Prognoza 12 mln zł zysku netto na ten rok wydaje się niezagrożona
Wyniki Żurawi Wieżowych nie potwierdzają spowolnienia w branży budowlanej, sygnalizowanego kilka dni temu przez TIM, wrocławskiego dystrybutora materiałów elektrotechnicznych. Wyniki operatora dźwigów, osiągnięte w drugim kwartale, były zgodne przewidywaniami i pozwalają realnie myśleć o wykonaniu prognozy, zakładającej 40 mln zł przychodów i 12 mln zł zysku netto. Kursu to jednak nie wzruszyło — wczoraj zyskiwał symbolicznie.
Imponujący wzrost przychodów w drugim kwartale (wzrost o 116 proc., do 11,3 mln zł) nie powinien dziwić, bo w porównaniu z takim samym okresem ubiegłego roku, spółka ma około stu maszyn więcej. Ich liczba jeszcze wzrośnie, bo oprócz tych, które dojadą po wakacjach w ramach zamówienia od włoskiego producenta (kilkanaście sztuk), spółka dokupi kolejne, na które ma już kredyt wysokości 10 mln zł. Grzegorz Żółcik, prezes Żurawi, nie wyklucza też przejmowania mniejszych, lokalnych firm. Podkreśla, że po szaleństwie cenowym w ubiegłym roku teraz sytuacja się odwróciła. Mali przedsiębiorcy sami przychodzą z ofertą sprzedaży.
Zarząd Żurawi twierdzi, że może sobie pozwolić na zakupy. Spółka uważa, że nic nie wskazuje na to, by istotnie spadły zamówienia na usługi dźwigowe. Mniejszy popyt spodziewany jest co prawda z sektora mieszkaniowego, ale według Żurawi mniej inwestować będą jedynie mniejsi deweloperzy, którzy i tak w portfelu budowlanej firmy stanowili znikomy odsetek. Ubytek ten powinny zrekompensować inwestycje, związane m.in. z EURO 2012. Optymizm więc nie gaśnie, a podstawą do tego są wciąż utrzymujące się bardzo wysokie marże, osiągane przez spółkę. Na poziomie zysku brutto ze sprzedaży marża sięga 44,4 proc. (2 pkt proc. więcej niż rok temu). Rentowność netto wynosi 30 proc. Mógłby je obniżyć dopiero ewentualny spadek wartości zleceń w połączeniu z wysoką amortyzacją i kosztami finansowymi (na razie firma ma jednak niskie zadłużenie). Według Grzegorza Żółcika, taki scenariusz nie jest brany pod uwagę.
Spółka jest notowana z tzw. przyszłym wskaźnikiem cena do zysku (uwzględniającym realną do wykonania prognozę 12 mln zł w tym roku) wynoszącym 12, co jak na dość wysoko wyceniane firmy budowlane jest raczej wartością niską. Akcje spółki nie cieszą się jednak szczególnym zainteresowaniem inwestorów, bo ciąży nad nimi widmo podaży, którą może uruchomić Europejski Fundusz Hipoteczny, główny akcjonariusz, który posiada 13 proc. akcji. Wsparciem powinien być planowany skup akcji własnych. Walne zgromadzenie, zwołane na 18 sierpnia, zadecyduje o tym, czy przeznaczyć na niego 8,5 mln zł, co odpowiada około 5 proc. obecnej kapitalizacji. Jeśli tak się stanie, akcjonariusze — po wypłaconej wczoraj dywidendzie wysokości 6 groszy na akcję — otrzymają kolejny bonus.