XTB: Czy warto rezygnować ze złotego?

XTB DM
opublikowano: 2008-12-03 16:03

Zwolennicy euro przekonują, że wspólna waluta byłaby dla polskiej gospodarki gwarantem stabilności. Przeciwnicy ostrzegają przed podwyżkami, które najboleśniej odczuliby niezamożni Polacy. Postanowiliśmy więc sprawdzić, co dla naszych portfeli oznaczałoby przyjęcie euro od 1 stycznia 2008 r. 

Bieżący rok był dla polskiej waluty niezwykle dynamiczny. W pierwszej połowie polski złoty systematycznie się umacniał, czego apogeum zaobserwowaliśmy latem. Dolar zbliżył się do granicy 2 zł, a frank szwajcarski spadł nawet poniżej. Rekordowo tanie były też inne waluty, w tym euro. Jednak gdy świat zaczął zmagać się z kryzysem finansowym, złotówka bardzo szybko straciła na wartości w stosunku do najważniejszych walut.

– Polska ciągle jeszcze zaliczana jest do grupy gospodarek rozwijających się. Dlatego, gdy inwestorzy zaczęli wycofywać swoje inwestycje, ważniejsze od korzystnych wskaźników stało się ogólne postrzeganie tej grupy jako bardziej narażonej na ryzyko. Efektem było osłabienie walut tych krajów  – wyjaśnia Krzysztof Dankowski, analityk walutowy Domu Maklerskiego X-Trade Brokers.

– Pod tym względem o wiele lepiej prezentuje się euro, które postrzegane jest jako waluta bardziej stabilna, choć kraje Zachodniej Europy rozwijają się relatywnie wolniej niż Polska. Z pewnością nasza obecność w unii monetarnej uchroniłaby gospodarkę przed tak dużymi wahaniami kursów.

Analizując wartość złotówki na przełomie 2007 i 2008 r. można przyjąć, że kurs przeliczeniowy 3,50 zł za 1 euro byłby bardzo realną perspektywą. Jak wpłynęłoby to na portfel przeciętnego obywatela?

1. Kredyt hipoteczny
Olbrzymia większość zaciąganych w Polsce kredytów hipotecznych denominowana jest
we frankach szwajcarskich. O wiele mniej w rodzimej walucie, a kredyty w euro i dolarach
to praktycznie margines. Od początku roku kredytobiorcy z radością spoglądali na spadający kurs franka. Szybko jednak sytuacja uległa drastycznej zmianie i to frank z każdym dniem umacniał się wobec złotego. Prześledźmy los kredytobiorcy, który swoje raty spłaca dokładnie pierwszego dnia każdego miesiąca, od stycznia do listopada br. W styczniu jego rata, przeliczona z franków na złote wynosiła 1000 zł, a z franków na walutę Unii
– 276,70 euro. Licząc po kursie 3,50, byłoby to 968,46 zł.

Statystyczny kredytobiorca spłaciłby 10 836,41 zł lub 3 153,68 euro (przy kursie 3,50 byłaby to równowartość 11 037,87 zł). Jak się okazuje, w skali 10 miesięcy br. utrzymanie polskiej waluty przyniosło oszczędności.

– Niezależnie od przyjętego kursu wymiany, możemy zaobserwować dwie prawidłowości. W pierwszej połowie roku złoty umacniał się w stosunku do franka szwajcarskiego znacznie mocniej niż euro. Jednak w momencie kryzysu tendencja odwróciła się, europejska waluta łagodniej osłabiała się wobec franka i umacniała w stosunku do złotówki – mówi Krzysztof Dankowski z DM X-Trade Brokers.

2. Zarobki Polaków w Anglii
Wiele osób, które zdecydowały się na wyjazd zarobkowy do Wielkiej Brytanii deklaruje,
że po zgromadzeniu odpowiednich oszczędności, wrócą do Polski. Zarobione na obczyźnie pieniądze chciałyby zainwestować we własne firmy lub zakupić nieruchomości. Część z nich regularnie przesyła środki do ojczyzny, wspomagając w ten sposób rodziny. Sprawdźmy,
jaką wartość miałoby 100 funtów, przesyłane do kraju każdego pierwszego dnia miesiąca.

Przez większą część roku większe korzyści dałaby obecność w Polsce euro. Również łączna kwota, choć nieznacznie, przemawia na korzyść wspólnej waluty – jej wartość przeliczona po kursie 3,50 to 4 948,47 zł. W sytuacji, gdy nadal posługujemy się polskimi pieniędzmi, uzyskujemy 4 852,74 zł.

3. Zakupy w USA
Niższe ceny oraz niezwykle słaby w środku roku dolar spowodowały, że coraz częściej Polacy decydowali się na zakupy w Stanach Zjednoczonych. Dotyczyło to przede wszystkim samochodów, komputerów i sprzętu elektronicznego. Zobaczmy więc, ile pieniędzy musielibyśmy przeznaczyć na zakupy warte 100 dolarów.

Okazuje się, że przeliczając dolary na złotówki zapłacimy mniej, niż przeliczając je na euro. Jednak, co widać na wszystkich trzech wykresach, ostatnie miesiące nie były dla polskiej waluty już tak korzystne. W dobie kryzysu to euro ma się lepiej, jest mniej podatne
na emocjonalne działania inwestorów, wycofujących się przede wszystkim z rynków rozwijających się.

– W mijającym roku mogliśmy przekonać się, jak kursy walut zależne są od wielu czynników gospodarczych i politycznych. Dlatego tak ważne jest, aby moment w którym euro zastąpi złotówkę został starannie wybrany, a Polska odpowiednio do tego przygotowana
– podkreśla Robert Kosowski, Dyrektor Marketingu Domu Maklerskiego X-Trade Brokers.

Jak zarabiać na walutach?
Złotówka zyskuje w stosunku do euro, ale traci do funta. Może warto sprzedać funty
za złotówki i kupić za nie euro, a potem szybko wymienić je na dolary? Amerykańska waluta może się jeszcze umocnić. Ale jak to zrobić? W kantorze się nie uda, bo nie możemy tam dokonywać innych transakcji niż z udziałem złotówek. Nie kupimy więc dolarów za euro.

W banku zajmie to pewnie kilka dni, ryzykujemy więc że kursy zmienię się na tyle, iż zamiast zysków zanotujemy straty. Jak zrobić to szybko i tanio?

Na polskim rynku finansowym istnieje kilka podmiotów, które umożliwiają dostęp do Foreksu, czyli międzynarodowego rynku walut (w uproszczeniu, w rzeczywistości obracamy na nim kontraktami terminowymi na pary walutowe). Wystarczy otworzyć rachunek u jednego
z brokerów, wpłacić stosunkowo niewielki depozyt (np. 2000 zł), a dzięki mechanizmowi dźwigni finansowej można już obracać naprawdę dużymi kwotami. Zanim się na to zdecydujemy, warto potrenować na wirtualnym kapitale. Służy do tego wersja demonstracyjna systemu transakcyjnego, którą można pobrać ze strony www.xtb.pl

– Od momentu, kiedy do Polski dotarły skutki kryzysu finansowego w USA obserwujemy wzrost zainteresowania Foreksem. Przybywa kont rzeczywistych i wirtualnych. Przyczyna jest prosta – na zmianach kursów walutowych można zarabiać również w czasie spadków
– Robert Kosowski z DM X-Trade Brokers.