Wtorek upłynął pod znakiem kontynuacji przeceny
największych spółek co tym razem przełożyło się na pozostałą część rynku choć w
dużo mniejszym stopniu. Początek środowych notowań zapowiadał dalsze kłopoty
"byków". Indeks WIG20 otworzył się blisko 50 pkt. poniżej zamknięcia dnia
poprzedniego. Jednak ta przecena okazała się bodźcem dla kupujących i wszystkie
podstawowe indeksy zgodnie poruszały się ku górze. WIG20 urósł o 1,67%, a
indeksy małych i średnich spółek lekko poniżej 0%. Potwierdzeniem siły
kupujących były wyższe obroty przekraczające 1,7mld.
W czwartek mieliśmy do
czynienia z najciekawszą sesja w perspektywie minionego tygodnia. Głownie za
sprawą wydarzeń politycznych, które tym razem przełożyły się na notowania
giełdowe. Wniosek o aresztowanie biznesmena Ryszarda Krauzego wpłynął w sposób
drastyczny na przecenę spółek z jego imperium. Bioton i Prokom były głównymi
motorami spadków indeksu WIG20. W piątek indeksy już na otwarciu odrobiły połowę
czwartkowej emocjonalnej przeceny. WIG20 konsekwentnie podążał do góry (wzrost
około 3%), druga linia utrzymywała poziom z otwarcia w pierwszej fazie notowań
później poszła w ślady największych spółek. Najbliższe wsparcie dla WIG20 to
środowy dołek czyli około 3465 pkt. opór stanowi poniedziałkowy szczyt 3639
pkt.
Japonia, Chiny, Indie,
Po próbie odreagowania w
zeszłym tygodniu korekty trwającej blisko miesiąc czasu na giełdzie w Tokio
notowania giełdowe obecnego tygodnia również były sygnałem powrotu byków na
parkiet. Opublikowane w środę dane dotyczące sprzedaży detalicznej za miesiąc
lipiec były znacznie gorsze od prognoz analityków i wywołały przecenę akcji o
1.69%. Z kolei piątkowe dane odnośnie inflacji, która konsekwentnie od sześciu
miesięcy spada wraz z mniejszym bezrobociem i nieco lepszym wskaźnikiem PMI za
sierpień, były wsparciem do kontynuacji wzrostów. Dodatkowo od 29 sierpnia
widoczna jest dynamiczna deprecjacja yena względem dolara, która w piątkowe
południe osiągnęła poziom 116.4 sugerując powrót operacji carry trade i
mniejszej awersji do ryzyka na bardziej ryzykowne papiery wartościowe. Ostatnie
trzy dni kwotowań osłabiły wartość yena o 2% windując ceny walorów giełdowych
największych eksporterów do góry. Na tle całego tygodnia indeks Nikkei225 zyskał
blisko 2% a wśród spółek najlepiej radziły sobie te skupione wokół sektora
surowcowego, metalowego i chemicznego.
Z kolei na giełdzie w Shanghaiu
notowania przebiegały w podobnym klimacie jak te w kraju kwitnącej wiśni. Na
spadek rzędu 1.64% w środku tygodnia niewątpliwie wpływ miały spadające mocno
indeksy w Stanach Zjednoczonych. Natomiast pozostałe dni były korzystne dla
inwestorów. Indeks SCI po raz kolejny pobił w ostatnim czasie nowy rekord
przekraczając poziom 5.200 pkt. Zdecydowany wpływ na taki obraz sytuacji miały
opublikowane sprawozdania spółek a szczególnie banków, które wykazały iż 1471
notowanych na giełdzie firm uzyskało łączny przychód ponad 460 miliardów dolarów
co stanowi wzrost o 25% do roku poprzedniego. Do chwili obecnej ze złożonych
przez 13 banków notowanych na giełdzie raportów sprawozdawczych wynika iż łączny
zysk netto wzrósł o 57%. Dodatkowo kupujących na giełdzie wspierają informacje o
przewidywanych procesach konsolidacyjny jak choćby fuzja Shanghai Power i
Shanghai Electric w sektorze energetycznym. W ujęciu obecnego tygodnia indeks
SCI wzrósł o 2.19%.
Natomiast w południowej części Azji na giełdzie w
Bombaju ten tydzień stał pod wyraźnym znakiem przewagi popytu, której efektem
były wszystkie sesje wzrostowe. Ewidentnym sygnałem do zakupów były dane o
wzroście gospodarczym za drugi kwartał, który wyniósł 9.3% i był o 0.2% lepszy
od poprzedniego. Tak dynamiczny wzrost, który był większy od prognoz analityków
może spowodować powrót Banku Centralnego do zaciskania polityki monetarnej.
Jedynym z czynników który może odwlec taką decyzję mogą być informacje o
utrzymaniu się inflacji poniżej 4%. W chwili obecnej w wyniku takiego obrotu
sytuacji rentowność dziesięcioletnich obligacji spadła powodując wzrost cen
papierów dłużnych. Z kolei indyjska rupia od początku maja znajduje się w
trendzie bocznym wyznaczonym kanałem wahań 41.70 a 40.33 sugerując utrzymanie
się sentymentu inwestycji w ryzykowne papiery na tym rynku. Na tle całego
tygodnia indeks największych trzydziestu blue chipów BSE30 zyskał 6.07%.
Europa Zachodnia
Drugi tydzień z rzędu
sytuacja na rynkach Eurolandu ulegała stabilizacji. Im bliżej końca tygodnia tym
lepsze nastroje panowały wśród inwestorów Starego Kontynentu. Główne
zachodnioeuropejskie indeksy w ujęciu tygodniowym zgodnie wylądowały na
lekkim plusie, a frankfurcki DAX i paryski CAC40 zbliżyły się zyskiem do poziomu
2 proc. Sytuacja była determinowana uspokajającymi wieściami zza oceanu, z
piątkową konferencją prezydenta Busha włącznie.
Przez pierwsze dwie sesje na
rynkach panowało pewne wyczekiwanie, natomiast ostatnie trzy dni notowań to
wprawdzie lekka, ale coraz bardziej widoczna przewaga popytu nad podażą.
Inwestorzy w końcu chłodniejszym analitycznym okiem zerkali na kryzys na
amerykańskim rynku kredytów hipotecznych, a coraz większą uwagę zwracali na
czynniki fundamentalne, przede wszystkim na publikowane wyniki kwartalne
europejskich spółek. A te, w przypadku kilku koncernów, pozytywnie zaskoczyły
rynek. Dobrych nastrojów nie popsuły zgodne z oczekiwaniami dane o bezrobociu w
Niemczech na poziomie 9 proc. oraz w całym Eurolandzie na poziomie 6,9 proc. W
piątek rynki pozytywnie zareagowały na propozycję prezydenta Busha dotyczącą
pomocy administracyjnej przy rozwiązaniu kryzysu na amerykańskim rynku
sub-prime.
Warto wspomnieć w tym miejscu o branży bankowej, tak bardzo
narażonej przez ostatnie tygodnie na negatywną ocenę przez rynek. Powoli zaczyna
krystalizować się tendencja, że należy najpierw zaczekać na informacje, które
europejskie banki poniosły wymierne straty w związku z sytuacją za oceanem,
zamiast dawać negatywne rekomendacje całemu sektorowi. Europejscy inwestorzy
chyba zaczynają powoli wierzyć, że globalne problemy na rynku kredytowym będą
ograniczone tylko do części sektora finansowego i nie pogorszą stanu światowej
gospodarki. Czas pokaże czy w najbliższych tygodniach przekształci się to w
przewagę popytu nad podażą.
Europejskie Rynki Wschodzące
W mijającym
tygodniu mieliśmy do czynienia z kontynuacją wzrostów zapoczątkowanych w połowie
sierpnia. Indeksy regionu podążały w ślad za amerykańskimi indeksami, osiągając
coraz wyższe poziomy. Liderem wzrostów okazały się giełdy w Bułgarii i w Turcji,
zyskując w ujęciu tygodniowym około 7%. Najsłabiej spisały się główne indeksy
giełd w Pradze i na Węgrzech (około 1%)
Prawdopodobnie już jesienią możliwy
będzie debiut zagranicznych spółek na giełdzie w Rosji. Pierwszeństwo będą miały
spółki z dawnych republik radzieckich. Na pewne ułatwienia będą mogły również
liczyć firmy, które są już obecne na innych rynkach.
W Pradze natomiast
szykują się pierwsze debiuty giełdowe. Na rynku akcje chce zaoferować spółka AAA
Auto - największa w naszym regionie sieć komisów samochodowych. Według Petra
Koblica, prezesa giełdy w Pradze, można oczekiwać w sumie pięciu debiutów
w tym roku.
Zmniejsza się wskaźnik zaufania estońskich konsumentów. W
sierpniu spadł on do poziomu minus 2 (z plus 3 w lipcu) i jest najniższy od
września 2005. Przyczyną są coraz gorsze prognozy dotyczące finansów państwa,
jak i gospodarstw domowych.
Stany Zjednoczone
W obecną kryzysową
sytuację na rynkach finansowych po raz drugi angażuje się sam Prezydent USA
Georgie. W. Bush. Tym razem zapowiadając konkretne administracyjne działania,
mające na celu pomóc "najbardziej potrzebującym" kredytobiorcom. A więc klientów
rynku subprime, którzy stoją w obliczu utraty domów z powodu solidnych spóźnień
w spłatach kredytów. Jak w praktyce wyglądać będą te działania, przekonamy się
zapewne wkrótce. Wszak sytuacja wymaga szybkiego działania i jak pisaliśmy w
poprzednim komentarzu, kto może pomóc, robi to. Widać zaangażowanie, od
instytucji finansowych, czy banków centralnych, po samą aż głowę państwa.
Do
tej pory strategiczny ruch Fedu z 17 sierpnia br. Wydaje się przynosić efekty.
Obniżenie stopy dyskontowej umożliwiło tańszy kredyt dla banków komercyjnych i
przez ostatnie 2 tygodnie zaobserwować można było eksploatację tego kanału
kredytowego. Jak donoszą raporty w ostatnich dniach aktywność wć/w kanału
kredytowego zaczyna słabnąć, co może świadczyć o zażegnywaniu problemu płynności
na rynkach finansowych.
Kolejny spodziewany ruch Fedu obniżający stopę
bazową, może nastąpić 18 września br.
Jeśli do tego czasu rynki finansowe
nie zaprotestują wyprzedażą, można będzie uznać równy miesiąc (17.08-18.09)
aktywnych działań Fedu za całkiem udany.
Jakkolwiek nie można zapominać o
rynku nieruchomości, który może sprawiać wciąż wiele problemów. Wyhamowanie
spadku cen i redukcja zapasów niesprzedanych domów to najważniejsze kwestie. W
mijającym tygodniu okazało się, że na rynku wtórnym kolejny miesiąc z rządu
spadła sprzedaż. Trochę mniej niż oczekiwano, aczkolwiek osiągane są nowe minima
od wielu lat.
W mijającym tygodniu poznaliśmy drugie przybliżenie PKB i
deflatora za 2 kw. br. Wynik PKB jest całkiem niezły, natomiast miernik inflacji
jest zgodny z prognozą. Przychody Amerykanów wzrosły o 0.5% w lipcu, to
najlepszy wynik od 4 miesięcy, wydatki również wzrosły o 0.4%.
Dobra
informacją jest również wzrost zamówień fabrycznych w lipcu. Piątkowe otwarcie
głównych indeksów sugeruje spory potencjał do wzrostów. Na pewno konsumowane są
niezłe dane makro i postawa Busha. Warto mieć na uwadze, też pozycje wyjściową
inwestorów, którzy toczą jakby cichy, korespondencyjny pojedynek z szefem Fedu,
przed jego piątkowym oświadczeniem.
Spodziewano się sugestii co do (obniżki)
stopy bazowej. Ben Bernanke potwierdził gotowość Fedu do podjęcia stosownych
działań. Zasugerował również, iż te działania to będzie efekt raczej "dobrej
woli" niż powinności.
W poniedziałek USA świętuje (Dzień Pracy), tak więc
piątkowy przebieg sesji może być bardzo esencjonalny. Wszak to ostatni dzień
miesiąca i być może solidna zaliczka na początek września dla wszystkich.
Surowce
Cena ropy naftowej typu Brent w
kontraktach terminowych wzrosła o ponad 6% i wynosi ponad 72 dolarów za baryłkę.
W ostatnim czasie na kształtowanie się cen miały wpływ zawirowania na rynku
finansowym w USA oraz prognozy meteorologiczne (huragany). Po zmniejszeniu
wpływu tych czynników wróciły na rynek czynniki fundamentalne czyli relacje
rynkowe na linii podaż popyt. Skutkiem wzrostu cen ropy w tym tygodniu były
m.in. informacje o stanie zapasów w USA. Jak podał we środę amerykański
Departament Energetyki rezerwy ropy spadły o 3,49 mln baryłek, czyli o 1,03% do
poziomu 333,6 mln baryłek. Był to aż dwukrotnie większy spadek niż spodziewali
się analitycy, co spowodowało, że ceny w tym dniu rosły najbardziej dynamicznie.
Ponadto dużą uwagę przywiązuje się do wrześniowego spotkania krajów OPEC. Przed
wystąpieniem kryzysu w USA zamierzano podnieść wydajność wydobycia, co wiązałoby
się ze zwiększonymi dostawami ropy na rynek i spadkiem cen. Jednak teraz
sytuacja nie jest tak klarowna, gdyż z podobną historią mieliśmy do czynienia w
listopadzie 1997 roku, gdzie podwyższono wydajność o 10%, a potem nastąpiło
załamanie się azjatyckiego rynku finansowego i drastyczne spadki cen ropy na
świecie w ciągu następnych dwóch lat. Obecnie zwiększenie wydajności może
spowodować podobną reakcję rynku, ponieważ trudna sytuacja w Stanach
Zjednoczonych może ograniczyć popyt na ten surowiec.
Z odwrotną sytuacją niż
na ropie mieliśmy do czynienia na rynku miedzi. Miedź zdrożała o 0,5% pomimo
wzrostu zapasów w magazynach. Tona tego metalu kosztuje 7400 dolary. Rezerwy
miedzi wzrosły o 275 ton (0,2%) do niespełna 139 tys. ton. Jest to najwyższy
stan zapasów od 21 maja, a ponadto rosły one przez 11 kolejnych dni z rzędu, co
nie zdarzyło się od stycznia br.
Złoto także kończy tydzień na plusie ze
wzrostem ceny o 0,7%. Za uncje tego metalu płaci się obecnie 672 dolaróy. Wzrost
cen złota to efekt osłabiania się dolara amerykańskiego do głównych walut, co
szczególnie widać było we środę, gdzie dolar mocno zyskiwał wobec euro
(najwięcej od dwóch tygodni) a złoto równie mocno traciło na wartości. Kruszec
ten obecnie znajduje się w trendzie bocznym i porusza się w przedziale 655-685
dolarów za uncję. Jeśli nie napłyną na rynek informacje np. o popycie ze strony
największych konsumentów tego surowca to o kierunku zmian nadal będzie decydować
zachowanie się amerykańskiej waluty.
Waluty
W tym tygodniu pojedynek EUR/USD
zakończył się zwycięstwem amerykańskiej waluty wynikiem 1,3560. Jednak trzeba
zaznaczyć, że euro nie poddawało się i próbowało przejąć inicjatywę,
doprowadzając kurs do poziomu 1,3717. Niestety "uderzenia" dolara były bardziej
zdecydowane. Tak obrazowo można przedstawić zachowanie się tych walut. Poniżej o
tym jak ten pojedynek przebiegał i co wpłynęło na końcowy wynik.
Opublikowana
w poniedziałek informacja o sprzedaży domów na rynku wtórnym w USA okazała się
lepsza od prognoz (-1%) i wyniosła -0,2%. Dodatkowo plusem dla dolara była
informacja, że Europejski Bank Centralny raczej nie będzie podnosił stóp
procentowych na najbliższym posiedzeniu.
Komunikat po posiedzeniu FED, który
został przedstawiony we wtorek nie wniósł wiele nowego. W skrócie - sytuacja w
sektorze finansowym jest poważna, a to może wymusić zmiany w polityce
monetarnej. Kurs EUR/USD spadł do minimalnego poziomu w minionym
tygodniu.
Znaczną zmianę odnotowano w ilości noworejestrowanych bezrobotnych,
których liczba wzrosła do 334 tys. i była o 14 tys. wyższa od prognoz.
Wydatki amerykańskich konsumentów wzrosły w lipcu po 0,4 proc,. natomiast
przychody wzrosły o 0,5 proc. Rynkowe prognozy zakładały wzrost odpowiednio na
poziomie 0,4 i 0,3%. W lipcu PCE core - bazowy wskaźnik wydatków osobistych -
wzrósł o 0,1% m/m i 1,9 r/r. Ta ostatnia informacja jest ważna dla FED w
kontekście ewentualnej zmiany stóp procentowych. Kursy złotówki do dolara i euro
kształtowały się odpowiednio na poziomach 2,78-2,83 oraz 3,81-3,84.
Ważną
informacją dla naszego rynku było podniesienie stóp procentowych przez RPP do
poziomu 4,75% oraz opublikowany raport o PKB za II kwartał. Dowiedzieliśmy się z
niego, że produkt krajowy brutto zwiększył się rok do roku o 6,7% czyli o 0,7%
więcej od prognoz. Było to dużym, oczywiście miłym, zaskoczeniem dla
ekonomistów. Spory wpływ na ten wynik mógł mieć wzrost zapasów w firmach. To
według Pani minister finansów oznacza, że presja inflacyjna będzie znacznie
mniejsza.
OKIEM DORADCY
W tym tygodniu najciekawszym dniem był zdecydowanie czwartek. Z jednej strony wystartował nowy rynek NewConnect, z drugiej strony właśnie w czwartek mieliśmy do czynienia z nerwową reakcją giełdy na wydarzenia ze sceny polityczno-biznesowej. NewConnect ma być w założeniach "przedsionkiem dla giełdy", miejscem debiutu dla spółek młodych i innowacyjnych. Ryzyko inwestycyjne jest na nim zdecydowanie wyższe niż na tradycyjnym parkiecie. Pierwszy dzień pokazał szansę dużych zysków, na razie głównie jednak dla określonej grupy inwestorów, którzy otrzymali akcje w ramach tzw. private placement. W czwartek zadebiutowało 5 spółek, już we wrześniu planowany jest debiut kilku kolejnych podmiotów, a do końca roku ma ich być przynajmniej kilkanaście. Czas pokaże czy New Connect powtórzy sukces analogicznych rynków działających w Europie Zachodniej. Drugim wydarzeniem było zamieszanie na styku polityki i biznesu i informacja o prawdopodobnym aresztowaniu Ryszarda Krauze. Nie łączyłbym wczorajszej przeceny z bieżącymi wydarzeniami na scenie politycznej. Potwierdzają to chociażby zeszłotygodniowe notowania, kiedy szaleństwo polityczne osiągnęło poziomy absurdu, a indeksy rosły na dobre. Natomiast czwartkowa przecena dotknęła głównie spółki ze stajni tegoż biznesmena, psując jednocześnie atmosferę na całym rynku. Bioton, Prokom czy Petrolinvest solidarnie traciły od kilku do kilkudziesięciu procent. Po dzisiejszych notowaniach, także tych spółek, widać wyraźnie, że reakcja rynku była mocno przesadzona.