Z pewną taką ostrożnością

Adrian Chimiak
opublikowano: 27-06-2006, 00:00
Obserwuj w MójPB:

Sukces firma zawdzięcza dokładnej analizie umów. Dzięki niej unika podejrzanych kontraktów.

M+ to przedsiębiorstwo rodzinne. Jego filary tworzą: syn — właściciel, matka — prezes, i ojciec — dyrektor generalny. Jedna ze specjalności firmy to burzenie budynków.

— Przy rozbiórce nie używamy dynamitu. To niebezpieczne, nie ma się pewności, czy zakończy się sukcesem. Poza tym w rurach i pojemnikach mogą zalegać substancje, które podczas eksplozji mogłyby skazić środowisko — opowiada dyrektor Janusz Klimek.

Sposobem na bezpieczne rozebranie budynku jest sześćdziesięciotonowa koparka z 25-metrowym wysięgnikiem. Nożyce, rozwarte na metr, wbijają się w konstrukcję. Łatwo tną metal i kruszą beton.

— Potrafimy też budować. Wykonujemy m.in. konstrukcje żelbetowe. Z gruzu po wyburzonych obiektach robimy materiał na podłoże do budowy dróg. Jest tańszy niż naturalny tłuczeń (70 proc. ceny) — zapewnia dyrektor.

Klarowne umowy

Firma uczestniczyła w budowie wielu odcinków dróg w Kędzierzynie-Koźlu, lecz coraz chętniej układa kanalizację, m.in. w gminie Reńska Wieś, Ujazd, Kędzierzyn-Koźle, Pawłowiczki. Przez najbliższe 10 lat może to być jedno z podstawowych źródeł jej dochodów.

— Wejście do Unii przyspieszyło decyzje gmin o budowie ciągów sanitarnych — mówi Janusz Klimek.

Jednak sceptycznie podchodzi do dotacji. Wierzy, że najwięcej osiąga się własną pracą. Doświadczenie zdobywał w Zakładach Azotowych w Kędzierzynie-Koźlu (jest inżynierem energetykiem), przez wiele lat prowadził własną firmę, również w branży budowlanej.

— Jak wybuduje się jeden dom, to drugi będzie lepszy i większy. Założyłem więc kolejną firmę. Teraz nadszedł czas przekazywania jej w młode ręce — mówi biznesmen.

Gdy najstarszy syn jest w domu (kończy UJ, zaczyna studia w Wiedniu), przeglądają razem umowy.

— W negocjacjach nieważne są uśmiechy i modne buty. Sukces zawdzięczamy dokładnej analizie umów. Gdy pełno w niej odnośników do specyfikacji, załączników i słynnych gwiazdek, zapala mi się w głowie czerwona lampka. Z kolei gdy rozmowy przebiegają zbyt łatwo, prawie na pewno na koniec wyskoczy z kapelusza jakiś królik — zdradza Janusz Klimek.

Przez pięć lat działalności firma zrealizowała kilkaset zleceń i tylko za dwa nie otrzymała jeszcze zapłaty.

— Wolimy nie wchodzić w niepewne inwestycje. Często bierzemy udział w przetargach. To, co dotąd zrobiliśmy, broni się samo. Mamy mnóstwo listów referencyjnych — podkreśla przedsiębiorca.

Ostrożność przejawia się również w bardzo ograniczonym działaniu marketingowym.

— Naszym odbiorcą nie jest Kowalski, lecz duże podmioty gospodarcze i gminy. Potrafimy wyprodukować 100 metrów sześciennych betonu na godzinę — mówi dyrektor Klimek.

Pracownicy z zewnątrz

Firma osiągnęła optymalną wielkość (95 zatrudnionych, 22 mln zł obrotu rocznie). Właściciele chcą się teraz skupić na doskonaleniu jej funkcjonowania. Nie szukają rynków za granicą i nie planują ekspansji w głąb kraju. Zaczynają się za to borykać z brakiem pracowników.

— To skutek wyjazdów na Zachód. Radzimy sobie tak, że wynajmujemy hotel robotniczy w Zdzieszowicach, w którym zakwaterowani są chętni do pracy z Górnego Śląska, Częstochowy i z Limanowej — twierdzi Janusz Klimek.

W Zdzieszowicach M+ ma zakład produkcyjny. W Kędzierzynie-Koźlu — biurowiec. 20 km dzielące te miejscowości nie przeszkadza dyrektorowi Klimkowi. W samochodzie może zebrać myśli, przygotować się do kolejnych zadań.

— Niektórzy żartują, że szefem należy się urodzić. Ja do tego dochodziłem stopniowo, przy sporym wsparciu żony, która ma intuicję w interesach. Wydaje mi się, że odpowiednio skompletowałem załogę, która utożsamia się z firmą. Ludzie z zewnątrz myślą: „O, poszczęściło mu się, ma stanowisko”. Nikt nie patrzy na to, ile w pracy zostawia się zdrowia, ile było wieczorów spędzonych w pustych gabinetach. Rodzina musi na tym tracić — przyznaje biznesmen.

Jego niespełnionym marzeniem są konie. Chciałby mieć własnego, ale jeszcze na to za wcześnie. Śmieje się, że na razie musi poprzestać na owczarku niemieckim. Bliższe spełnienia może się okazać inne marzenie.

— Pracuję przy betonie, żelbetowych konstrukcjach, chemii. Czekam, kiedy w końcu będę mógł porządnie skosić trawę — wzdycha Janusz Klimek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane