Zanika handel na fixingu
Po zlikwidowaniu pojedynczego fixingu, do dwukrotnych notowań jednolitych przeniesiono 60 spółek. Mimo zmian, które miały ożywić handel na warszawskiej giełdzie, aktywność inwestorów systematycznie spada. Podczas gdy w marcu na 34 spółkach notowanych na fixingu średni dzienny obrót przekraczał jeszcze 2 mln zł, tak w maju, na akcjach 93 firm średni handel w tym systemie wyniósł niespełna 1,4 mln zł. Po sesji 5 czerwca wskaźnik płynności 77 walorów nie przekraczał 0,1 proc., a na 34 papierach nie zawarto żadnej transakcji.
Te liczby jednoznacznie wskazują, że aż 41 proc. spółek notowanych na warszawskiej giełdzie pozostaje poza kręgiem zainteresowań graczy. Ruchy cen akcji tych spółek są praktycznie nie do przewidzenia, co obniża wiarygodność tych walorów. Akcje tych spółek w efekcie skazane są na marginalizację. Bardzo wysokie ryzyko inwestycyjne i charakter wykresów cenowych, wymykający się analizie technicznej, odstrasza nielicznych już inwestorów indywidualnych.
Na szczęście fixing systematycznie starają się opuścić kolejni emitenci, którzy zdają sobie sprawę z istniejących zagrożeń i starają się przypomnieć o sobie graczom. Niedawno do handlu ciągłego przeniosły się BOŚ i Poligrafia. O tym, jakie korzyści płyną z takiego awansu, świadczy przypadek Kompapu. Spółka ta przeniosła się 18 kwietnia do notowań ciągłych i ostatnio jest w centrum zainteresowania nie tylko handlujących, ale również analityków.