Zaklajstrować i odepchnąć

Jacek Zalewski
22-07-2011, 00:00

Tytuł streszcza odnoszące się do greckiego długu przesłanie wczorajszego szczytu siedemnastu państw członkowskich Eurolandu. Taka jest bowiem istota desperackich wysiłków utrzymania chwiejącej się kostki domina ważącej 350 mld EUR. Konsekwencją jej upadku i popchnięcia nieporównanie cięższych kostek Włoch i Hiszpanii, a także Portugalii i Irlandii, mogłoby być bankructwo całej wspólnej waluty. Dlatego wymyślane są tak pokrętne mechanizmy, jak… selektywna niewypłacalność Grecji, umożliwiająca skupowanie zdyskontowanych obligacji i ich umarzanie, a także wymienianie przez sektor prywatny na papiery o wydłużonym terminie zapadalności.

Unijna klasa polityczna zasadnie jest przerażona, albowiem dekadę temu to właśnie ona złamała ustalone przez siebie reguły, w ogóle przyjmując Grecję do strefy euro. Przypomnijmy, że gdy wspólna waluta wchodziła 1 stycznia 1999 r. w formie bezgotówkowej, to Grecja została od niej odpędzona. Ale potem jednak przyjęta i 1 stycznia 2002 r. wprowadzała wspólną walutę do obiegu już jako pełnoprawny współzałożyciel Eurolandu. W zestawieniu z kryteriami z Maastricht tamta decyzja Rady Europejskiej, Komisji Europejskiej oraz Europejskiego Banku Centralnego była gigantycznym samooszustwem. Osobiście do tej pory jestem przekonany, że czysto politycznym jej powodem była okoliczność, iż… banknoty euro zostały wyemitowane z napisami w alfabecie łacińskim i greckim.

Szczyt w Brukseli potwierdził, że w każdym unijnym zestawie absolutnie pierwsze skrzypce grają Niemcy i Francja. Niezależnie od iluzoryczności środków ratunkowych, w wigilię szczytu najpierw uzgodnili je kanclerz Angela Merkel i prezydent Nicolas Sarkozy, którym asystował szef banku centralnego Jean-Claude Trichet. Wykonawcą ich decyzji wyznaczony zaś został kierujący szczytem Herman Van Rompuy. Trudno o bardziej jaskrawy dowód realnej miałkości całej tej naszej prezydencji Rady UE. Jako zaglądający na podwórko euro jedynie zza płota, mamy mniejszy tytuł do wypowiadania się niż… San Marino, Monako i Watykan. W tym kontekście teza, że Grecja stała się jednym z najważniejszych problemów, z którymi ambitnie mierzy się polska prezydencja, to jakaś totalna abstrakcja.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Zaklajstrować i odepchnąć