Katastrofa w chilijskiej kopalni wywindowała cenę surowca. Taniej niż 7 tys. USD za tonę szybko nie będzie.
W piątek cena miedzi lekko zwyżkowała z powodu obaw o ograniczenie dostaw z Chile oraz zapasów na Londyńskiej Giełdzie Metali, które tego dnia spadły o 175 ton do poziomu 98,3 tys. ton. Za tonę miedzi w trzymiesięcznych transakcjach terminowych płacono 7589 USD, czyli aż 329 USD więcej niż w poniedziałek.
— Na każde ograniczenie podaży inwestorzy reagują nerwowo — kwituje Marek Węgrzanowski, analityk X-Trade Brokers.
Impulsem do zwiększonych zakupów są informacje przedstawicieli chilijskiego koncernu wydobywczego Codelco. Nie potrafią ocenić, kiedy będzie przywrócona produkcja miedzi w kopalni Chuquicamata, gdzie w poniedziałek osunęła się skała. Codelco może potrzebować trzech miesięcy, by naprawić szkody. Dzienne wydobycie może spaść nawet o 35 proc. Zwyżkom sprzyjała też niepewność o przyszłość pracowników największej na świecie kopalni — Escondida. Inwestorzy obawiają się ewentualnego patu w negocjacjach górników z zarządem.
— Nie ma już szaleńczych wzrostów jak w kwietniu i w maju. Obecna cena utrzyma się i nie powinna spaść poniżej 7 tys. USD — mówi Marek Węgrzanowski.
Niepokoje na rynku widać na notowaniach KGHM. Spółka z Lubina w ostatnim tygodniu zdrożała o ponad 10 proc. W piątek na zamknięciu za jeden walor płacono 120 zł.