Krzysztof Pruszyński bentleya pożycza pracownikom, aby z pompą zajeżdżali na ślubny kobierzec. I tworzy biznes dla dzieci.
Sokołów, blisko podwarszawskich Janek. Główna siedziba firm Krzysztofa Pruszyńskiego, twórcy grupy znanej głównie z produkcji blachodachówek. Recepcjonistka prowadzi do małej salki konferencyjnej — szafa, stół, kilka krzeseł i witryna z dziesiątkami pucharów za zwycięstwa w wyścigach motoryzacyjnych.
— Pana trofea? — pytam, siedząc już w przytulnym gabinecie.
— Nie, pracowników. Takie mają hobby. Nie jestem drugim Sołowowem — śmieje się Krzysztof Pruszyński.
Jego hobby? Kolekcjonuje białą broń, trochę broni palnej. Przez szparę w drzwiach prowadzących do sąsiedniego pokoju widać gigantyczny instrument muzyczny.
— Puzon? — pyta nasz fotoreporter.
— Nie, bas. W szkole grałem w orkiestrze — wspomina biznesmen.
Superauto na rocznicę
Chociaż nie startuje w wyścigach, jego przygoda z samochodami nie sprowadza się tylko do kolekcjonowania pucharów zdobytych przez pracowników. Właśnie kupił superauto. Nie bez okazji.
— 16 lipca 1990 r. byłem pierwszy raz w hucie i kupiłem blachę do naszego zakładu. W 18. rocznicę tego wydarzenia sprawiłem sobie bentleya. Wcześniej miałem jaguara — chwali się Krzysztof Pruszyński.
Bentley w rocznicę zakupu pierwszej blachy z Huty Sendzimira. Drogi prezent, ale warto uświetnić wydarzenie. W PRL i tuż po transformacji o towar się walczyło. Zakup blachy w hucie — to było coś.
Tuż po rozmowie z nami Krzysztof Pruszyński planuje długi wyjazd.
— Na wakacje czy służbowo — pytam.
— Jadę nad morze, na Hel — mówi.
— Przecież pan nie lubi wody.
— Ale ja jadę NAD morze.
— Bentleyem?
— Nie, bentley jedzie na wesele. Pożyczam go pracownikowi. Młoda para pojedzie nim do ślubu. Ostatnio też był na weselu beze mnie — śmieje się Krzysztof Pruszyński.
I żali się trochę, że bentley nie jest tak szybki jak jaguar.
Z Podlasia do Warszawy
Chłopak z małej podlaskiej wioski dziś jeździ bentleyem, a jego majątek „Wprost” wycenia na 600 mln zł (49. pozycja). Znacznie wyższą lokatę ma grupa Pruszyński na liście Polskiej Unii Dystrybutorów Stali.
— Którą? — pytam.
— Nie pamiętam — odpowiada Krzysztof Pruszyński.
Siódmą — z obrotami przekraczającymi 600 mln zł w 2007 r.
— Wysokie lokaty zapewnia nam zyskowność biznesu. Mamy dobre marże — twierdzi Krzysztof Pruszyński.
I ma rację. Pod względem zysku jego grupa ma na liście PUDS drugie miejsce.
Jak stworzył tak świetny biznes?
— Moja droga zmiany statusu społecznego i majątkowego była długa i skomplikowana. Zaczynałem od sprzedaży lejków samochodowych. Studiowałem w warszawskiej Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego — wspomina Krzysztof Pruszyński.
Po lejkach przyszedł czas na produkcję i sprzedaż wyrobów dekarskich. Do tej pory Krzysztof Pruszyński ma w biurze legitymacje czeladnicze. Ma też książeczkę — mniej więcej wielkości szkolnego zeszytu z napisem, „dowód osobisty”. Co to takiego?
Ożywia się.
— Proszę przeczytać. Ciekawe, co zwróci pani uwagę?
Okazuje się, że to zezwolenie uprawniające Krzysztofa Pruszyńskiego do bezpośredniego sprzedawania wyrobów blacharskich i naprawy naczyń blaszanych na targowiskach Białostocczyzny w poniedziałki i czwartki.
W 1989 r. Krzysztof Pruszyński przeniósł się do podwarszawskiego Pruszkowa i tu zaczął prawdziwy biznes. Razem z jednym z pracowników konstruują maszynę do trapezowania blach i ruszają z produkcją. Polacy potrzebują przecież nowych materiałów i coraz częściej wymieniają stary eternit na nowe dachy od Pruszyńskiego.
Ale Pruszyński to nie tylko blachy. W grupie jest też Punto Pruszyński, który produkuje elementy do sufitów podwieszanych, czy Stolbud, zajmujący się stolarką okienną i drzwiową. Grupa robi wrażenie — zatrudnia tysiąc osób w Polsce i za granicą. Zresztą nie w Polsce, lecz w innych krajach naszego regionu Krzysztof Pruszyński upatruje największych szans rozwoju.
— W Polsce kończy się napływ wielu dużych inwestycji, bo nie jesteśmy już tak konkurencyjni wobec innych krajów jak przed laty. Mamy już takie wynagrodzenia, że nasi pracownicy nie wyjeżdżają za granicę. W tym roku od nas nie pojechał nikt, a w ubiegłym dwie osoby — mówi Krzysztof Pruszyński.
Wieszczy za to popyt na blaszane pokrycia dachowe na rynkach rumuńskim i ukraińskim, gdzie grupa rozwija produkcję. Pruszyński inwestuje z rozmachem. W tym roku grupa miała wydać 10 mln euro, a zainwestuje 25 mln euro.
— Nie wybiera się pan na giełdę, by zdobyć kapitał na kolejne inwestycje?
— Na razie wystarcza nam własnych kapitałów i kredytów. Zresztą kredyt jest najtańszą formą finansowania. Dziś nie mam mniej niż przed rokiem, a na giełdzie ci, co rok temu mieli 100 mln zł, dziś mają na przykład 60 mln zł i wciąż są rozliczani z wyników — twierdzi Krzysztof Pruszyński.
Biznes dla dzieci
W Polsce grupa podbija nowe rynki. Pruszyński w strefie ekonomicznej w Żorach buduje tłocznię profili aluminiowych, wykorzystywanych w budownictwie, motoryzacji, przemyśle meblowym etc.
— Koszt inwestycji wynosi około 10 mln euro. Zakład ruszy w przyszłym roku, a kiedy na dobre rozkręci produkcję, będzie rocznie osiągał około 70 mln zł przychodów. Ale to inwestycja dla syna. Właśnie kończy studia na Politechnice Warszawskiej i taki rynek go interesuje — mówi Krzysztof Pruszyński.
— Ma pan tylko jedno dziecko?
— Nie, troje.
— Zainwestuje pan dla nich w nowe zakłady?
— Córka właśnie wraca z Londynu i będzie w Warszawie studiować ekonomię w języku angielskim i być może, jako drugi fakultet, turystykę i hotelarstwo. Zakochała się w Zakopanem. Co można robić w Zakopanem? Prowadzić hotel? — zastanawia się Krzysztof Pruszyński.
Jeśli córka będzie chciała prowadzić taką działalność, może go jej kupić albo postawić. Ale — wbrew pozorom — Krzysztof Pruszyński nie jest typem ojca finansującego wszelkie zachcianki swoich dzieci. Chce, żeby były samodzielne.
— Niełatwo pogodzić duże pieniądze i wychować dzieci — żali się.
Ale się stara. Próbuje usamodzielnić najmłodszego syna.
— Ma 16 lat. Chciałbym, aby pojechał do Londynu do szkoły, by zamieszkał w internacie. Tam wszyscy są równi. Ja miałem 15 lat, kiedy wyszedłem z domu, zamieszkałem w internacie i musiałem sobie radzić — wspomina.
Otwarte drzwi
Troje dzieci — Krzysztof Pruszyński będzie miał komu zostawić swoje imperium. Na razie ma tylko 48 lat.
— Gdybym chciał zostawić firmę menedżerom, musiałaby się całkowicie zmienić. To nie jest korporacja. Ja nawet nie mam sekretarki, a drzwi do gabinetu są prawie zawsze otwarte — pokazuje Krzysztof Pruszyński.
Wchodzi kobieta i uzgadnia z szefem sprawy związane z rozliczeniem wyjazdu jednego z pracowników. Wygląda na to, że Krzysztof Pruszyński sam ma całą firmę „na oku”. Niesamowite, w jego gabinecie nie ma nawet komputera.
— Po prostu nie jest mi do niczego potrzebny — twierdzi biznesmen.
Ma za to wiekową maszynę do pisania i wyżymaczkę, której używały nasze prababcie.
— Kupiłem na Kole za stówę — uśmiecha się.
Atmosfera jak w rodzinnej firmie — europejskiej. n
Słynne dachy z dobrej blachy
Grupa firm Krzysztofa Pruszyńskiego dostarcza materiały do pokrycia dachów dla budownictwa jednorodzinnego i wielkogabarytowego — do budowy hal, magazynów, sklepów etc. Z materiałów Pruszyńskiego wykonano na przykład dach nowego terminalu lotniczego na warszawskim Okęciu. Firma Blachy Pruszyński dostarczała też elementy blaszane do budowy stołecznych centrów handlowych Blue City, Galerii Mokotów i Fortu Wola. Była również dostawcą materiałów dla fabryki Toyoty w Wałbrzychu oraz do budowy toru kolarskiego w Pruszkowie. Spółka działa w wielu krajach naszego regionu. Niedawno kupiła spółkę w Czechach, ale, co ciekawe, ma też zakład na Białorusi, choć z nim na razie nie wiąże dużych nadziei.
Inwestycyjna lista grupy
W czerwcu firma uruchomiła w Polsce produkcję stalowych systemów rynnowych w Drzewicy oraz profili w Sokołowie. W lipcu ruszyła linia perforacji blach w Starachowicach. W tym miesiącu — także w Sokołowie — rozpoczyna się produkcja płyt warstwowych. Za granicą, w Rumunii, grupa chce zbudować zakład produkcji blach dachowych.
Kasa kapie z dachu
210
mln zł Na tyle był wyceniany majątek Krzysztofa Pruszyńskiego w 2005 r., kiedy zajął 79. lokatę na liście najbogatszych „Wprost”.
600
mln zł A na tyle oceniany jest obecnie, co daje mu 49. lokatę.
14,5
mln zł Na tyle jest szacowany zysk netto spółki Blachy Pruszyński po półroczu tego roku.
Dziarski staruszek
Walter Owen Bentley skonstruował pierwszy samochód w 1919 r. (co oznacza, że w przyszłym auto będzie obchodziło 90. urodziny). Ale bentleya 3 litry zaprezentowano oficjalnie dopiero dwa lata później. Miał być superautem wyścigowym, ale pierwsze wygrane przyszły dopiero w 1924 i 1927 r. w Le Mans. W 1931 r. Bentley Motors Limited został kupiony przez Rolls-Royce, ale w 1998 r. oba przedsiębiorstwa zostały nabyte przez Volkswagena. Przez niedopatrzenie okazało się jednak, że prawa do marki Rolls-Royce miało BMW. I w 2003 r. koncern ten stał się również właścicielem przedsiębiorstwa RR. Tymczasem Bentley pozostał w stajni Volkswagena. Pierwszy salon sprzedający bentleye otwarto w Warszawie w 2007 r.
