Tomaszów Lubelski to niewielkie i niezbyt zamożne miasto na południowym wschodzie Polski. Kilka tygodni temu sąd ogłosił upadłość tutejszego PKS. Spółka miała 50 autobusów i bazę w dość dobrym punkcie miasta. Dziś na jej miejscu trwa budowa niewielkiego parku handlowego. W marcu 2013 r. PKS został sprzedany przez wojewódzką spółkę Dworce Lubelskie firmie Wodrol za 540 tys. zł.

Sprzedający spieszył się z zamknięciem transakcji, bo przewoźnikowi groziły wnioski o upadłość. Wodrol udzielił PKS 1 mln zł pożyczki z pięcioletnim terminem spłaty, zabezpieczonej przewłaszczeniem działki. Kilka tygodni później termin spłaty został skrócony do dwóch miesięcy. PKS nie był w stanie go dotrzymać. Działka pozostała więc w księgach Wodrolu, a w październiku 2013 r. zarząd PKS złożył wniosek o upadłość układową. Kilka tygodni temu sąd ogłosił upadłość likwidacyjną.
Konkurencja pyta
Na początku listopada do zamojskiej prokuratury trafiło zawiadomienie sugerujące, że pożyczka dla PKS od właściciela miała na celu wyprowadzenie ze spółki jej najważniejszego aktywa — działki — i pozostawienie długów.
Złożył je Robert Szczepanek z kancelarii Causa Finita, reprezentujący spółkę Moto-Zbyt, która również miała chrapkę na tomaszowski PKS, ale nie została dopuszczona do przetargu. Wspólnikiem Moto-Zbytu jest lokalny przedsiębiorca Kazimierz Podhajny, który buduje w mieście Galerię Rynek.
— Zastanawiające jest, dlaczego Wodrol zastosował tak nietypową formę zabezpieczenia pożyczki, jak przewłaszczenie działki, która w dodatku była warta pięć razy więcej. W interesie Wodrolu było, żeby dług nie został spłacony. W dodatku w bilansie Wodrolu i aktach PKS nie ma śladu po tym, że taka pożyczka w ogóle została udzielona — pisze do prokuratury Robert Szczepanek. Leszek Kalinowski, właściciel Wodrolu, przekonuje tymczasem, że zakup PKS był najgorszą inwestycją w jego życiu.
— Zakładałem, że 1 mln zł wystarczy na funkcjonowanie spółki przez następny rok, jednak w ciągu kilku godzin od zakupu na konta wszedł ZUS, który zablokował 430 tys. zł i nie był skłonny negocjować rozłożenia należności na raty. Do tej pory nie wszczynał egzekucji, bo PKS należał do województwa. Około 90 proc. obsługiwanych tras okazało się nierentownych, bo opłacalne kierunki obsługują prywatni przewoźnicy, a PKS dostał koncesje na deficytowe. Tuż przed sprzedażą spółki zabrano z niej 15 najlepszych autobusów. W ciągu dwóch tygodni od zakupu przekonaliśmy się, że dokumenty, które nam prezentowano przed sprzedażą, nie przedstawiają prawdziwego obrazu spółki — mówi Leszek Kalinowski.
Wielka wpadka
Prezes Wodrolu mówi, że w sprawie „podkolorowanej” dokumentacji nie pójdziedo sądu, bo nie zrekompensuje mu to strat. Twierdzi, że przed udzieleniem pożyczki wykonany został operat szacunkowy dla działki, który określił jej wartość na 740 tys. zł, czyli znacznie mniej, niż wynosiła pożyczona kwota.
— Nakłady, jakie poniosłem na spółkę PKS, są bliskie 2 mln zł. Budowa parku handlowego oznacza dla mnie ograniczanie strat, a nie zysk. Wcześniej brałem udział w dwóch prywatyzacjach i obie firmy doskonale sobie radzą, choć jedna była w stanie upadłości — mówi Leszek Kalinowski. Grzegorz Mazur, syndyk PKS, zwraca uwagę, że już w wystąpieniu pokontrolnym Najwyższej Izby Kontroli stwierdzono, że w momencie sprzedaży były przesłanki do ogłoszenia upadłości spółki.
— Rozważam złożenie w sądzie wniosku o bezskuteczność pożyczki i przewłaszczenia działki — mówi Grzegorz Mazur. W PKS pozostało około 1,5 mln zł długów i majątek wart około 300 tys. zł. Wśród największych wierzycieli PKS jest Urząd Miasta.
— Mam wątpliwości, czy udzielenie pożyczki było zgodne z prawem. Cieszę się, że sprawą zajmie się prokuratura z Zamościa, a nie Tomaszowa. To wykluczy podejrzenia o naciski — mówi Wojciech Żukowski, burmistrz Tomaszowa, który jednak sam nie zgłosił wątpliwości prokuraturze.
Nie zrobił tego również inny duży wierzyciel, firma Falco, która dostarczała paliwa PKS. Jej prawnicy uznali, że możliwość ugrania czegoś w sądzie jest niewielka.