Bez pośpiechu do strefy euro

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 21-11-2014, 00:00

NBP radzi jeszcze potrzymać złotego. Zbyt wczesna zamiana na eurowalutę może nam zaszkodzić.

Kiedy w 2009 r. Narodowy Bank Polski (NBP) publikował obszerny, liczący 4,3 tys. stron raport na temat skutków przyjęcia w Polsce euro, wniosek był dość jednoznaczny: polska gospodarka na członkostwie w strefie euro zyska, rozwój przyspieszy, a społeczeństwo będzie się szybciej bogacić. Po pięciu latach NBP wraca do tematu ewentualnego członkostwa w Eurolandzie. W nowym raporcie wnioski są jednak już zupełnie inne niż pięć lat temu. Według NBP, euro może nam zarówno pomóc, jak i zaszkodzić.

— Kiedy przygotowywaliśmy poprzedni raport, a więc tak naprawdę jeszcze przed wybuchem światowego kryzysu, kwestia członkostwa w strefie euro wydawała się dość jednoznaczna. Euro miało przynieść gospodarce wiele korzyści: obniżyć koszt kapitału, wyeliminować ryzyko kursowe, zlikwidować ceny transakcyjne i poprawić wizerunek Polski na świecie. Obecnie, po światowym kryzysie, widać, że była to zbyt optymistyczna wizja. Obecnie członkostwo w strefie euro jawi się jedynie jako szansa na przyspieszenie wzrostu, a nie gwarancja tego przyspieszenia — mówi Michał Rubaszek, ekonomista NBP, współautor raportu.

Dlatego tym razem analiza banku centralnego koncentrowała się nie na korzyściach, jakie Polska ma odnieść dzięki euro, ale na zagrożeniach i wyzwaniach. A tych okazuje się znacznie więcej i są znacznie bardziej realne, niż wydawało się twórcom raportu sprzed pięciu lat. Po pierwsze, grecki kryzys pokazał, że strefa euro jako instytucja jest znacznie gorzej zaprojektowana, niż wydawało się jej twórcom, a to grozi stabilności makroekonomicznej wszystkich członków wspólnoty.

— Co prawda, w ostatnich latach udało się sporo zmienić w strukturze instytucjonalnej Eurolandu, np. reformując kwestie fiskalne czy wprowadzając unię bankową. Jednak nie jest to jeszcze stan docelowy. Strefa euro nadal nie jest tworem, który by można uznać za w pełni bezpieczny — mówi Michał Rubaszek.

Ponadto, gdyby polska gospodarka dziś przyjęła euro, mogłaby wpaść w kłopoty, bo wewnątrz niej mogłyby narastać nierównowagi. Jak twierdzi NBP, przy obecnym poziomie rozwoju, innowacyjności czy strukturze rynku pracy mogłyby po wejściu do Eurolandu narastać bańki spekulacyjne na nieruchomościach i presja inflacyjna. Nadmiernie mogłyby wzrosnąć koszty pracy, przez co tracilibyśmy konkurencyjność.

— Dlatego przed przyjęciem euro Polska musi odpowiednio przygotować gospodarkę, to znaczy wprowadzić wiele reform, które zminimalizują wspomniane zagrożenia — mówi Michał Rubaszek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane