Życie TFI jest w rękach banków

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 09-01-2009, 00:00

Powrót hossy i spadek oprocentowania lokat — w tym TFI upatrują szansy na lepszy rok. Gorzej, ich zdaniem, już być nie może.

W ciągu roku klienci zabrali z funduszy 29 mld zł, a aktywa stopniały do 73,7 mld zł

Powrót hossy i spadek oprocentowania lokat — w tym TFI upatrują szansy na lepszy rok. Gorzej, ich zdaniem, już być nie może.

Najgorszy w historii — tak zgodnie oceniają 2008 r. przedstawiciele funduszy inwestycyjnych. I nie ma się co dziwić. W październiku 2007 r. osiągnęli szczyt: zarządzali 144 mld zł, a liczba klientów przekroczyła 3 mln. Dziś zostało po tym tylko wspomnienie. Rozczarowani wynikami klienci umarzali jednostki — w sumie wypłacili o 28,9 mld zł więcej niż do nich wpłacili, a aktywa, według wyliczeń Analiz Online, stopniały do 73,7 mld zł.

— Reakcja klientów była gorsza niż można było oczekiwać. Masowy odwrót od funduszy to skutek spadków na giełdzie i bardzo wysokiego oprocentowania lokat — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Jaskółki poprawy

Grudzień był drugim miesiącem z rzędu, gdy saldo wpłat i umorzeń było na plusie i wyniosło około 1,9 mld zł. Nie jest to jednak skutek powrotu klientów, lecz kontynuacji wewnętrznych porządków w grupie Commercial Union (CU), która przenosi aktywa firmy ubezpieczeniowej do funduszy. Tym razem było to 2,9 mld zł. Oczyszczone saldo to około 1 mld zł na minusie.

— Abstrahując od działań w ramach grupy, tempo odpływów wyhamowało. Grudzień był najlepszym miesiącem w tym roku. Zdarzały się dni, gdy saldo wpłat było na plusie. To jaskółka poprawy nastrojów wśród klientów — mówi Marek Przybylski, prezes Commercial Union TFI.

Dzięki zastrzykom z grupy CU TFI wygrało w 2008 r. W ciągu roku zwiększyło aktywa o 172 proc. i z mało znaczącego gracza przeskoczyło na piąte miejsce. Na drugim biegunie jest Millennium TFI. Rok temu zarządzało ponad 5 mld zł i pukało do największej piątki. W ciągu 12 miesięcy straciło grubo ponad 60 proc. i spadło daleko poza pierwszą dziesiątkę. Równie dotkliwe straty poniósł wicelider — BZ WBK AIB, ale zdołał obronić pozycję.

Do grona zwycięzców zaliczyć można prywatne, niezależne od grup finansowych, TFI: Copernicus Capital i Ipopema. Oba znalazły nisze i na spadającym rynku zdołały znacząco zwiększyć aktywa.

Najwięcej pieniędzy klienci wycofali z funduszy zrównoważonych (ponad 13 mld zł) i stabilnego wzrostu (10,5 mld zł). Powód? Najbardziej zawiodły klientów — ze względu na spory udział akcji w portfelu przyniosły średnio kilkadziesiąt procent straty. Stabilnego wzrostu ani nie były stabilne, ani nie rosły, lecz traciły i to kilkanaście procent. Niektórzy eksperci prognozują, że to zmiana na trwałe.

— Fundusze zrównoważone czy stabilnego wzrostu są dobre dla sprzedawcy, ale nie klientów. Mam nadzieję, że gdy klienci wrócą do funduszy, będą wybierali akcyjne lub obligacji — mówi Tomasz Publicewicz, analityk Analiz Online.

Koniec lokat

Spokojniejszy koniec 2008 r. sprawia, że w branży pojawia się ostrożny optymizm. Łukasz Kwiecień, dyrektor In- vestment Communication w Pioneer Pekao TFI, jako jedyny w naszej sondzie wieszczy spadek aktywów na koniec 2009 r. Pozostali spodziewają się utrzymania na obecnym poziomie lub kilkunastoprocentowego wzrostu. Nadzieja poparta jest argumentami.

— Spodziewamy się lepszego roku na giełdzie i spadku oprocentowania lokat. A to przyciągnie klientów do funduszy — mówi Sebastian Buczek.

Klientów mają przekonywać wyniki. Eksperci wieszczą odbicie na giełdzie. Niektóre TFI coraz mocniej namawiają do inwestowania w fundusze obligacji. I mają argumenty, według dzisiejszego rankingu "PB" (czytaj str. 22-23) najlepsze fundusze pozwoliły zarobić ponad 20 proc. Zdaniem ekspertów, to nie wystarczy do masowego powrotu klientów do funduszy.

— Pieniądze same z siebie do funduszy nie popłyną. Kluczowe jest to, czy banki zaczną sprzedawać jednostki. Zdecydowana większość pieniędzy trafia do funduszy przez bankowe okienka, a dziś w tych instytucjach nie ma żadnych chęci do sprzedaży jednostek, bo walczą one o depozyty. W czasach hossy w banku każdy próbował sprzedać jednostki, a teraz w nich trudno znaleźć informacji o funduszach — mówi Tomasz Publicewicz.

Budowanie bazy depozytów ma też swoje plusy.

— Prędzej czy później pieniądze z lokat popłyną do funduszy. W bankach, które teraz zbierają najwięcej depozytów, można upatrywać późniejszych liderów sprzedaży — dodaje Tomasz Publicewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane