Żyjąc na podglądzie

Rozmawiał Bartłomiej Mayer
opublikowano: 17-11-2019, 22:00

W Azji są już twórcy, którzy streamują całe swoje życie, 24 godziny na dobę. Za rok czy dwa pojawią się także w Polsce — mówi Bartek Sibiga z platformy społecznościowej DDOB

„PB”: Najnowsze statystyki mówią, że internauci na świecie poświęcają przeciętnie 67 minut dziennie na oglądanie materiałów wideo, w Polsce jest to około 47-49. W grupie najmłodszych użytkowników internetu jest jednak chyba inaczej…

Bartek Sibiga, założyciel platformy dla blogerów DDOB.
Zobacz więcej

Bartek Sibiga, założyciel platformy dla blogerów DDOB. fot.michał legierski-edytor

Bartek Sibiga: Tak, te statystyki faktycznie mają się nijak do grupy najmłodszych internautów, bo tzw. milenialsi oglądają wideo ponad dwie godziny dziennie, a ich młodsi koledzy z generacji Z — prawie trzy godziny. Najwięcej czasu spędzają na YouTubie, TikToku czy też oglądając wideo na Facebooku i Instagramie. Coraz więcej wideo przenosi się właśnie do social mediów.

Różni się też materiał wideo.

Zdecydowanie tak. Dzisiaj mamy tradycyjne produkcje telewizyjne, z reżyserem, producentem, dużym budżetem. Mamy YouTube i youtuberów, którzy są w stanie z dnia na dzień nagrać i zmontować film. Oczywiście coraz więcej jest vlogów, ale zazwyczaj każdy się do tego przygotuje, chce lepiej wyglądać. To, co teraz obserwujemy, szczególnie w Azji, choć w Polsce już też, to bardzo duża grupa odbiorców, którzy chcą iść jeszcze krok dalej. Chcą oglądać swoich idoli — bo zazwyczaj sprowadza się to do oglądania influencerów — tu i teraz, jak zachowują się na co dzień. Chcą zobaczyć, co jedzą na śniadanie, co robią po śniadaniu, a także gdzie śpią. Naprawdę wszystko. To Instagram Stories, gdzie ludzie dokumentują całe swoje życie. To jest bardzo duża zmiana. W Azji absolutnym hitem jest live streaming. Jest tam mnóstwo streamerów, którzy streamują 24 godziny na dobę. Widziałem dziewczynę, która nawet gdy idzie do toalety, nie przerywa streama, zostawia telefon przed, nie wyłącza go też, gdy idzie spać.

Życie poszło jeszcze dalej niż w programie „Big Brother”.

Oczywiście. Dzisiaj twórca, nieważne czy korzysta z YouTube’a, TikToka czy z Instagrama — sam jest medium. Może nadawać do swoich fanów przez cały czas. Często jest przez to znacznie bardziej wiarygodny niż tradycyjni celebryci. Z badań Google’a wyszło, że wśród stałych subskrybentów danego youtubera aż 40 proc. uważa, że choć nigdy nie poznało go osobiście, to on znacznie lepiej ich rozumie niż rodzina czy znajomi.

To Azja, a jak jest w Polsce?

Jeśli chodzi o live streaming, to on też się zaczyna. YouTube promował go bardzo i pojawiło się bardzo dużo patostreamów, pełnych np. złości, przemocy. Okazało się, że widzowie chcą oglądać skrajności. Potem YouTube zaczął to ograniczać. Ludzie potrafią streamować na Instagramie godzinę dziennie i czasem oglądają to tysiące osób. Dziwię się natomiast, że nie ma w Polsce jeszcze twórców, którzy streamują swoje życie 24 godziny na dobę. Myślę, że to jest kwestia roku, może dwóch lat.

Z jakimi pieniędzmi się to wiąże?

Gigantycznymi. Dziś topowi youtuberzy są w stanie na filmiku zawierającym lokowanie zarobić ponad 100 tys. zł. Za jeden film na TikToku nastolatki potrafią zgarnąć kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Można przewidzieć, co będzie się działo na rynku choćby za rok?

Tylko ogólne trendy. Tego, czy sukces osiągnie ta czy inna platforma — już nie. Poza YouTube’em, Facebookiem, Instagramem mamy też nurt vertical video, czyli po prostu filmików nagrywanych pionowo trzymanym telefonem. Przekroczył już miliard aktywnych użytkowników miesięcznie i zrobił to parokrotnie szybciej niż YouTube, Facebook czy Instagram. Jest wielkim hitem. Na TikToku na przykład jesteśmy w stanie stworzyć film w minutę, bardzo dobrej jakości, wyedytowany w aplikacji, z nieograniczoną bazą muzyki, z wykorzystaniem tysięcy efektów, nawet z modelami 3D. To niesamowicie szybko będzie się rozwijało. Przyzwyczailiśmy się do tego, że na YouTubie trzeba zasubskrybować czyjeś konto i wtedy wyświetlają się nam kolejne filmy. To się jednak zmienia. Coraz częściej oglądamy nie to, co zasubskrybujemy, ale to, co nam podpowiada sztuczna inteligencja, jakieś sieci neuronowe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu