Tym razem autentycznie zabrakło czasu, Komisja Finansów Publicznych odłożyła przygotowanie sprawozdania i budżet zostanie sfinalizowany na posiedzeniu 26-27 stycznia. Ustawa i tak trafi na biurko prezydenta do podpisu przed 31 stycznia.
Na pierwszy plan wysunęła się zupełnie inna ustawa finansowa – błyskawiczna obniżka VAT. Od 1 lutego mają zostać na pół roku zbite lub nawet wyzerowane stawki podatku od towarów i usług m.in. na żywność. Cel społeczny i polityczny ustawy jest czytelny, ale od strony prawnej jest ona przekrętem. Premier Mateusz Morawiecki we wtorek opowiadał o dyskusji na posiedzeniu Rady Ministrów, której dorobkiem stała się tzw. tarcza antyinflacyjna 2.0. Niedługo potem okazało się, że to wszystko iluzja, albowiem projekt został pchnięty do Sejmu jako… poselski, z wykorzystaniem jednej z gotowych list podpisowych. Dzięki temu został przeforsowany w 48 godzin bez jakichkolwiek konsultacji z kimkolwiek. A przecież rząd mógł nadać uczciwie własnemu dokumentowi status projektu pilnego.
Uzasadnienie pseudoposelskiej wrzutki było bardzo lakoniczne. Obniżka VAT jest korzystna dla społeczeństwa, zatem jak najszybsze wejście jej w życie jest uzasadnione i ponoć nie narusza zasad demokratycznego państwa prawnego. Nie udało się jednak ukryć, że przepisy są objęte prawem Unii Europejskiej, zaś niestandardowe rozwiązania nie znajdują podstawy ani uzasadnienia w prawie unijnym, chociaż mają charakter przejściowy. Bardzo ciekawe, jak brzękną nożyce Komisji Europejskiej. Obiektywnie szkodliwe jest praktyczne pominięcie oceny skutków regulacji. Projekt objął wyliczenie ubytków w budżecie, ale nawet pół słowa nie poświęcił wątkowi, jak zostanie on pokryty. Wiadomo – dodrukiem pustego pieniądza, czyli chluśnięciem benzyny do jedynie przygaszonego inflacyjnego pożaru.
