Nowy budżet wygląda dobrze, ale tylko w perspektywie jednego roku — twierdzi BCC. I walczy o złagodzenie podwyżki składek ZUS dla biznesu.
Główną zaletą projektu budżetu na 2005 r. jest ograniczenie deficytu oraz potrzeb pożyczkowych państwa. Wadą — to, że z deficytem rząd walczy trwale podnosząc podatki, a wydatki tnąc tylko na jeden rok. Taka jest opinia Business Centre Club (BCC), jednej z trzech organizacji pracodawców zasiadających w Komisji Trójstronnej.
Dalej od euro
— Budżet hamuje przyrost nierównowagi, ale nie zapobiega jej narastaniu w przyszłości. Nie przybliża więc nas do wprowadzenia euro — ocenia Marek Goliszewski, prezes BCC.
Najbardziej budżetowi mają pomóc wpływy z akcyzy (wzrost o 13,5 proc.), a także dodatkowe 700 mln zł rekompensaty budżetowej z UE, ale takich funduszy w przyszłości nie będzie.
Ograniczanie dynamiki wydatków BCC ocenia jako krótkoterminowe. Rząd odsunął w czasie rewaloryzację rent i emerytur, a jednocześnie zaplanował podwyżkę składek ZUS dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Obecnie przedsiębiorcy płacą je od 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia, niezależnie od dochodu.
Rząd chce ich obłożyć składką progresywną o dziewięciu progach odpowiadających od 60 do 180 proc. średniej płacy.
Cień nadziei
Jest jeszcze szansa na złagodzenie podwyżki. Od piątku toczą się bowiem intensywne konsultacje organizacji biznesowych z Krzysztofem Paterem, ministrem polityki społecznej. Minister twierdzi, że obecnie składka od przedsiębiorców nie pokryje przyszłych świadczeń dla nich.
— Resort ma nam przedstawić wyliczenia, jaka składka pokryłaby te wydatki. Kolejne spotkanie zaplanowaliśmy na czwartek — mówi Zbigniew Żurek, wiceprezes BCC.