Będę walczyć o mistrzostwo świata!

Danuta Hernik, Krzysztof Kluska
17-01-2003, 00:00

Mówi Krzysztof Hołowczyc, były rajdowy mistrz Polski i Europy

W sprawozdaniu telewizji DSF z Rajdu Polskiego w 2001 roku określony jako Publikums-magnet. Magnesem dla publiczności jest i w krajowych mediach. Aparycja, błyskotliwość i swoboda zachowania przed kamerą sprawiają, że popularność Hołka nie spada, mimo że w 2002 roku nie odnosił sukcesów sportowych.

„Puls Biznesu”: Hołowczyc stracił sezon. Zmarnował talent, rozproszył się na media, sprzedał się reklamie. Tak słychać.

Krzysztof Hołowczyc: — Absurd! Fajnie jest jeździć, ale z samego jeżdżenia nie da się utrzymać rodziny. Udział w reklamach daje mi szanse na godne życie. Na całym świecie uwieńczeniem kariery sportowej są duże kontrakty reklamowe. Na przykład w Anglii twarzą Laysów jest Gary Lineker. Wielki piłkarz i sportowiec, wspaniała osobowość! W Polsce też miał być piłkarz, ale nie znaleziono odpowiedniego... Reklamy kręci się z najlepszymi sportowcami, a nie z tymi ze środka tabeli. To moja korzyść, a nie strata! W innych krajach postrzegane to jest jako sukces, ale tutaj, u nas, mamy „polskie piekiełko”.

- Ale takie opinie się przyklejają...

— To — w pewnym sensie — efekt mojej naiwności: kiedy ktoś mnie o coś pyta, po prostu odpowiadam. Jeśli ktoś prosi: przyjedź, trzeba zrobić program — „dobra, nie ma problemu”. Mówię, co myślę, chociaż wiem, że czasem za dużo... Nie wloką się za mną żadne afery, a w głowie miałem i mam tylko rajdy. Dotychczas nie miałem kreatora wizerunku, kogoś, kto by mi powiedział: nie, teraz nie idziesz, tam nie dajemy wywiadu. Wy, dziennikarze, jesteście bezwzględni, jeśli możecie uszczypnąć, robicie to dotkliwie. Teraz już mam kogoś odpowiedniego i wspólnie dbamy o to, by media rozmawiały z Hołowczycem rajdowcem, a nie medialną wydmuszką. Za mną przecież stoi konkretne „story”, nie sama kreacja.

- Znaczy: cisza w eterze i karierze w 2002 roku była zamierzona.

— Co nie zrobię — źle! Jeździłem, pokazywałem się w telewizji, w prasie... Pisaliście — jak redaktor Zdzisław Ambroziak w „Gazecie Wyborczej” — otwieram lodówkę, a tam Hołowczyc. A kiedy mam rok wyciszenia, nie pokazuję się... Mówicie — gdzie Hołowczyc? Dlaczego nie jeździ, nie ma Hołowczyca! Nie można wymagać od sportowca — po 10 latach kariery — by cały czas znajdował się na szczycie. Nie mogę jeździć wszędzie i walczyć o wszystko.

- No dobrze, wszystkiemu są winni dziennikarze... Ale co właściwie robiłeś w ubiegłym sezonie?

— Trochę odpuściłem, ale nie przestałem zajmować się sportem. Było kilka propozycji, ale nie takie, na jakie liczyłem. Nie miałem ochoty na częściowy budżet, nie zamierzałem podejmować walki w niekomfortowej sytuacji finansowej. Zająłem się solidnym treningiem na szutrach, wziąłem udział w kilku rajdach w kraju, między innymi w moim ukochanym Kormoranie. Ale przede wszystkim skupiłem się na przygotowaniu do największej imprezy w tym sporcie...

- Do mistrzostw świata?

— Tak, pojadę w Rajdowych Mistrzostwach Świata Samochodów Seryjnych, czyli mówiąc rajdowym slangiem w grupie N! Mam sponsorów, konkretny budżet i plan udziału w rajdach MŚ.

- Hołek przesiada się do samochodu seryjnego... Po tylu latach!

— Namówienie kogoś w Polsce do sponsoringu ścigania się samochodem WRC jest w tej chwili mało realne. A projekt grupy N wygląda rozsądnie — startuje się w sześciu wybranych rajdach, poczynając od Szwecji przez Nową Zelandię, Argentynę, Cypr, Niemcy po Australię. Koszty są dużo mniejsze. Walka zaś, idzie o największy dla kierowcy zaszczyt: mistrzostwo świata. W rajdach są tylko trzy tytuły: WRC, junior WRC i grupa N. I tylko trzech facetów może być mistrzami świata, a nie — jak w wielu innych sportach — kilkunastu.

- Dwa sezony temu mieliśmy w kraju świetną ligę rajdową...

— Mieliśmy. Zawiniła sytuacja gospodarcza, ale przede wszystkim zakaz reklamy papierosów i alkoholu, czyli produktów tych firm, które mogły udźwignąć ogromne budżety samochodów WRC. Rzeczywiście — nie pamiętam tak świetnego sezonu. Startowało pięć, sześć aut WRC. Walka trwała do ostatniego rajdu i do ostatniego oesu, rywalizowaliśmy o każdą sekundę. Ale się skończyło... Pamiętna końcówka sezonu 2001 była dla mnie znakiem, że muszę coś zmienić. Nie chciałem po raz kolejny walczyć o tytuł mistrza Polski, udowadniać młodszym kolegom, że wciąż jestem szybki. Mogłem albo zakończyć karierę, albo podnieść poprzeczkę znacznie wyżej. Pomyślałem o mistrzostwach świata.

- Ale może powinieneś jechać samochodem klasy WRC?

— Taka walka dla polskiego zawodnika, nawet dobrego i doświadczonego, jak Janusz Kulig, Leszek Kuzaj czy ja, i tak kończyłaby się — w najlepszym razie — może w okolicach dziesiątego miejsca. Tam dominują zespoły fabryczne z olbrzymimi budżetami i najlepszym sprzętem. A kogo interesuje walka praktycznie bez szansy na wygraną? Więc postanowiłem spróbować zdobyć tytuł mistrza świata w grupie N. Ktoś powie, że pewnie się czuję, ale uważam, że walka w mistrzostwach świata — właśnie w grupie N, a nie WRC — jest realna i rozsądna w kosztach. Są one nadal wysokie, ale do zniesienia przez innych sponsorów niż koncerny samochodowe w rodzaju Peugeot, Ford czy Subaru.

- A perspektywy WRC w Polsce?

— Rajdy wymagają zmian organizacyjnych. Po co dawać możliwości startów samochodom WRC, jeżeli będzie jeździł tylko jeden albo dwa? Nie ma rywalizacji! Oczywiście, dla mnie — sportowca — WRC pozostaje najatrakcyjniejszy, bo to ten samochód, który daje kierowcy największą frajdę. Ale samo takie „gołe” auto kosztuje grubo ponad pół miliona euro. A obsługa, serwis i logistyka? Za dwa miliony euro można sobie zafundować piękną kampanię reklamową w telewizji. A tu... Zawodnik może na pierwszym odcinku specjalnym wypaść z drogi... I dziękujemy, po zawodach!

- Kto mógłby w Polsce sponsorować rajdowców?

— Skoro koncerny tytoniowe, które na całym świecie są motorem sportu samochodowego nie mogą go już w Polsce sponsorować, cała nadzieja w firmach związanych z motoryzacją. Koncerny paliwowe, olejowe, ubezpieczeniowe, operatorzy telefonii komórkowej, producenci energy drinków i innych napojów to potencjalni sponsorzy polskich rajdów. Szczególną rolę może i powinien odegrać Orlen.

- Czy opłaca się pakować tak wielkie pieniądze w rajdy, mając do wyboru choćby boiska piłkarskie?

— Dam przykład: Rajd Polski, Kraków, odcinek specjalny przy Błoniach. Przychodzi — szacuje policja — jakieś 150 tysięcy widzów. Jaki mecz piłki nożnej ściąga taką rzeszę kibiców? Rajdy w Polsce ogląda rocznie na żywo ponad 2 miliony widzów.

- Jest jeszcze publiczność telewizyjna...

— No i tu mamy problem! Transmisja z rajdu to ogromne nakłady i wymóg wysokiej fachowości... Pojawiły się wprawdzie i u nas kamery onboardowe, nowoczesna technologia zapisu, lecz rajdy wciąż są trudne do sfilmowania. Samochód gwizdnie przed kamerą w trzy sekundy — i to cała relacja... A taki przekaz ma się nijak do emocji bezpośrednich obserwatorów. Pewnie że są komercyjne firmy, które potrafią dobrze sfilmować rajd, ale jakoś w Polsce na ekranie ich nie widać...

A jeśli chodzi o biznes... Skoro sponsor kładzie milion dolarów na zdobycie przez zawodnika tytułu mistrza Polski, to chce to zobaczyć w mediach — sponsoring musi przynieść konkretną korzyść. Ślepa uliczka z samochodami WRC doprowadziła do tego, że zdobycie tytułu mistrza Polski kosztowało 1,5 mln dolarów, a telewizja publiczna puszczała rajdy głównie w nocy, w dodatku niechętnie pokazując sponsorów.

- Jaki plan przekonał sponsora?

— Po pierwsze — jasno określamy cel sportowy: walka o tytuł mistrza świata. Po drugie, precyzyjnie wykazaliśmy, że rajdy samochodowe to dyscyplina niezwykle popularna, gdzie występuje zjawisko silnej identyfikacji widza z zawodnikiem. Takie wykorzystanie sportowych emocji jest doskonałą bazą do pokazania się sponsorów i pozytywnego ich skojarzenia z przeżyciami widzów. Sponsorom najczęściej zależy, by budować bądź utrwalać pozytywny wizerunek firmy. Nasz projekt idzie o krok dalej. Proponujemy wykorzystanie programu sponsorskiego również jako narzędzia bezpośrednio wpływającego na wzrost sprzedaży i lojalności klientów. Po trzecie, gwarantujemy odpowiednią oprawę medialną.

- Skąd pewność, że nasze telewizje będą chciały pokazywać te relacje?

— W 2003 roku czeka nas głód sportowych sukcesów. Poza Adamem Małyszem nie ma właściwie innych pewniaków. W zeszłym roku rozgrywano mistrzostwa świata w piłce nożnej i w siatkówce, w przyszłym roku będzie olimpiada. Sezon 2003 to rok przedolimpijski, w polskim i światowym sporcie rok wyciszenia. Dlatego program przedstawiany sponsorom ujmujemy tak: Polak walczy o mistrzostwo świata w sporcie, w którym żaden rodak nigdy nawet się nie otarł o ten tytuł. Wydaje się, że to nie lada gratka i dla telewizji, i dla sponsorów. I to rzeczywiście działa! Od chwili, kiedy ogłosiliśmy decyzję o udziale w mistrzostwach świata, już zrobiono o tym kilka programów. To będzie jedno z niewielu wydarzeń tej rangi w polskim sporcie w 2003 roku, gwarantuję wam!

- Jak oceniasz szanse na tytuł mistrza świata?

— To naturalnie zależy od szczęścia, formy i niezawodności samochodu. Od roku się do tego przygotowuję — poczynając od treningu psychologicznego i fizycznego, przejeżdżając tysiące kilometrów w lesie na szutrach. Wierzę w sukces, ale zdaję sobie sprawę, że różnie może być... To rezultat pracy całego zespołu. Może się tak zdarzyć — odpukać — że mechanik nie dokręci śrubki — i nie dojadę.

- Wobec tego, jakie miejsce zajmuje kierowca w tej całej machinie?

— Jest na szczycie piramidy budowanej przez wiele osób. To zespół buduje samochód, przygotowuje do startów. Potem wszystko trzeba przewieźć, złożyć, dostroić najlepiej do specyfiki danego rajdu. Ale w końcu przychodzi moment, że jedziemy. Pilot dyktuje, co ma zapisane po opisie trasy, a ja muszę ocenić, czy w tych akurat warunkach w czasie rajdu w dany zakręt wejść tak czy inaczej... W wyścigach, jeśli już się w określony zakręt wpisałem z prędkością 199 km/h, to za każdym razem przejadę tak samo. Na rajdzie jest inaczej, raz można przejechać 199, a kiedy indziej 170 może być za szybko, bo poprzednik sypnie piachem czy wyrwie dziurę albo będzie błoto... To różni rajdy od wyścigów samochodowych: zmienne warunki, dużo więcej improwizacji. Znacznie więcej zależy od kierowcy. Działa instynkt, nie tylko wiedza i doświadczenie. Słyszę, co mówi pilot i jednocześnie połykam drogę instynktownie. Czasem nawet nie wiem, jaki mam czas...

- Dużo nieprzewidzianego...

— Są takie odcinki specjalne, że chociaż nie popełni się żadnego błędu... W trakcie Rajdu Portugalii tak właśnie wyleciałem z trasy. Przede mną przejechało 14 kierowców i po trochu odsłaniali spod szutru śliską jak lód skalną płytę. Jechałem bardzo szybko i nie było najmniejszych szans, by złożyć się w ten zakręt. Polecieliśmy w kilkumetrowe urwisko. Trzy kolejne auta zaparkowały na naszym dachu, zanim się wygramoliliśmy na drogę... Wreszcie wybiegliśmy na trasę i sygnalizowaliśmy innym, by zwolnili. Byli tacy, co nie wierzyli — i też parkowali obok naszego wraku... Osiem, dziesięć aut tam wylądowało. Gdybyśmy nie wymachiwali przy trasie, podejrzewam, że połowa rajdowców mogłaby zanocować tam, gdzie my. Są takie zdrady... Opowiadam to dlatego, by pokazać, jak wiele zależy od szczęścia.

- jeszcze jedno — im bardziej zbliżone są możliwości samochodów, tym większą rolę odgrywają umiejętności kierowcy. W grupie N liczą się praktycznie dwa samochody: Subaru Impreza i Mitsubishi Lancer. Przepisy nie dopuszczają zbyt dużych przeróbek, więc wszystkie auta mają zbliżone osiągi. A zatem umiejętności zawodnika mają większe znaczenie niż w przypadku samochodów WRC, gdzie jednak różnice między samochodami są znaczne. W WRC ostatnio Peugeot zdominował mistrzostwa świata i zawodnicy jadący tymi samochodami mają największe szanse na triumf. W grupie N na 30 startujących w mistrzostwach załóg jakieś 7 jedzie Subaru, a reszta Mitsubishi. Dlatego szanse są wyrównane.

- Ile będzie kosztował ten sezon?

— To zależy od wyboru samochodu i firmy obsługującej. Ważne też, jaki program treningowy się zaplanuje. Jeżeli chcę przed każdym rajdem sporo trenować, to start od razu jest droższy. Koszty topowego programu startów w mistrzostwach świata samochodem grupy N mogą nawet sięgnąć 1,5 mln euro (około 6 mln zł). Starty w MŚ to imprezy na kilku kontynentach, a więc skomplikowana logistyka i stąd te koszty. Z drugiej strony — podobny budżet jest potrzebny, żeby zdobyć tytuł mistrza Polski…

- Rozmowy ze sponsorami się kończą?

— Jeszcze trwają, staramy się wypracować optymalną opcję. Ale niebawem można się spodziewać oficjalnej prezentacji nowego zespołu.

- A jeśli po mistrzostwach świata w grupie N odezwałby się jakiś team fabryczny...

— Na czterech łapach pobiegnę! Ale bądźmy realistami, w moim wieku powinienem raczej patrzeć w kierunku Dakaru.

- Wybierasz się?

— Pojadę. To piękny rajd. Zobaczcie, kto wygrywa co roku — starsi panowie. Tam dominującą cechą u kierowcy musi być doświadczenie. Nie szybkość jest najważniejsza. Awarie, tysiące innych problemów... Często ląduje się gdzieś, skąd nie można wyjechać. Ten rajd trzeba „jechać głową”. Młody człowiek nie wytrzyma skupienia przez całe 600 km oesu. Wyobraźcie sobie, co się tam dzieje... Sika się na przykład w butelki, bo nie ma czasu na postój...

- Stać Cię psychicznie na taki rajd?

— Chyba już tak. Jestem bardziej wytrzymały niż kiedyś. W Rajdzie Dakar chciałem pojechać już w tym roku, ale to też kwestia dużych pieniędzy... Nie wyruszę „krzywym” samochodem, nie będę udawał, że jadę po przygodę i że fajnie się jedzie... Chcę się ścigać! Moi koledzy już tam są. W tym roku de Mevius, Depping i Vatanen. Dakar z roku na rok staje się popularniejszy, także w Polsce. Najpierw starty motocyklistów, potem wyjazd Martyny Wojciechowskiej stał się dużym wydarzeniem medialnym. No i w tym roku olbrzymia oprawa towarzysząca występowi Teamu Orlen. Dakar trwa prawie trzy tygodnie... Telewizja publiczna przekazuje codzienne relacje, co daje możliwość dotarcia do rzesz telewidzów. To dla nas dobry prognostyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Danuta Hernik, Krzysztof Kluska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Będę walczyć o mistrzostwo świata!