Czytasz dzięki

Złoto nie świeci tak, jak powinno

opublikowano: 17-03-2020, 22:00

Od tygodnia notowania kruszcu zachowują się nie tak, jak można się było po nich spodziewać. Idą mocno w dół, podczas gdy „powinny” rosnąć w reakcji na panikę na rynkach kapitałowych

Pandemia Covid-19 rozsiewa strach nie tylko na rynkach finansowych. Władze kolejnych państw praktycznie zamykają gospodarki, zakazując pracy kolejnym branżom i każąc ludziom siedzieć w domach. To właśnie te rządowe rozporządzenia, a nie sam koronawirus, gwarantują Polsce i światu głęboką recesję, porównywalną do tej z roku 2009. Albo nawet do depresji z lat 30. XX w. Stąd też potężna przecena akcji nie budzi zdziwienia. Od lutowego szczytu wszech czasów S&P500 i Dow Jones spadły po 30 proc.

Najsilniejszym od 33 lat jednodniowym spadkom na Wall Street (DJIA potrafił spadać po 10 proc. dziennie) towarzyszyły niezapowiedziane i „awaryjne” cięcia stóp procentowych w Rezerwie Federalnej, która w niespełna dwa tygodnie wyzerowała stopy procentowe i już oficjalnie powróciła do procederu „drukowania pieniędzy” (QE), czyli skupu obligacji skarbowych za świeżo wykreowane dolary.

Raj, który zmienił się w piekło

Są to wręcz podręcznikowe warunki zachęcające do inwestowania w złoto. Mamy krach na giełdach, coraz bardziej ujemne realne stopy procentowe na świecie, coraz większą niepewność dotyczącą przyszłości gospodarki, wypłacalności przedsiębiorstw i podważenie zaufania do fiducjarnego pieniądza. W takim otoczeniu złoto powinno mocno drożeć. Ale od tygodnia mocno tanieje. Dolarowy szczyt notowań królewskiego metalu przypadł na poniedziałek 9 marca. Od tego czasu kurs złota obniżył się z 1703 USD za uncję do 1471 USD we wtorek 17 marca w południe. Poprzedniego dnia kontraktami na złoto obracano nawet po kursie 1451,50 USD, co oznaczało spadek o niemal 15 proc. w zaledwie tydzień.

Co takiego się wydarzyło, że pomimo nasilenia się wyprzedaży akcji i obligacji korporacyjnych bezpieczna lokata w złocie straciła 250 USD na uncji? Odpowiedź natury fundamentalnej brzmi: nic. Lokata w złocie była tak samo pożądana — a może i nawet bardziej — niż tydzień wcześniej. Z zastrzeżeniem, że mówimy tu o złocie fizycznym w postaci sztabeklub monet bulionowych. Natomiast to, co obserwowaliśmy przez ostatnie dni, było paniczną i nierzadko wymuszoną likwidacją długich pozycji w kontraktach terminowych na złoto.

— To trwające polowanie na płynność. Wszystko jest sprzedawane. Uczestnicy rynku rzucają ręcznik na ring i biegną do wyjścia. A gdy wszyscy idą do wyjścia, to mamy do czynienia z potężną wyprzedażą, zwłaszcza na niezbyt płynnych rynkach, jak rynki metali szlachetnych — powiedział w poniedziałek Carsten Fritsch, analityk Commerzbanku, cytowany przez agencję Reuters.

Wymuszona likwidacja

Zakup kontraktu terminowego na złoto to zupełnie coś innego niż zakup samego złota. W tym drugim przypadku transakcja zwykle odbywa się natychmiastowo i za gotówkę (lub przelew bankowy). Natomiast długa pozycja na rynku terminowym wymaga jedynie wpłacenia depozytu zabezpieczającego, zwykle stanowiącego kilka lub kilkanaście procent nominału całego kontraktu.

Kontraktu, który na nowojorskiej giełdzie towarowej (Comex) opiewa na sto uncji złota. Jeżeli rośnie zmienność instrumentu bazowego (w tym przypadku złota) lub jeśli jego cena znacząco spadnie, to broker może wymagać uzupełnienia depozytu (tzw. margin call). Wtedy inwestor musi dopłacić gotówkę do rachunku, albo zamknąć pozycję (albo zrobi to broker).

Są też przypadki, gdy duży inwestor (np. fundusz hedgingowy) opłaca depozyt zabezpieczający z pożyczonych pieniędzy. Gdy kredyt na rynku staje się trudno dostępny i nie da się go zrolować (tj. pożyczyć pieniądze na spłatę zobowiązania), to tak sfinansowaną pozycję trzeba zamknąć bez względu na okoliczności i na ceny. Co więcej, część krótkoterminowych spekulantów prawdopodobnie była zmuszona sprzedać kontrakty na złoto, aby pokryć straty lub uzupełnić depozyty zabezpieczające na rynkach akcji.

Zwłaszcza w sytuacji gdy handel kontraktami terminowymi na giełdowe indeksy był automatycznie zawieszany po spadku o ponad 7 proc. Papiery na złoto czy srebro były często jedynymi rzeczami, jakie taki inwestor mógł jeszcze upłynnić. Już raz, jesienią 2008 r., mimo nasilania się kryzysu finansowego i upadków kolejnych instytucji finansowych (Fannie Mae, AIG , Lehman Brothers) od lipca do listopada kurs kontraktów terminowych na złoto obniżył się z 988 USD do 680 USD za uncję.

Apogeum tej wymuszonej likwidacji długich pozycji w kontraktach na złoto nastąpiło dopiero miesiąc po plajcie Lehman Brothers i przypadło w październiku 2008 r. Podczas gdy „kurs złota” spadł aż o 26 proc., fizyczny metal był nie do kupienia po żadnej cenie. Po prostu mennice nie były w stanie nadążyć z dostawami dla dilerów metali szlachetnych, gdzie półki świeciły pustkami.

Będzie jak w 2008?

Deflacyjne tsunami, jakie w marcu 2020 r. przelewa się przez rynki finansowe, jest podobne do wydarzeń z jesieni 2008, września 2001 czy października 1987 r. Rzecz jasna katalizator spadku cen jest teraz zupełnie inny: to lęk przed recesją wywołaną działaniami rządów, które w Europie praktycznie „zamknęły gospodarkę”. Ale sam „skurcz kredytowy” i odpowiedź banków centralnych do złudzenia przypomina wydarzenia z jesieni 2008 r. Ta zmasowana likwidacja długich spekulacyjnych pozycji w kontraktach na złoto może jeszcze trochę potrwać.

Jeszcze przed wybuchem koronawirusowej paniki na rynkach zaangażowanie spekulacyjnie nastawionych inwestorów w kontraktach na złoto sięgnęło rekordowo wysokiego poziomu. W połowie lutego długa spekulacyjna pozycja netto (PSN) opiewała na 353,6 tys. kontraktów — wynika z danych amerykańskiego nadzoru nad rynkami towarowymi (CFTC). Ostatnie dostępne dane pochodzą sprzed tygodnia — z 10 marca. Do tego czasu SPN została zredukowana do niespełna 300 tys. kontraktów. To wciąż bardzo dużo jak na historyczne standardy. Nie znamy skali zamykania tych pozycji w ostatnich dniach, ale można domniemywać, że szła ona w dziesiątki tysięcy kontraktów. Można więc przypuszczać, że proces „czyszczenia” rynku nie dobiegł jeszcze końca. A to by oznaczało kolejne spadki notowań złota w krótkim terminie.

Jesienią 2008 r. proces ten trwał aż cztery miesiące. W tym czasie kurs złota najpierw spadł o 25 proc., potem podskoczył o 24 proc., by następnie w trzy tygodnie runąć o 26 proc. Zmienność była więc potężna i nieprzewidywalna. Ale już trzy miesiące później, w lutym 2009 r. uncja złota kosztowała 1 tys. USD (wzrost o 48 proc.), by do grudnia tego roku osiągnąć 1200 USD/oz. Reasumując, zakup fizycznego złota w ramach długoterminowego i zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego przy obecnych cenach z dużym prawdopodobieństwem nie okaże się złą inwestycją. A już zwłaszcza w otoczeniu zerowych stóp procentowych, jakie w ostatnich dniach zafundowały nam największe banki centralne świata. Jednakże na krótką metę zmienność cen „papierowego” złota może być bardzo wysoka i dalsza przecena nie jest wykluczona. Lewarowane zakupy kontraktów terminowych są obecnie sportem ekstremalnym dla świadomych ryzyka profesjonalistów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu