FAKTY
Prezydent Lech Kaczyński wygrał wizerunkowe starcie (tylko wizerunkowe) z na co dzień znacznie lepiej prezentującym się w mediach premierem Donaldem Tuskiem. Niestraszny był mu brak samolotu i marsowe miny szefa rządu. Głowa państwa do Brukseli poleciała, poklepała premiera, usiadła i wróciła w chwale. Prezydent okazał determinację, okraszoną rzadkim u niego uśmiechem, a jednocześnie zmusił Donalda Tuska do ukazania bardziej chmurnego oblicza.
PRZYCZYNY
Spadające notowania sondażowe prezydenta skłoniły go do faktycznego rozpoczęcia kampanii wyborczej. Rywalizacja z Tuskiem trwa od poprzednich wyborów prezydenckich, ale jesienią weszła w nową fazę. Prezydent, uskrzydlony gruzińskim wiecem, zyskał energię i przystąpił do ofensywy. Z jednej strony pozyskiwanie elektoratu podczas tournée po Polsce z okazji 90. rocznicy odzyskania niepodległości, z drugiej: blokada poczynań rządu i prowokowanie go do nerwowych ruchów.
SKUTKI
Polska polityka wejdzie w fazę jeszcze ostrzejszego zwarcia; tym bardziej że Kaczyński chce pognębić Tuska nie tylko jako rywala w wyborach prezydenckich, ale i po to, by otworzyć bratu drogę powrotu na fotel szefa rządu. Co jakiś czas premier z prezydentem po kolejnych spotkaniach ogłoszą zawieszenie broni, ale walka stanie się coraz bardziej zajadła. Prezydent jest na dobrej drodze, by przejąć inicjatywę i zepchnąć rząd do defensywy. Łatwo nie będzie. Ale ostro — pewnie tak.
