Zespół napięcia przedstartowego

opublikowano: 27-10-2019, 22:00

Przypadłość zdefiniowana w tytule będzie targała klasą polityczną aż do inauguracji kadencji 2019-23, wyznaczonej przez prezydenta dopiero na wtorek 12 listopada.

Sejm i Senat konstytucyjnie mogłyby wystartować już np. w dniach 4-7 listopada, dlatego przeciągnięcie nerwówki aż do najpóźniejszego możliwego terminu to fatalny błąd Andrzeja Dudy. Jedynym wytłumaczeniem kalendarzowej zagrywki jest podporządkowanie się potrzebom matki partii, aby PiS zyskało czas na dokupienie kilku mandatów w Senacie. Na razie nie słychać, by ktokolwiek ze spółki anty-PiS się sprzedał, ale nadzieja ponoć umiera ostatnia.

Stanisław Karczewski uważa, że znowu powinien zostać marszałkiem, ale np. Bogdan Borusewicz i Małgorzata Gersdorf mają zupełnie inne zdanie.
Zobacz więcej

Stanisław Karczewski uważa, że znowu powinien zostać marszałkiem, ale np. Bogdan Borusewicz i Małgorzata Gersdorf mają zupełnie inne zdanie. Fot. Andrzej Hulimka

Czasochłonne wręczanie parlamentarzystom przez Państwową Komisję Wyborczą zaświadczeń wcale nie było nudne. W miniony czwartek i piątek media miały okazję do roboczego obwąchania się z nowymi składami Sejmu i Senatu, zgromadzonymi w jednym miejscu. Najbardziej pocieszna była obserwacja sytuacji, gdy nieznający się jeszcze dokładnie nowi posłowie czy senatorowie wzajemnie sobie gratulowali, niekiedy nie wiedząc, że obcują z… politycznym wrogiem. Dopiero starsi stażowo musieli przywoływać ich do porządku słowami „lepiej uważaj, z kim rozmawiasz”. Na podstawie wstępnych zbiórek trudno oczywiście typować sprawność danej izby, w każdym razie ciasteczka do kawy znacznie smaczniejsze wyłożyła Kancelaria Senatu.

Objawy tytułowego zespołu napięcia są inne, niż dobrze zdiagnozowanego psychofizycznego. Zamiast podręcznikowego rozdrażnienia, kłótliwości, depresyjności etc. zauważalna jest bojowość i zawziętość. Sejm wszyscy uznają za pozamiatany, izbą na starcie rządzi PiS i tylko od jego łaski zależy, czy np. każdy klub dostanie wicemarszałka (warunku liczebnego nie spełnia Konfederacja). Natomiast w Senacie na razie tylko jedno wydaje się pewne — opozycyjna spółka anty-PiS kategorycznie wyklucza, aby marszałkiem ponownie mógł zostać Stanisław Karczewski. Jest przecież osobiście odpowiedzialny za sprowadzenie konstytucyjnej izby do roli podnóżka wykonującego bez szemrania rozkazy prezesa z Nowogrodzkiej i puszczanie strategicznych ustaw w kilka godzin i bez jakichkolwiek poprawek. Ten szkodliwy dla Polski proceder uprawiany był nawet w sytuacjach, gdy senatorowie PiS wychwytywali oczywiste błędy w wersjach przychodzących z Sejmu, ale musieli milczeć i potulnie głosować.

Balon napięcia zostanie z hukiem przekłuty dopiero 12 listopada. Jeśli władze obu izb wybrane zostaną zgodnie z sensem głosowania suwerena z 13 października, to powstanie sytuacja nieznana w całych dziejach III RP. Albowiem nawet w pionierskiej kadencji 1989-91 solidarnościowy Senat szybko nawiązał porozumienie z kontraktowym Sejmem, teoretycznie opanowanym przez PZPR z jej przystawkami ZSL i SD. Wszystko się politycznie przemieszało, obie izby czasem się ze sobą nie zgadzały, ale bardzo merytorycznie. Obecnie konieczna byłaby ich kohabitacja, ale, niestety, bardziej realnie rysuje się wewnątrz kompleksu przy ulicy Wiejskiej ostry konflikt. W parlamentarnych korytarzach terytorium Senatu zaczyna się akurat tuż przy wejściu do stałej siedziby najliczniejszego klubu, od 2015 r. zajmowanej naturalnie przez PiS. Na moje oko w tym właśnie miejscu stanie symboliczna bariera oddzielająca dwa światy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu