Zaufałem prezesowi Optimusa

Anonimowy Inwestor
opublikowano: 2002-06-17 00:00

Kurs Remaku nie przestaje piąć się do góry. To bez wątpienia najszybciej rosnąca spółka, jaką do tej pory kupiłem. W czwartek notowania osiągnęły poziom 2,59 zł. W ciągu zaledwie 3 tygodni na jednej akcji zarobiłem 25 groszy. Fakt, że jestem posiadaczem 750 walorów opolskiej spółki, sprawia, że mój portfel stał się grubszy dokładnie o 187,5 zł.

Przed ponad tygodniem sprzedałem akcje Elektrobudowy. I wcale tego nie żałuję. Od tamtej pory spółka przez cały czas traci na wartości. Myślę, że zalecenie jednego z większych rodzimych domów maklerskich mówiące o potencjale wzrostowym do poziomu 31,30 zł można spokojnie włożyć między bajki. Nie będę wskazywał palcem, kto popisał się tak „celną” rekomendacją, ale uważny czytelnik znajdzie szybko właściwą odpowiedź. Szkoda tylko, że po raz kolejny sprawdziło się znane porzekadło, według którego „mądry Polak po szkodzie”...

Na pewno nie będę miał do nikogo (oprócz siebie) pretensji, jeśli stracę na Optimusie. Przed tygodniem zapowiadałem, że będę się mu bacznie przyglądał i prawdopodobnie kupię akcje nowosądeckiej spółki. Stało się to szybciej, niż sądziłem. Postanowiłem zaryzykować. Wiadomo, że czas potrafi być największym wrogiem, ale i przyjacielem gracza giełdowego. Spóźnialscy mogą nie zdążyć za ruszającym pociągiem. A sytuacja w Optimusie na początku ubiegłego tygodnia jako żywo przypomniała mi chwilę, gdy padają słowa „proszę wsiadać, drzwi zamykać”. Stwierdziłem więc, że nie ma na co czekać, tylko czym prędzej trzeba zajmować miejsce w przedziale.

Do dyspozycji miałem niecałe 940 zł. Pod koniec poniedziałkowej sesji notowania spółki zaczęły rosnąć i ostatecznie zamknęły się na poziomie 7,75 zł. We wtorek miałem dylemat: czy kupować na otwarciu, czy trochę poczekać na określenie się trendu? Wybrałem drugi wariant. Całe szczęście, bo tuż po rozpoczęciu notowań kurs Optimusa zaczął spadać. Jednak po osiągnięciu dziennego dołka w rejonie 7,6 zł kurs następnie odbił się i zaczął dynamicznie rosnąć. Postanowiłem kupić 115 walorów spółki po cenie 7,7 zł. Zlecenie zostało zrealizowane tuż przed godziną 12.00. Pod koniec dnia cena wzrosła do 7,8 zł. Środa nie przyniosła wielkich zmian, natomiast w czwartek przecierałem oczy ze zdziwienia. Oto bowiem tuż przed godziną 14.00 akcje Optimusa rynek wyceniał aż na 8,4 zł. Piątek był dniem korekty całego rynku, a nowosądecki producent komputerów nie zdołał się temu przeciwstawić. Jestem jednak dobrej myśli. Czwartkowa sesja utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie stracę na tej inwestycji.

To już druga spółka w moim portfelu, przy kupnie której nie kierowałem się radami specjalistów, lecz posłuchałem swej intuicji. Nauczka z Elektrobudową spowodowała, że na pewien czas postanowiłem nie korzystać z porad specjalistów. Nie oznacza to jednak, że nie będę pilnie śledził płynących z domów maklerskich zaleceń inwestycyjnych. Zamiast jednak angażowania realnych pieniędzy będę inwestował „na sucho”. Dzięki temu będę na bieżąco zorientowany, jak mają się sugestie analityków giełdowych do późniejszej rzeczywistości, a jednocześnie uniknę strat. Nie spodziewam się, by moje „papierowe” inwestycje zakończyły się znacznymi zyskami — chodzi po prostu o to, by sprawdzić rzetelność prognoz analityków. Uprzedzam, że będę zwracał uwagę tylko na rekomendacje „kupuj” — to wszak one właśnie są najbardziej poszukiwane przez drobnych akcjonariuszy takich jak ja.

Możesz zainteresować się również: