Zdolność adaptacji broni gospodarkę

Ignacy Morawski
opublikowano: 2021-11-29 20:00

Nowa fala pandemii nie pogorszyła nastrojów w biznesie. Może to wskazywać, że gospodarka nabyła zdolność adaptacji do podwyższonej niepewności. Ale jednocześnie rząd ma mniej instrumentów reagowania na ewentualne wstrząsy.

Listopad upływał w gospodarce pod znakiem narastających obaw przed różnymi wstrząsami – cenami energii, kryzysami geopolitycznymi, nową falą pandemii, a ostatnio nowym wariantem koronawiursa: omikronem. Te wszystkie zjawiska prawie w ogóle nie przełożyły się na nastroje przedsiębiorstw, przynajmniej w ujęciu zagregowanym. Nastroje są zaskakująco dobre, co pokazują najnowsze wyniki badań publikowanych regularnie przez Eurostat. Najwidoczniej w gospodarce rozwinęły się mechanizmy adaptacji do podwyższonej niepewności i zmienności otoczenia.

Indeks nastrojów gospodarczych ESI (od ang. economic sentiment indicator) w Polsce osiągnął w listopadzie najwyższy poziom od lipca 2017 r. W Unii Europejskiej ESI minimalnie się obniżył, ale była to zmiana niemal niewidoczna. Pokazuję to na wykresach (pierwszy panel po lewej stronie).

W Polsce poprawę nastrojów widać we wszystkich sektorach – od przemysłu przez budownictwo po handel i usługi. Intrygujący jest fakt, że nastroje w usługach są najlepsze od września 2019 r., mimo że ten sektor jest (wraz z handlem) teoretycznie najbardziej narażony na efekty pandemii.

Jedynym wskaźnikiem, który wyraźnie obniżył się w listopadzie, był indeks nastrojów konsumentów. Oznacza to, że osoby prywatne znacznie gorzej reagują na różne wstrząsy ekonomiczne pojawiające się w ostatnich tygodniach niż przedsiębiorcy i menedżerowie. Dlaczego? Odpowiedź wydaje się oczywista. To efekt inflacji. Wzrost cen jest wyższy niż wzrost jednostkowych kosztów pracy (płace podzielone przez wydajność pracy), co sprawia, że zyskowność firm się poprawia, a konsumenci realnie tracą.

Tym samym nastąpiło odwrócenie sytuacji sprzed pandemii – wtedy nastroje konsumentów były dużo lepsze niż przedsiębiorców i menedżerów. Wtedy jednak realne płace rosły szybko, a marże firm były niższe.

Jeżeli w Polsce zostaną wprowadzone restrykcje na wzór Austrii czy Słowacji, to nastroje w biznesie na pewno szybko się pogorszą. Na razie jednak nie zmierzamy w tym kierunku. Nie sądzę też, byśmy wrócili do schematów z przeszłości i głębokich dołków pojawiających się w takich warunkach. Firmy się czegoś nauczyły, konsumenci też się nauczyli. Egzystencjalny strach już nie powinien wrócić, przynajmniej według dostępnych scenariuszy. Zobaczymy, co przyniosą informacje o cechach nowego wariantu koronawirusa, zwanego omikronem, ale na ten moment nie ma powodu do zakładania najgorszych scenariuszy.

Jest też jednak czynnik, który sprawia, że jesteśmy bardziej wrażliwi na nowe wstrząsy – mniejsze pole reakcji polityki makroekonomicznej, czyli fiskalnej i pieniężnej. W warunkach wysokiej inflacji pole manewru rządu i banku centralnego jest ograniczone. Bez względu na ścieżkę pandemii tak wielkie programy pomocowe jak w zeszłym roku nie będą już realizowane ze względu na podwyższone ryzyko inflacyjne. Jeżeli więc miałoby dojść do dużego wstrząsu, jesteśmy słabiej uzbrojeni w narzędzia obronne niż dwa lata temu. Trzymajmy więc kciuki, by do takiego wstrząsu nie doszło.

Możesz zainteresować się również: