W czwartek wchodzi w życie znowelizowana ustawa o zamówieniach publicznych. Praktyka pokaże, czy spełnia oczekiwania rynku.
Głównym zamierzeniem wprowadzenia zmian do prawa o zamówieniach publicznych było uproszczenie i skrócenie procedur przetargowych. Ponad 200 poprawek może jednak nie zadowolić przedsiębiorców, bo obok wielu ułatwień wkradły się też przepisy utrudniające życie.
— Uważam, że zmiany w ustawie poszły w dobrym kierunku, jednak ostateczną ocenę wystawi życie. Obawiam się tylko tego, że jak zwykle praktyka dnia codziennego, „twórcza” interpretacja przepisów, zamiast usprawnić proces, może go utrudnić. Sformułowania ustawy wcale nie są łatwe, a materia prosta — mówi Piotr Stefaniak, prezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości.
Plus czy minus
Znacznym uproszczeniom uległy procedury przy zamówieniach o wartości nie przekraczającej 60 tys. EUR. Ograniczono też prawo wykonawców do protestu i przesunięto na zleceniodawcę podejmowanie decyzji o zawarciu umowy wieloletniej. Ustawa wprowadziła również nowy tryb udzielania zamówienia — dialog konkurencyjny oraz możliwość zawierania umów ramowych. To wszystko ma skrócić czas i zmniejszyć koszty oraz uprościć procedury.
— Do ułatwień zaliczyć też można m.in. zmianę ustawowego terminu składania ofert i wniosków z 15 na 7 dni, brak możliwości składania odwołania i skargi (wykonawcy mogą jedynie wnosić protest) czy ostateczność rozstrzygnięcia protestu przez zamawiającego — wymienia Marek Pankowski, prezes F5 Konsulting.
Inne zdanie ma w tej sprawie Ewa Wiktorowska, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Konsultantów Zamówień Publicznych.
— Rzeczywiście ta zmiana uprości procedury, ale termin złożenia ofert w ciągu 7 dni od daty publikacji jest za krótki. Sporządzenie oferty wymaga przecież czasu. Moim zdaniem, w tym terminie wykonawcy nie będą w stanie przygotować rzeczywiście dobrych ofert. Dlatego trzeba będzie liczyć na życzliwość zamawiającego, któremu zależy przecież na dobrych ofertach, a nie tylko na czasie — przestrzega Ewa Wiktorowska.
W oczekiwaniu
Od czwartku przedsiębiorcy biorący udział w przetargach będą mieli też prawo do uzupełnienia lub zmiany wadliwych dokumentów w trakcie trwania procesu przetargowego. Ponadto jeśli dostawy lub usługi mają charakter standardowy, a ich wartość nie przekracza 211 tys. zł, mogą być licytowane elektronicznie. Wykonawca musi jednak posiadać podpis elektroniczny.
Według nowych przepisów, duża grupa beneficjentów zostanie wyłączona z obowiązku stosowania się do ustawy. Chodzi o jednostki niepubliczne, które zamówienia realizują z udziałem środków publicznych, w tym pieniędzy unijnych.
— Jednostki te będą musiały stosować ustawę wyłącznie wtedy, gdy zostaną spełnione trzy warunki: ponad 50 proc. wartości zamówienia finansowane będzie ze środków publicznych, jednocześnie wartość tego zamówienia przekraczać będzie 211 tys. EUR dla dostaw i usług lub 5,28 mln EUR dla robót budowlanych, a przedmiotem zamówienia będą określone rodzaje robót albo usług — wyjaśnia Marek Pankowski.
Co z umowami, które już zostały zawarte? Zgodnie z ustawą pewna grupa przedsiębiorców nie powinna się do niej stosować, natomiast według podpisanych umów taki obowiązek istnieje.
— Trudno jest samodzielnie podjąć decyzję, czy muszę stosować ustawę czy nie. Dlatego do umów powinny być dołączone aneksy, które by to określały. Projekty tych aneksów przygotowuje właśnie Ministerstwo Rozwoju Regionalnego — wyjaśnia Ewa Wiktorowska.