorowania płatności kartowych. Kas fiskalnych w kraju jest około 1,2 mln. Terminali, wtedy, dwa lata temu, 300 tys. Pomysł spotkał się ze zdecydowanym oporem innych resortów i Narodowego Banku Polskiego, jako idący zbyt daleko, jeśli chodzi o nakładanie nowych obciążeń dla przedsiębiorców, bo obowiązek nabycia terminala wiązałby się z kosztami. Resort rozwoju ugiął się i przygotował znacznie łagodniejszą wersję projektu, pozbawioną regulacyjnego pazura, który nakłada obowiązek honorowania płatności elektronicznych przez akceptantów, czyli kart, BLIKA, a także zwykłych przelewów. Zwolennicy obrotu bezgotówkowego zwracali uwagę na pozorność regulacji, gdyż wystarczy, że przedsiębiorca wywiesi informację, że akceptuje płatność zwykłym przelewem, co pozwoli wypełnić ustawowy obowiązek, a celu, jakim jest ograniczanie gotówki w obiegu, wcale nas nie przybliży.

Z zamrażalnika do lodówki

Projekt trafił do RCL w listopadzie 2017 r., w politycznie kiepskim momencie, gdyż był to okres nasilającego się konfliktu między premier Beatą Szydło, a Mateuszem Morawieckim, wicepremierem i ministrem rozwoju i finansów. Inicjatywy ustawodawcze wychodzące z podległych mu resortów czekała ścieżka zdrowia, żeby uzyskać akceptację rady ministrów. Rekonstrukcja rządu w grudniu dawała nadzieję, że projekt uzyska zielone światło, jednak w 2018 r. dwa razy „spadł” z harmonogramu prac stałego komitetu. Potem musiał konkurować o miejsce z innymi, bardziej palącymi projektami, aż wreszcie w grudniu ubiegłego roku, w poprawionej przez resort przedsiębiorczości wersji ponownie trafił do RCL. Na początku stycznia, żeby usunąć wszystkie niejasności, ministerstwo zaprosiło na trójstronne spotkanie NBP i Ministerstwo Finansów. Resort przedsiębiorczości liczył, że 10 stycznia zajmie się nim rząd. Nie zajął się.

— Projekty ustaw rozpatrywane są w kontekście wyborów, tego czy spodobająsię wyborcom, czy nie. Jakiekolwiek kontrowersje mogą wyeliminować projekt. Tak stało się z regulacją rynku płatności, potężne opóźnienie ma ustawa o kasach online. Z tego względu niewiele brakowało, by do lamusa trafił projekt ustawy o REITach — mówi jeden z naszych rozmówców, zbliżony do rządu.

Nasze źródła twierdzą, że selekcja odbywa się na poziomie szefa w kancelarii rady ministrów przy aktywnym udziale Centrum Analiz Strategicznych. Poprosiliśmy KPRM o komentarz do naszych informacji, jednak nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Ustawa o kasach fiskalnych miała obowiązywać od początku tego roku. Tymczasem na razie wydarzyło się niewiele — sejmowa komisja finansów przekazała ją do podkomisji ds. podatków.

— Z zamrażalnika trafiła do lodówki — mówi jeden z naszych rozmówców.

Nie udało nam się skontaktować z Wiesławem Janczykiem (PiS), szefem podkomisji. Paulina Henning-Kloska z Nowoczesnej, członkini podkomisji mówi, że projekt został przyjęty przez podkomisję pod koniec stycznia. Nie mamy informacji, kiedy zajmie się nim komisja. Przyznaje, że w pracach nad projektem można wyczuć kontekst polityczny związany z obawami, jak zostanie odebrana przez wyborców podwyżka kosztów funkcjonowania związana z obowiązkiem instalacji kas.

Terminalizacja za prywatne pieniądze

Całej sprawie smaczku dodaje fakt, że rok temu, w lutym, rząd zmusił sektor finansowy: banki, firmy kartowe, agentów rozliczeniowych do powołania programu wspierania programu rozwoju sieci terminali płatniczych. Z prywatnych pieniędzy został stworzony fundusz, z którego finansowana jest akcja instalacji POS-ów w małych i średnich firmach, na preferencyjnych warunkach. W ciągu trzech lat sieć akceptacji ma powiększyć się o 600 tys. urządzeń.

— Liczyliśmy na minimalne wsparcie regulacyjne rządu, żeby wzorem innych krajów również ustawowo wzmocnić rynek płatności elektronicznych. Na razie doczekaliśmy się ustawy, zgodnie z którą pracownik z automatu dostaje wynagrodzenie na konto, chyba, że zażyczy sobie gotówki do ręki. O transferach społecznych na konta, czy karty przedpłacone nie ma mowy. Podobnie jak o ulgach podatkowych — mówi przedstawiciel sektora finansowego.

Możesz zainteresować się również: