Sejm stanie się wkrótce areną wielkiej batalii lobbingowej dotyczącej ograniczenia swobody palenia w miejscach publicznych. Nie wiadomo jeszcze, czy posłowie będą kontynuować prace nad projektem ustawy odziedziczonym po poprzedniej ekipie rządzącej, czy też napiszą własny. Prędzej czy później Polska dołączy jednak do licznej grupy krajów UE, ostrzej walczących z popularnym dymkiem.
Wojna argumentów...
W debacie na temat zakazu palenia i jego zakresu będzie brać udział wiele stron i będzie padać wiele argumentów — zarówno społecznych, jak i ekonomicznych. Najmocniejsze argumenty zdaje się mieć Ministerstwo Zdrowia, które zapowiada, że włączy się w prace nad poselskim projektem ustawy.
— W Polsce nie prowadzono badań bezpośrednich i pośrednich ekonomicznych skutków palenia tytoniu. Na podstawie analiz porównawczych szacuje się jednak, że koszty leczenia chorób wywołanych paleniem 2-3 razy przewyższają podatkowe dochody budżetu państwa z tytułu produkcji i sprzedaży wyrobów tytoniowych. Dlatego koszty ograniczania palenia tytoniu można uznać za szczególnie opłacalną inwestycję, której rezultaty przyczynią się do poprawy stanu zdrowia i jakości życia — przekonuje Ewa Gwiazdowicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.
...i wielkich pieniędzy
Jeśli wziąć pod uwagę to, że w 2007 r. państwo uzyskało z akcyzy od wyrobów tytoniowych ponad 13,4 mld zł wpływów, a na ten rok prognozuje się wzrost o 2,3 mld zł, to można szacować, że koszty leczenia chorób wywołanych paleniem sięgają w Polsce aż 30-45 mld zł.
Wiktor Szczepaniak, [email protected]